14 grudnia 2018

4 mity na temat szkodliwości białka

Znasz takie powiedzenie, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą? Mam wrażenie, że właśnie tak było z pomysłami nt. szkodliwości białka: ktoś coś przeczytał w gazecie, powiedział innym, ci przekazali dalej, nikt się nie zastanowił, ale rezultaty są takie, że obecnie przeciętna osoba na ulicy „wie”, że nadmiar białka jest bardzo szkodliwy. Ile w tym prawdy? - zaraz się przekonasz!

Mity na temat białka są jak plotki - żyją własnym życiem, niepodlegającym żadnej logice i żadnym granicom*

Czym jest białko?

Białko jest podstawową strukturą wszystkich komórek organizmu człowieka. Buduje każdą naszą tkankę (od mięśni i organy, po włosy, skórę i paznokcie), warunkując tym samym prawidłowe funkcjonowanie i rozwój. W ludzkim ciele powstaje ok. 300 g białka dziennie, a największym jego magazynem są mięśnie** oraz wątroba.

Białka pełnią funkcję budulcową, enzymatyczną, energetyczną, poza tym wspomagają detoksykację organizmu, przyspieszają regenerację i są niezbędne do utrzymania odporności. Białko jest na tyle potrzebne, że w momencie, gdy nie zjadasz go w wystarczającej ilości, Twój organizm za wszelką cenę szuka w sobie zapasów: „zjada” wtedy aminokwasy (tj. cegiełki budujące białka) z własnych tkanek (mięśni, a nawet niestety kręgosłupa) w celu zaspokojenia najważniejszych funkcji życiowych.***

Białko buduje nie tylko nasze mięśnie, ale też organy, no i oczywiście włosy, skórę, paznokcie itd.. Ponadto enzymy, hormony, przeciwciała, czy układy transportujące krew – to wszystko też są białka!

Zapotrzebowanie na białko

Jeszcze nie tak dawno, bo w latach 70. XX wieku rekomendowano zjadanie 3-4 g białka na każdy kilogram masy ciała.**** Po tym czasie normy zapotrzebowania na białko regularnie jednak obniżano i obecnie wynoszą niespełna... 0,8 g/kg masy ciała***** (dla sportowca trochę więcej, bo ok. 2 g)!

Co się stało? Czy nagle organizm człowieka zmienił się na tyle, że już nie potrzebuje białka? To raczej niemożliwe. Zmieniły się pewnie inne rzeczy, dlatego z różnych powodów zaczęto „odradzać” ludziom zjadanie białka, szczególnie pełnowartościowego (tj. zwierzęcego, które w przeciwieństwie do roślinnego, zawiera pełen zestaw niezbędnych aminokwasów).

4 mity

Mam nadzieję, że po całym tym długim wstępie trochę Cię przekonałam, że pełnowartościowe białko jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W Internecie krąży jednak wiele mitów nt. szkodliwości białka, więc przyjrzyjmy się kilku z nich:

1. „Białko obciąża nerki i inne organy”

Podobno zbyt duża ilość białka w diecie powoduje obciążenie ważnych narządów, takich jak wątroba i nerki. Nadmiar białek zmusza te organy do cięższej pracy, przez co stopniowo pogarsza się ich funkcjonowanie... No dobrze, ale co to znaczy nadmiar? - Nadmiar to pewnie ilość, której organizm nie jest już w stanie strawić. Zdolność trawienia białek jest jednak dosyć spora: przeciętny człowiek może w ciągu doby strawić do 350 g białka. Aby wprowadzić do organizmu 350 g białka, musiałabyś zjeść w ciągu dnia prawie 2 kg mięsa, 50 dużych jajek, ponad 1 kg sera żółtego (ok. 80 plastrów) lub 2 kg sera białego! Ja osobiście nie dałabym rady.

Dr Greg Ellis pisze z kolei, że nawet gdybyś była na 100% diecie mięsnej, to i tak Twój organizm wykorzystywałby tylko tylko 1/10 zdolności wątroby i nerek w usuwaniu produktów ubocznych metabolizmu białek.****** Jak widzisz, Twoje organy są perfekcyjnie przystosowane do radzenia sobie z dużymi ilościami białka i nie tak łatwo je „obciążyć”!

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że całe to poważne sformułowanie dot. szkodliwości białka wypłynęło z badań prowadzonych na białku… sztucznym, tj. w postaci odżywki. Białko jedzone naturalnie (tj. w postaci mięsa, jaj, nabiału), z odpowiednią ilością tłuszczu (który jest niezbędny do jego przyswojenia) nie jest szkodliwe, a wręcz przeciwnie – jest niezbędne do utrzymania pełni zdrowia i sił.

Ciekawe jest też to, że o obciążeniu narządów przez nadmiar białek często mówią trenerzy personalni, którzy to właśnie najszerzej promują picie odżywek białkowych ostrzegając jednocześnie przed jedzeniem zbyt dużych ilości mięsa. Jedyne co tu się zgadza to to, że wszystko perfekcyjnie stoi na głowie.

Wszelkie badania, z których wynikało, że białko jest szkodliwe przeprowadzano na białku... sztucznym, w proszku. Jedząc jedynie naturalne białko zwierzęce (np. w postaci średniotłustego kotleta) nie musisz się niczego obawiać!

2. „Białko wypłukuje wapń z organizmu”

Podobno nadmiar białka powoduje wydalanie z organizmu wapnia. Pogląd ten (podobnie jak mit o szkodliwym wpływie diety wysokobiałkowej na wątrobę i nerki) nie ma żadnych podstaw naukowych.****** Co więcej, duża ilość białka jest POTRZEBNA wątrobie do usuwania toksyn z organizmu!

Dobrym przykładem są Eskimosi, którzy jedli (w gramach) dwa razy więcej białka niż tłuszczu i czuli się świetnie. Niestety, nazwano to po prostu „paradoksem eskimoskim”. Ja też mam swój paradoks: od kilku lat jem ponad 150 g białka dziennie (tj. ok. 3 razy więcej niż „powinnam” wg obecnych zaleceń), a „mimo to” nie cierpię na niedobory wapnia, oto moje wyniki badań krwi:
Moje „paradoksalne” wyniki badań krwi – jem białka o wiele więcej niż „powinnam”, więc „powinnam” cierpieć na niedobór m. in. wapnia – a jednak wszystko jest u mnie w normie

3. „Białko podnosi poziom insuliny we krwi”

Jeśli martwisz się o to, że białko podnosi poziom insuliny we krwi, to albo nie jesz w ogóle węglowodanów (które są głównymi sprawcami wzrostu poziomu insuliny we krwi), albo... czytasz za dużo kolorowych gazet. :D W rzeczywistości jest bowiem odwrotnie – zwiększając podaż białek w diecie jednocześnie przyczyniamy się do obniżenia glikemii, jak również wzrostu poziomu glukagonu, hormonu działającego przeciwstawnie do insuliny. Mój poziom insuliny we krwi również jest w normie, o czym przeczytasz w notce o insulinooporności.

4. „Białko zakwasza organizm”

Na jednym kursów, na którym ostatnio byłam, trener personalny powiedział tak: „białko zakwasza organizm, dlatego nie powinno go być w każdym posiłku”.
Zakwaszenie organizmu (tj. zmiana pH na kwasowe) przez jedzenie białka (lub innych „złych” produktów) jest dosyć nowym poglądem, bo nikomu wcześniej nie przyszłoby do głowy, że człowiek poprzez jedzenie czegokolwiek może w ogóle wpływać na odczyn (pH) swojego ustroju*******, tak samo jak raczej nikt nie wpadłby na pomysł, że siedząc w zimnym lub ciepłym pomieszczeniu może zmienić temperaturę swojego ciała! Parametry te są precyzyjnie regulowane przez organizm, ale to już temat na osobną notkę (którą w najbliższym czasie obiecuję napisać).

Jak to jest z tym białkiem?

Podsumowując, białko, nawet w dużych ilościach, nie jest szkodliwe POD WARUNKIEM, że jest:
  • pełnowartościowe (tj. pochodzenia zwierzęcego, czyli z mięsa, jaj, produktów mlecznych), 
  • naturalne (a nie w postaci odżywek) 
  • oraz zjadane nie „na sucho”, lecz z pewną ilością tłuszczu (który jest niezbędny do jego prawidłowego przyswojenia).
Ja jem ok. 150 g białka dziennie – liczby tej jednak nie wymyśliłam, tylko jem na smak i akurat tyle mi wychodzi (a to oznacza, że mój organizm właśnie tyle potrzebuje).

Wszystkie opisane wcześniej 4 mity można łatwo obalić, ponieważ są oparte albo na badaniach, w których wykorzystywano białko sztuczne, tj. w postaci odżywek, albo na… żadnych badaniach, tylko po prostu „powstały” tak, jak powstają plotki.


* http://lubimyczytac.pl/cytaty/t/plotki/3
** dr G. Ellis, Insane Isometrics, USA
*** http://www.biblelife.org/ketogenic.htm
**** Mizera K., Mizera J., Dietetyka sportowa. Co jeść, by trenować efektywnie, wyd. Galaktyka, 2017
***** dr G. Ellis, Human Protein Needs Part 2 (video)
****** dr G. Ellis, Ultimate Diet Secrets, USA 2002 (ch. 21-22)
******* Sikorski, Z., E., Chemia żywności, odżywcze i zdrowotne właściwości składników żywności, cz. 3. Warszawa 2012

30 listopada 2018

Czy warto biegać? - 10 zalet biegania

Gnać przed siebie, zostawiać wszystkie smutki za sobą, a przy okazji spalać setki kalorii… tak właśnie wyobraża mi się wymarzona aktywność fizyczna. Co łączy w sobie te, jak i wiele innych zalet? - Bieganie!

10 zalet biegania

Dla mnie bieganie to sentymentalny sport, bo jako jedyny uprawiam go od dziecka. Zawsze lubiłam biegać, nawet w podstawówce potrafiłam wstawać o 5 rano, żeby pobiegać chwilę przed lekcjami. Dzięki temu czułam przypływ energii i orzeźwienie na cały dzień. Wtedy nie wiedziałam nic na temat zalet biegania i w ogóle jakiejkolwiek innej aktywności fizycznej. Czułam tylko, że ruch dodaje mi skrzydeł i, jak się okazuje, wcale się nie myliłam. Ile jest korzyści z biegania? - dużo więcej niż myślisz!

1. Spalisz dużo kalorii

Ach, te nieszczęsne kalorie, ciągle musimy się nimi zajmować! Jako że to bezlitosny bilans kaloryczny decyduje o naszej wadze, warto zainteresować się bieganiem, ponieważ już po 60 minutach biegu w średnim tempie możesz spalić ponad 600 kcal.

2. Pozbędziesz się nadmiaru tkanki tłuszczowej

Żadna z nas nie chce mieć „miękkiego”, obwisłego ciała. Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że praktycznie każda z nas ma obsesję na punkcie swoich boczków. Jak pozbyć się takich problematycznych miejsc? Otóż to właśnie bieganie, oprócz dobrej diety, może być skutecznym sposobem na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Jeśli więc chcesz mieć mocne, sprężyste ciało, to bieganie zdecydowanie Ci w tym pomoże.

3. Wyrzeźbisz sylwetkę

Bieganie to świetny sposób nie tylko na spalanie dużych ilości kalorii i co za tym idzie utratę wagi, ale też ładne wyrzeźbienie mięśni. Aby tego dokonać, musisz podczas biegania stosować zmienne tempo, czyli robić tzw. trening interwałowy, łączący w sobie wysiłek aerobowy z anaerobowym. Jak to zrobić?
Np. przez pierwsze 30 min biegnij powoli, aby się dobrze rozgrzać, później nieco szybciej i tak aż dojdziesz do swojego maksymalnego tempa, które sprawi, że poczujesz się jak maszyna zdolna do wszystkiego (a przy tym zasapiesz się do granic możliwości i naprawdę poczujesz, że żyjesz!). Później chwilę odpocznij (idąc lub truchtając) i powtórz taki naprzemienny sprint z odpoczynkiem kilka razy.

Ja zawsze biegam ze słuchawkami na uszach, więc u mnie wygląda to następująco: najpierw włączam sobie powolne piosenki, potem nieco szybsze, a przez ostatnie 20 min bardzo szybkie na przemian z powolnymi. Na „deser” zawsze zostawiam sobie piosenkę, przy której wyciskam z siebie ostatnie poty.

Najlepszy sposób na wyrzeźbienie sylwetki? - pot, pot i jeszcze raz pot!

4. Poczujesz zdrowszy apetyt

Czy miałaś kiedyś taką sytuację, że czułaś się głodna albo bardzo chciałaś coś zjeść, ale ze względu na to, że „musiałaś gdzieś szybko biec”, po niedługim czasie okazało się, że ochota na jedzenie minęła? - Tak właśnie działa bieganie, jak i każda inna aktywność fizyczna (oraz dieta niskowęglowodanowa) – reguluje apetyt. Zanim więc postanowisz zjeść nadprogramową przekąskę, spróbuj chwilę pobiegać (lub w ogóle się poruszać), a szybko może się okazać, że wcale nie byłaś taka głodna.

Strój sportowy, czy lodówka? - Spróbuj wybrać to pierwsze, a szybko przekonasz się, że wcale nie byłaś taka głodna!

5. Osiągniesz różne korzyści zdrowotne

Podobnie jak każda inna aktywność fizyczna, regularne bieganie poprawia krążenie krwi i, co za tym idzie, wpływa na polepszenie stanu serca (a nawet zwiększenie jego objętości!) oraz zdrowszy wygląd skóry. Ponadto wzmacnia stawy (w tym również kolanowy), a także zwiększa gęstość kości. Dzięki dotlenieniu mózgu możesz też liczyć na lepszy sen, lepszą koncentrację, łatwiejsze myślenie, uczenie się i zapamiętywanie.

Regularnie biegając (lub uprawiając jakikolwiek inny sport) nie tylko ujędrnisz ciało, ale też wzmocnisz swoje serce, stawy i kości

6. Niezauważenie poprawisz sobie nastrój

Każda z nas ma różne rozterki, problemy itd. i różnie sobie z nimi radzi. Najłatwiej jest zakopać się pod cieplutkim kocem z paczką ulubionych smakołyków i ubolewać nad tym, jak bardzo nam źle. Sęk w tym, że im dłużej tak „rozwiązujemy” swoje problemy, tym trudniej nam się od tego odzwyczaić, co prowadzi do coraz większych zmartwień...

Bieganie, jak i wiele innych form ruchu, potrafi wyleczyć z depresji i innych chorób natury psychicznej. Dzieje się to za sprawą m. in. wydzielanych podczas aktywności fizycznej hormonów szczęścia, które mają działanie uspokajające, a także przeciwbólowe.

Zresztą, biegając możesz „po drodze” rozwiązać swoje różne dylematy. Sama czasem biegam tylko po to, by „wybiegać” wszystkie problemy i nabrać dystansu. Gdy mam jakieś sprawy do załatwienia, do zastanowienia się, czy jakiś nurtujący mnie problem, to wiem, co robić – pobiegać z nim! Biegam do czasu, aż wszystkiego nie obmyślę. A przy okazji spalam setki kalorii - żyć nie umierać!

Bieganie to dla mnie najlepszy sposób na uporządkowanie swoich spraw, nabranie dystansu do życia i dosłownie zaczęcie wszystkiego od nowa – po porządnym sprincie może się okazać, że jedyne czego w życiu potrzebujesz to butelka wody! I o to właśnie chodzi! ;-)

Pamiętaj: na początku może Ci się nie chcieć biec, nie chcieć kompletnie nic itd.., być może chcesz tylko jeść i leżeć do góry brzuchem. Musisz jednak  „przebiec” ten moment, bo najczęściej się tak zdarza, że dopiero po jakichś 20 minutach już inaczej na wszytko patrzysz. Im dłużej biegniesz, tym bardziej Ci się chce - aż trudno w to czasem uwierzyć. Jeśli póki co leżysz na kanapie, to na pewno myślisz, że gadam głupoty – i wcale Ci się nie dziwię!

7. Zmniejszysz ból brzucha podczas okresu

Nawiązując do dwóch poprzednich punktów warto wspomnieć, że bieganie to idealny lek na ból brzucha podczas miesiączki. Nie dość, że dzięki poprawie ukrwienia oraz dotlenieniu organizmu Twój brzuszek poczuje się lepiej, to jeszcze za sprawą wydzielonych podczas ruchu endorfin cały Twój dzień jakby zacznie się na nowo. Przeczytaj, co robić, gdy podczas okresu boli Cię brzuch.

8. Wzmocnisz swoją pewność siebie

„Jeszcze tylko kilometr, ostatnie 5 min, ostatnia piosenka i wracam do domu, dam radę!” - Jeśli potrafisz przezwyciężyć swoje słabości na trasie, to możesz naprawdę wszystko! Nic tak nie wzmacnia naszej pewności siebie jak świadome pokonywanie własnych słabości. Przypomnij sobie swoje początki i popatrz na siebie teraz – jeśli zrobiłaś jakiekolwiek postępy, to znaczy, że wciąż możesz więcej niż Ci się dotychczas wydawało!

9. Nie będziesz zmarzluchem

Zbliża się zima, ale co z tego! Jeśli jesteś osobą, która wiecznie trzęsie się z zimna i zamyka wszystkie okna, to czas wziąć się za siebie! Biegać można o każdej porze roku, choć nie zawsze jest tak samo łatwo wyjść z domu. Możesz więc kupić sobie bieżnię (wersja dla „wygodnych” lub nocnych marków) albo dobrze się ubrać, rozgrzać w domu i zaszaleć na dworze! Po dobrym rozbieganiu może się okazać, że ciepło to pojęcie względne i że nawet w zimie może być gorąco!

Jeśli dobrze się rozgrzejesz, to szybko się przekonasz, że nawet w zimie może być gorąco!

10. Możesz w trakcie biegania przesłuchać nowo nabytą płytę

Jeśli wszystkie powyższe zalety nie zachęciły Cię dostatecznie, to może potrzebujesz dobrej muzyki do biegania? Dla mnie bieganie to prawie jak pobyt na koncercie. Czasem, gdy nie chce mi się biegać, przypominam sobie, że mam kilka nowych piosenek do przesłuchania, a że najlepiej jest mi się skupić w ruchu, to najczęściej z miejsca przychodzi mi ochota na bieganie. Po co leżeć, rozleniwiać się i słuchać muzyki, skoro można połączyć przyjemne z pożytecznym i podwójnie na tym zyskać?!

Nie ma na co czekać!

„Pobiegałabym, ale...” - NIE MA ŻADNEGO ALE! Jedyne „ale” jest w Twoim umyśle, który przywykł do komfortowych rozwiązań. Oczywiście, zawsze wygodniej jest przesiedzieć/przeleżeć/przespać tę godzinę, ale Ty przecież nie chcesz być wygodna, tylko szczęśliwa w swoim ciele.

Twój organizm potrzebuje od Ciebie choć jednego impulsu, a potem reszta sama się potoczy. Na pewno jesteś na tyle silna, aby wziąć się w garść, tylko na razie pewnie trochę Ci się nie chce. Uwierz: na początku nikomu się nie chce, dlatego tylko niektórzy mają to, co chcą. Przyłącz się do nich czym prędzej i marsz na bieżnię lub (jeszcze lepiej) ścieżkę dla biegaczy!


16 listopada 2018

6 lat na diecie niskowęglowodanowej - moje korzyści

Ach, niedawno minęło 6 lat odkąd jestem na diecie niskowęglowodanowej. Jakby się tak zastanowić, to ćwierć mojego życia! Czasem mam wrażenie, że moje życie dzieli się na dwa etapy: PRZED i PO przejściu na dietę, a dokładniej na przed i po poznaniu mojego chłopaka, bo to od niego wszystko się zaczęło.
Prawie 7 lat temu dowiedziałam się, że można żyć bez bułek, ziemniaków i makaronu, a po jakimś czasie na własnej skórze się o tym przekonałam! Jakie odniosłam korzyści, jak mi się żyje i czy zamierzam dalej się tak odżywiać? - o tym w dzisiejszej notce.

PRZED I PO

Długo zastanawiałam się nad korzyściami, jakie odniosłam dzięki zmianie odżywiania, bo, jak to w życiu bywa, gdy jest dobrze, zazwyczaj nie zwracamy na to uwagi. Musiałam więc przeskanować się od stóp do głów i dokładnie prześledzić, co się zmieniło, by stworzyć pełną listę swoich „przed i po”.

Niektóre pozytywne skutki odczułam niemalże od razu po przejściu na dietę, inne po kilku miesiącach, a po 2,5 roku było ich na tyle dużo, że zebrałam je w notce: 2,5 roku na diecie niskowęglowodanowej - moje korzyści
Dziś czas na odświeżenie tych informacji oraz dodanie nowych korzyści, które odniosłam dzięki przejściu na moją wersję diety niskowęglowodanowej. Będę się trochę powtarzać, ale tylko po to, aby potwierdzić, że wszystkie korzyści, które wtedy odniosłam, nadal się utrzymują.

Najlepiej jak podzielę tę notkę na dwie części: najpierw opiszę ogólne plusy, które dostrzegłam, a potem, co będzie bardziej dokładne, opiszę Ci wszystkie dolegliwości, jakie miałam kiedyś, a o których teraz już zapomniałam na dobre. Lista jest dosyć długa, więc zaczynajmy.

Ogólne korzyści

Moje korzyści są następujące:
  • całkowicie zmieniła mi się sylwetka: wcześniej byłam „pulchna”, miałam więcej tkanki tłuszczowej i ogólnie „miękkie” ciało;
  • pozbyłam się nadmiaru wody z organizmu, co dobrze widać po twarzy, a także po stopach, bo obecnie noszę buty o rozmiar mniejsze;
  • mam energię na codzienne ćwiczenia, dzięki czemu ważę tyle, ile zawsze chciałam ważyć (ok. 50 kg) i mam przy tym zadowalającą ilość mięśni;
  • schudły mi nawet palce u rąk, które zawsze miałam pulchne;
  • po jedzeniu jestem naprawdę najedzona; nie czuję niedosytu, nie mam problemów z chęcią "jedzenia bez przerwy", czuję zdrowszy apetyt;
  • poprawiła mi się kondycja skóry: jest jędrniejsza i lepiej nawilżona;
  • jestem ogólnie bardzo zadowolona, jakoś tak pozytywniej nastawiona do życia, pozbyłam się wielu kompleksów, jestem bardziej spokojna wewnętrznie i mniej zestresowana.

Wygląd, choć bardzo ważny, to tylko jedna z wielu rzeczy, która może się poprawić dzięki diecie niskowęglowodanowej

Problemy, których już nie mam

Oto dolegliwości, które kiedyś towarzyszyły mi na co dzień, a które, po zmianie odżywiania, stopniowo ustąpiły na dobre:
  • często byłam przeziębiona, ponadto średnio dwa razy w roku miałam anginę (teraz już całkowicie o niej zapomniałam, nie miałam jej ANI RAZU od tych 6 lat! - to oznacza, że mam o wiele lepszą odporność);
  • 7 lat temu pani endokrynolog wykryła u mnie guzki tarczycy, które miały mi zostać operacyjnie wycięte, jednak zwlekałam z tym, bo się bałam… aż po roku od zmiany odżywiania okazało, że już wszystko jest w porządku (pomijam fakt, że lekarka nieźle mnie okrzyczała za to, że nie stawiłam się rok wcześniej na wizycie. Cóż jednak miała więcej robić, skoro widziała, że już nic mi nie jest! ;-));
  • miałam uczulenie na kosmetyki, nie mogłam używać tuszu do rzęs ani lakieru do paznokci, bo powodowało to zaczerwienienie oczu i podrażnienie skóry pod oczami, wizyty u lekarza nic nie pomagały, a pani dermatolog mówiła, że „taka moja uroda”;
  • miałam bardzo kruche, łamliwe paznokcie, ciągle się rozdwajały i mogłam tylko pomarzyć o długich pazurkach;
  • często byłam śpiąca i zmęczona w ciągu dnia, po powrocie ze szkoły obowiązkowo urządzałam sobie drzemki;
  • bolały mnie i piekły oczy, były wrażliwe na światło, często musiałam je przecierać;
  • często było mi na przemian zimno i gorąco, a jednocześnie miałam mokre, spocone ręce, aż nie chciałam się z nikim witać;
  • czasem miałam wzdęcia, uczucie brzucha twardego jak balon i problemy z wypróżnianiem;
  • cyklicznie miałam dużo krost, wyprysków, szczególnie na dekolcie i plecach;
  • miałam wiecznie spierzchnięte, popękane usta;
  • miałam suche, szorstkie łokcie, w ogóle cała musiałam ciągle smarować się balsamami mocno nawilżającymi, bo inaczej bym zwariowała, ponadto nie ruszałam się z domu bez kremu do rąk;
  • miałam dosyć suche włosy i ciągle się elektryzowały, często swędziała mnie też skóra głowy (teraz są w lepszym stanie, mimo iż od gimnazjum praktycznie codziennie je prostuję);
  • czasem cierpiałam na bezsenność, miałam koszmary, potrafiłam się budzić w środku nocy cała zlana potem;
  • miałam problemy z krążeniem krwi; moje nogi i ręce były najczęściej koloru zielono-fioletowego (nawet w lecie), poza tym czasem niespodziewanie drętwiały mi palce u rąk lub nóg, robiły się aż sine (objawy podobne do tych przy chorobie Raynauda);
  • gdy np. zacięłam się podczas golenia nóg, krew lała mi się jeszcze przez długie godziny, a teraz rany szybciej mi się goją;
  • nie wiadomo dlaczego, „bez powodu” czasem lała mi się krew z nosa;
  • miałam zdiagnozowane szmery sercowe, czasem też dziwnie kołatało mi serce, biło jakoś tak szybciej, jakby miało wyskoczyć;
  • miałam bardzo wrażliwe dziąsła, czasem krwawiły, musiałam używać jak najmiększych szczoteczek;
  • często bolały mnie zęby, regularnie chodziłam do dentysty.

Czy wszystko jest idealnie?

Jak widzisz, na przestrzeni tych 6 lat zebrała się dosyć spora lista korzyści, co oznacza, że coś w tym musi być. Oczywiście, nie jestem idealna i jak każdy mam czasem katar, chrypkę, wypryski, czy jestem zwyczajnie przeziębiona (choć bardzo rzadko), ale zawsze jest to krótkotrwałe i o wiele bardziej łagodne niż kiedyś. Poza tym świadczy raczej o oczyszczaniu się organizmu niż problemach zdrowotnych, o czym pisałam dokładnie w notce o samoleczeniu.

Jak wiesz, nadmiar węglowodanów oraz niedobór wartościowego białka i tłuszczu w diecie prowadzą do wielu problemów, choć nie zawsze od razu. Zdaję sobie sprawę z tego, że 6 lat na przestrzeni moich 24 lat życia to nadal nie na tyle dużo, abym mogła mówić, że wszystko w moim organizmie jest bez zarzutu. Po pierwsze, z czym na pewno się zgodzisz, dieta to nie wszystko (oprócz tego ważne są m. in. geny, aktywność fizyczna, tryb i miejsce życia, psychika itd.), a po drugie, wcześniej, przez 3/4 życia, nie odżywiałam się za dobrze, więc nie mogę oczekiwać, że teraz wszystko naprawi się od razu.

Czy to może być dieta na całe życie?

Myślę, że już znasz odpowiedź na to pytanie. Jedyne, co Cię może nurtować, to samo sformułowanie „dieta na całe życie”, które brzmi jak przerażające zobowiązanie, które z miejsca chce się złamać… :D Tak, ale tylko wtedy, gdy nie wiesz, na co się piszesz. Ja po 6 latach mogę śmiało powiedzieć, że dieta niskowęglowodanowa to mój stały sposób odżywiania i nie wyobrażam sobie, żebym miała jeść inaczej.

Dziś jestem pewna, że przejście na dietę niskowęglowodanową to była najlepsza decyzja w moim życiu. Jeśli Ty masz różne wątpliwości, to mam dla Ciebie tylko jedną radę: nie myśl za dużo, tylko działaj, bo dopiero po czasie okaże się, że było warto!

Pamiętaj, że w tym momencie możesz nie wyobrażać sobie wielu rzeczy: że nie dasz rady zrezygnować z pieczywa, płatków śniadaniowych i innych pyszności, do których jesteś przyzwyczajona od dziecka. Jeśli jednak zdecydujesz się na zmiany, to zaręczam Ci, że przyjdzie taki dzień, w którym dzisiejsze „wygodne” życie wyda Ci się czymś równie abstrakcyjnym, co teraz te „trudne” wyzwania.

To jest chyba największa zaleta, jak i wada życia – wszystko się zmienia, czy tego chcemy, czy nie. To, co będziesz wkładała do ust, jak niewiele w życiu zależy akurat od Ciebie, więc szkoda to zmarnować! Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem znów będziesz chciała pójść na łatwiznę. A gdy czasem najdzie Cię ochota na coś zakazanego, to pomyśl sobie: „je się może fajnie, ale po chwili już nie jest tak miło, więc PO CO CI TO?”.


Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...