16.09.2016

5 pomysłów na ruch, gdy nie masz czasu ćwiczyć

Wiele z nas myśląc o aktywności fizycznej, ma w głowie tylko jeden obraz: morderczy trening, który „trzeba niestety zrobić”. Dziś chcę Cię przekonać, że to niekoniecznie prawda. Pokażę Ci, że aby spalać więcej kalorii niż dotychczas, wcale nie musisz od razu rozpoczynać morderczych treningów. Wystarczy, że zaczniesz więcej się ruszać spontanicznie – a o tym, jak to zrobić dowiesz się już za chwilę.

To, co się liczy to wszystkie kalorie, które spalasz w ciągu dnia; nie ma znaczenia CO robisz, tylko że w ogóle się RUSZASZ.*
Regularny ruch to połowa recepty na osiągnięcie wymarzonej sylwetki (druga połowa to dieta). Jeśli chcesz tracić na wadze, a nie chcesz jednocześnie mniej jeść (walczyć z głodem), to nie masz wyjścia – musisz się więcej ruszać! Siedzący tryb życia jest wrogiem pięknej sylwetki, dlatego musimy szybko temu zaradzić.

Jak polubić aktywność fizyczną?

Prawdopodobnie, jeśli nie przepadasz za aktywnością fizyczną, to głównie z jednego powodu – ponieważ dawno się nie ruszałaś i już nie pamiętasz, jakie to super uczucie robić coś do utraty tchu, wycierać spływające krople potu i czuć, jak rozpiera Cię duma, że dałaś radę!
Dziś jednak nie będziemy mówić o zorganizowanych ćwiczeniach, lecz o spontanicznej aktywności fizycznej, która na początek świetnie poprawia humor i pomaga łagodnie zachęcić Cię do polubienia ruchu. Dodatkowo oczywiście sprawia, że spalasz więcej kalorii niż dotychczas (ujemny bilans), co jest kluczem do utraty wagi.

Ile kalorii spalasz w ciągu dnia?

Jakiś czas temu pisałam, jak obliczyć kalorie spalane. Teraz przypomnijmy sobie, że składają się na nie trzy rzeczy:
  • Metabolizm spoczynkowy (PPM – Podstawowa Przemiana Materii) – kalorie, które Twój organizm spala każdego dnia na utrzymanie podstawowych funkcji życiowych;
  • Termiczny efekt jedzenia – energia potrzebna na procesy trawienia ok. 6-10% wszystkich spalanych kalorii w ciągu dnia (ta liczba jest raczej stała, nie masz na nią za dużego wpływu, więc na razie nie będziemy się tym zajmować);
  • Aktywność fizyczna – kalorie, które spalasz w ciągu dnia poprzez ruch: od spontanicznej aktywności fizycznej (jak nawet wiercenie się na krześle) po zorganizowany trening.
Dziś zajmiemy się sposobami na zwiększenie spontanicznej aktywności fizycznej.

Spontaniczna aktywność fizyczna – pomysły

Jak wkomponować aktywność fizyczną w codzienne życie i spalać kalorie w przyjemny sposób? Oto 5 pomysłów, które świetnie sprawdzają się na co dzień. Każdy z nich możesz wykorzystać w dowolnej sytuacji, niekoniecznie takiej, jak opisałam.
A teraz… przeczytaj szybko i przetestuj na sobie jeszcze dziś!

1. Staraj się jak najwięcej chodzić

Wiele czynności, które wykonujemy na co dzień możemy trochę „zmodyfikować”, żeby spalać przy nich więcej kalorii. Przykładem jest rezygnacja z różnych wygód:

a) Zamiast jeździć autem/autobusem – przejdź się!

Jeśli np. masz siedzącą pracę, postaraj się przynajmniej do niej chodzić, zamiast jeździć. Może wydaje Ci się, że taka zmiana to mało, ale Twój organizm na pewno Ci podziękuje. Podczas 30 minutowego chodzenia spalisz ok. 150 kcal.
(Jeśli masz do pracy bardzo daleko i nie możesz przejść całego dystansu na nogach, to chociaż wysiądź kilka przystanków wcześniej.)
Najgorsze jest przyzwyczaić się do jazdy – mam taką koleżankę, która odkąd zdała na prawo jazdy, wszędzie jeździ, nawet jeśli ma do pokonania dystans 300 m… Niestety, z tego co widzę, powoli zaczyna się to odbijać na jej sylwetce. Nie pozwól, żeby Ciebie też opanowała taka „mania jeżdżenia”!

b) Wybierz się z rodziną na spacer

Jeśli zajmujesz się dziećmi albo przyjeżdża do Ciebie rodzina - zaproponuj wspólny spacer, zabawę z piłką na świeżym powietrzu/w domu. Kto powiedział, że musisz siedzieć z rodziną cały dzień przy stole? Możesz być pewna, że wszystkim wyjdzie to na dobre, a Tobie każdy podziękuje, nawet jeśli PRZED był sceptycznie nastawiony do wstania z wygodnego fotela. :D

2. Jeździsz windą? – pobiegnij schodami!

Wchodzenie po schodach może nieźle dać w kość! W ciągu 5 minutowego wchodzenia po schodach można spalić nawet 80 kcal! Co zresztą czuć po pocie na czole i przyspieszonym tętnie (ja szczególnie, gdy wbiegam do chłopaka na dziewiąte piętro - od razu czuję, że żyję :D).

3. Gotujesz obiad? - zrób to z wyobraźnią

Codziennie przygotowujemy sobie coś do jedzenia… i najczęściej robimy to myśląc o czymś innym, czytając w międzyczasie gazetę albo stojąc bezmyślnie. A przecież czas poświęcony na czekanie aż ugotuje się ulubiona potrawa można wykorzystać dużo efektywniej! Od dziś proponuję Ci przygotowywać jedzenie bardziej dynamicznie:

a) Przygotuj obiad tanecznym krokiem

Włącz swoją ulubioną muzykę i rozruszaj się przy wyciąganiu składników z lodówki, krojeniu mięsa i czekaniu aż się usmaży. Gotowanie może zamienić się w niezłą frajdę! Nawet jeśli nie umiesz za dobrze tańczyć (tak jak ja), to nieważne - liczy się dobra zabawa!
Najlepiej tańcz, kiedy tylko się da, nawet jeśli miałoby to trwać tylko kilka minut. Możesz też tańczyć robiąc porządki w szafie, wycierając kurze czy rozwieszając pranie. Wystarczy, że włączysz swoją ulubioną piosenkę (albo radio) i trochę się powygłupiasz, a dobry humor i dodatkowe spalone kalorie gwarantowane!

Spontaniczny, nawet tylko 5-minutowy taniec to świetny sposób na poprawę humoru i spalenie dodatkowych kalorii! ;-)

b) Sprawdź, jak daleko możesz sięgnąć

Znasz taki sposób na rozciąganie, że stajesz na podłodze, wyobrażasz sobie, że Twoje stopy są przyklejone do podłoża, a Ty musisz się wychylać na boki, żeby gdzieś sięgnąć? Nie znasz? - nic dziwnego, bo sama go wymyśliłam :D Wpadłam na ten pomysł po zajęciach jogi, gdzie mieliśmy się rozgrzać w taki sposób.

Najlepiej stań pośrodku kuchni (albo pokoju) w lekkim rozkroku i próbuj wychylać się na boki, żeby sięgnąć do potrzebnych przedmiotów. Zadanie polega na tym, żeby jak najdłużej maksymalnie rozciągać się w każdą stronę bez odrywania stóp od podłoża (i jednoczesnym przygotowywaniu obiadu). Jeśli staniesz w miejscu, z którego masz dobry dostęp do większości przedmiotów, to sukces gwarantowany! ;-) Musisz spróbować, bo trudno opisać, jakie to super uczucie!
Możesz też rozciągać się w taki sposób, gdy np. wracasz do domu i rozpakowujesz zakupy/rzeczy z torebki.

4. Ruszaj się przed telewizorem

Jeśli wracasz do domu i „musisz” obejrzeć swój ulubiony serial/program, to proponuję zapomnieć o siadaniu na kanapie. Masz do wyboru dwie możliwości:

a) Ćwiczenia na macie: brzuszki/deska/pośladki

Rozłóż matę przed telewizorem i zrób „delikatny” trening angażujący mięśnie brzucha, ud, pośladków, np. brzuszki, deska, ćwiczenie „rower górski” itp. Wszelkie powolne ruchy przy telewizorze nie rozpraszają, a pozwalają pożytecznie spędzić ten czas.
Brzuszki, rower górski, wymachy nóg czy deska to świetne ćwiczenia angażujące wiele partii mięśniowych

b) Dynamiczne ćwiczenia 

Możesz też wykorzystać ten czas jeszcze intensywniej: jeśli, tak jak większość kobiet, umiesz robić wiele rzeczy naraz i na każdej wystarczająco się skupić, to możesz nawet ćwiczyć (maszerować/biec w miejscu, robić pajacyki czy ćwiczyć na stepie) oglądając swój ulubiony program! Z jednej strony oglądasz, a z drugiej nie zaniedbujesz swojego ciała.

5. Ucz się w ruchu

Siedzenie z nosem w zeszycie nie jest jedynym sposobem na naukę. Oto jak możesz się uczyć:

a) Spaceruj ze słuchawkami w uszach

Jeśli np. uczysz się angielskiego i przez to nie masz czasu na ćwiczenia – możesz połączyć naukę z ruchem! W tym celu wgraj sobie na telefon lekcje angielskiego i wybierz się na spacer ze słuchawkami w uszach. Teraz nie możesz mieć wymówki, że przez naukę musisz siedzieć w domu!

b) Maszeruj oglądając filmik naukowy

Podobnie, jeśli uczysz się do egzaminu - każda z nas na pewno wie, jakie to okropne uczucie uczyć się do upadłego… Wiele godzin ślęczenia nad książkami może nieźle wykończyć. W takich sytuacjach zawsze staraj się wstać i trochę poruszać. Możesz np. włączyć sobie na komputerze filmik na temat tego, czego się uczysz i oglądać go robiąc przysiady/wymachy nóg na boki albo zwyczajnie maszerując w miejscu.

c) Powtarzaj w ruchu zapamiętany materiał

Możesz robić skłony/brzuszki/wymachy rąk, a nawet biec w miejscu i jednocześnie powtarzać na głos zapamiętany materiał. Możliwości jest mnóstwo, ogranicza Cię jedynie własna wyobraźnia!


Pamiętaj: możesz rozłożyć aktywność fizyczną na cały dzień, zależnie od tego jakie masz inne obowiązki. Spontaniczna aktywność fizyczna jest świetnym sposobem na przekonanie się, że ruch naprawdę może sprawiać przyjemność. Nie musi to być od razu zorganizowany trening, na początek takie małe zmiany są super!

Moim celem nie jest danie Ci gotowego przepisu na ćwiczenia, a raczej uświadomienie, jak duży masz wybór - zależnie od tego co lubisz robić, możesz ruszać się na milion sposobów. Najlepiej ruszaj się, kiedy tylko możesz… a możesz to robić częściej niż Ci się wydaje!

* dr G. Ellis, Ultimate Diet Secrets, USA 2002 (ch. 17 „The Importance of Physical Activity to Bodyweight Control”)

02.09.2016

Jeśli chcesz tracić na wadze, musisz to przeczytać!

Kochane, ostatnio dostaję od Was wiele maili, w których pytacie mnie, co robicie źle, że, pomimo stosowania diety, Wasza waga nieubłaganie stoi. Każdej z Was odpisuję to samo: w kontrolowaniu wagi ciała najważniejszy jest BILANS KALORYCZNY. Jeśli nie tracisz na wadze, to tylko dlatego, że Twój bilans nie jest ujemny.

Bilans kaloryczny składa się z dwóch części, tj.:

kalorie wchodzące vs. kalorie wychodzące
(kalorie zjadane vs. kalorie spalane).

Aby dostrzec spadek wagi, musisz wywołać w swoim organizmie niedobór kalorii. Możesz to zrobić na dwa sposoby: albo mniej jeść, albo więcej się ruszać. Wiem, że już o tym pisałam, jednak przepraszam, że zbyt mało. Ciągle skupiałam się na diecie niskowęglowodanowej, czyli skupiałam się na tylko jednym aspekcie kontroli wagi ciała. A recepta na wymarzoną sylwetkę ma DWA (!) składniki:

50% dieta (najlepiej niskowęglowodanowa) + 50% aktywność fizyczna


To wszystko moja wina, że mogłaś wpaść w nieporozumienie, że najważniejsza w kontroli wagi ciała jest dieta. Tak naprawdę, dobra dieta stanowi tylko połowę sukcesu. Aktywność fizyczna jest tak samo ważna, dlatego aby dostrzec efekty, musisz codziennie się ruszać. Po długich przemyśleniach i burzy mózgów z moim chłopakiem (który jest moim najlepszym doradcą i gdyby nie on, nie byłoby mnie tu teraz) postanowiłam więcej pisać na temat aktywności fizycznej.

Gdyby ktokolwiek przejrzał teraz mojego bloga, na pewno odniósłby złudne wrażenie, że wynoszę dietę niskowęglowodanową na piedestał i zapominam o innych rzeczach. Nic zresztą dziwnego, jeśli aktualnie na jedną notkę o aktywności fizycznej przypada aż 10 (!) wpisów o jedzeniu. Postaram się to wszystko naprawić. Co więcej, moim marzeniem jest pisać tego bloga tak, aby wyjaśniać Ci wszystko w jak najprostszy sposób, bo i tak za dużo jest już ekspertów, którzy większość rzeczy dodatkowo komplikują.

Już teraz mogę Ci powiedzieć, że wszystko związane z kontrolą wagi ciała jest prostsze niż myślisz. Moim celem jest ułatwiać Ci to, co krąży w Internecie jako trudne, skomplikowane i pełne zagadek. Od teraz bardziej zajmę się omawianiem aktywności fizycznej (jest duużo ciekawostek na ten temat!), a potem będę przeplatać tematy notek: raz o odżywianiu, raz o ruchu. Tylko wtedy będzie 50:50.

Achh poczułam lekki dreszczyk emocji, ale to dobrze! Ty masz misję ukształtowania wymarzonej sylwetki, a ja skutecznego ułatwienia Ci tego! Damy radę! ;-)

Jeśli nie tracisz na wadze, to tylko dlatego, że albo za dużo jesz, albo za mało się ruszasz!

100% gwarancji

Na dzisiaj zapamiętaj tylko tyle:
100% gwarancji, że stracisz na wadze, da Ci TYLKO niedobór kalorii, czyli ujemny bilans kaloryczny! Z całego serca polecam Ci dietę niskowęglowodanową, bo: ułatwia ten ujemny bilans osiągnąć (zmniejsza apetyt) oraz daje lepsze rezultaty (tracisz więcej tkanki tłuszczowej) niż inne sposoby odżywiania. ALE! Dieta to tylko połowa sukcesu, równie ważna jest aktywność fizyczna.

Codzienny ruch nie musi być przykrym obowiązkiem i właśnie to postaram Ci się w najbliższym czasie udowodnić! ;-)

19.08.2016

Jak długo stosować dietę niskowęglowodanową?

Jeśli kiedykolwiek chciałaś zadać mi to pytanie, to czytaj czym prędzej, bo odpowiedź może Cię zdziwić!

Ostatnio ciągle nachodzą mnie jakieś przemyślenia (może dlatego, że mam trochę więcej wolnego czasu :D). Dzisiaj pomyślałam sobie, że pisanie tego bloga zaczęłam nie do końca dobrze. Zajmowałam się różnymi szczegółami dot. diety niskowęglowodanowej, a nie omówiłam dokładnie niektórych kluczowych tematów, bo wydawały mi się oczywiste. Jak chociażby to, że nie polecam diety niskowęglowodanowej na chwilę, a na całe życie. A jednak nie dla każdego jest to takie oczywiste.

Dieta - styl życia, a nie coś na chwilę

Ogólnie przyjęło się, że dieta to coś chwilowego, np. szybki sposób na schudnięcie albo rozwiązanie innego problemu. A czy wiesz, jakie jest pierwotne znaczenie słowa dieta? Zupełnie inne! Dieta (z języka greckiego) to „styl życia”, sposób odżywiania.

Musisz więc zmienić swój styl życia, jeśli chcesz na stałe pozbyć się zbędnych kilogramów i poprawić swoje samopoczucie. Skupianie się na krótkoterminowych planach na pewno nie da Ci zadowalających efektów. Nie możesz „na chwilę” zmienić swojego życia, jeśli chcesz, aby korzyści utrzymały się na długo.

Nowa sylwetka w miesiąc? - zapomnij

Słowo dieta jest bardzo popularne, szczególnie w okresie wakacyjnym, gdy wszyscy wokół chcą szybko i skutecznie schudnąć. Wtedy nagle przypominają sobie, że istnieje coś takiego jak „dieta”. Szukają perfekcyjnej diety, która błyskawicznie rozwiąże ich problemy. Każdego roku popełniają te same błędy, wciąż naiwnie wierząc, że istnieje jakiś magiczny sposób, który sprawi, że będą szczupli.

Jednak magiczny sposób nie istnieje! Żadna dieta nie „zadziała” jeśli będzie trwała tylko miesiąc. Bo zastanów się, co chcesz osiągnąć? Chcesz przez przykładowy miesiąc katować się wyrzeczeniami, aby schudnąć? I liczysz, że Ci się to opłaci? Jestem pewna, że sama w to nie wierzysz.

Nie można zmienić swojej sylwetki w miesiąc – to pewne. Niektórzy nadal chcą jednak wierzyć, że to możliwe. Wciąż za dużo jest wokół „ekspertów” składających obietnice bez pokrycia. Oczywiście, nie każdy zgodzi się na program, który wymaga włożenia wiele wysiłku i czasu – ale tylko ci, którzy podejmą to wyzwanie osiągną sukces.

Ja nie chcę pomóc Ci pozbyć się kilku kg w miesiąc – chcę pomóc Ci zmienić coś naprawdę. Chcę sprawić, abyś nie słuchała więcej tych bzdur, że można schudnąć z dnia na dzień – bo jest to nonsens, a jednak nadal tylu ludzi w to wierzy.

Na wszystko w życiu potrzeba czasu

Największą pułapką w jaką możesz wpaść stosując nowy program jest… popadanie w skrajności. Tzw. „albo wszystko, albo nic”. Czasem dla niektórych brzmi to świetnie, jednak najczęściej nie wróży nic dobrego. Dlatego, aby wszystko szło po Twojej myśli CAŁY CZAS, a nie przez tydzień czy miesiąc, musisz znaleźć swój złoty środek.

Popadanie w skrajności raczej nie przyniesie Ci satysfakcjonujących rezultatów. Dlatego pamiętaj, aby w kwestii kształtowania sylwetki nie popełnić tych dwóch kluczowych błędów:
  1. Nie mordercze treningi - bo długo nie wytrzymasz, nabawisz się kontuzji i aktywność fizyczna zacznie kojarzyć Ci się z czymś okropnym, a nie z czymś, czym powinna - czyli z przyjemnością.
  2. Nie restrykcyjna dieta – bo tak samo zwyczajnie nie wytrzymasz, szybko się poddasz i wrócisz do poprzednich przyzwyczajeń. Na koniec takiej „przygody” będziesz jeszcze bardziej zniechęcona do jakichkolwiek zmian. Poza tym szybka dieta-głodówka przysporzy Ci dodatkowych kilogramów.
Dlatego dieta niskowęglowodanowa, którą Ci proponuję nie jest na chwilę.
I dlatego tak niemiłosiernie odzieram Cię ze złudzeń, że z dnia na dzień zmieni się Twoja sylwetka. Ona zmieni się z czasem, ale najważniejsze żebyś to TY na początku zmieniła swoje nastawienie, swoje myśli.

Wszystko w życiu wymaga czasu, poświęcenia i wysiłku; w jeden tydzień nie urosną Ci długie włosy, nie nauczysz się do matury, ani nie zdobędziesz wykształcenia. Dlaczego z odchudzaniem miałoby być inaczej?

I dlatego nie mówię Ci, że musisz całkowicie zrezygnować ze słodyczy, bo wiadomo, że to niemożliwe. Jak to, miałabyś do końca życia nie zjeść nic słodkiego? Na samą myśl masz pewnie ochotę się zbuntować. Dlatego też trzeba znaleźć złoty środek, który pozwoli Ci i zdrowo się odżywiać, i w tym wszystkim mieć także miejsce na małe co nieco (przykładowy jadłospis). Dzięki temu stosowanie diety będzie dla Ciebie przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.

Dieta niskowęglowodanowa przewróci Twoje życie do góry nogami. Najpierw nie będziesz pewna czy to dobrze, ale z czasem przekonasz się, że nie mogło Cię spotkać nic lepszego!

Dieta niskowęglowodanowa to nie KOLEJNA dieta odchudzająca

Dieta niskowęglowodanowa nie jest KOLEJNĄ cudowną dietą odchudzającą. Nie jest kolejnym wymysłem, tymczasowym zrywem, chwilową propozycją na inne jedzenie.
Dieta, którą polecam jest najbardziej naturalnym sposobem odżywiania. Oczywiście jeśli można powiedzieć, że cokolwiek w naszym żywieniu jest jeszcze naturalne. Ale i tak dieta niskowęglowodanowa jest najbardziej do tego zbliżona, bo człowiek nigdy jak dotąd nie jadł tak ogromnych ilości węglowodanów. I zawsze żywił się głównie mięsem.

Diet jest tysiące z różnych względów, ale nie będę się nad tym rozwodzić. Wierzę, że wiesz o co mi chodzi. Opinii jest tysiące, ale fakty są niezmienne. Dlatego są tysiące różnych sposobów odchudzania nie zawsze skutecznych. I jest też dieta niskowęglowodanowa. Tylko ona działa w zgodzie z organizmem, dlatego może zapewnić Ci efekty o jakich marzysz – jeśli tylko dasz sobie szansę.

Najlepszy wybór

Dieta niskowęglowodanowa to najlepszy z możliwych sposób odżywiania, który krok po kroku pomoże Ci osiągnąć zamierzone rezultaty odnośnie sylwetki. Ja odżywiam się niskowęglowodanowo już prawie 4 lata – i był to mój najlepszy wybór. Choć na początku nie byłam pewna tego co robię – teraz wiem, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Tobie życzę tego samego. ;-)

05.08.2016

Dieta niskowęglowodanowa – co jeść na wyjeździe?

Zastanawiasz się nad wyjazdem na urlop, ale nie wiesz jak pogodzić to z dietą niskowęglowodanową? Jeśli tak – świetnie trafiłaś, bo dziś opiszę Ci, co i gdzie można zjeść, aby nie odstąpić od diety niskowęglowodanowej w trakcie wyjazdu czy dłuższego pobytu poza domem.

Ostatnio wybrałam się z przyjaciółką na kilkudniowy wyjazd: na jeden dzień do Warszawy, stamtąd do Trójmiasta, a potem do niej, do Wrocławia (sama jestem z woj. podkarpackiego, więc miałam trochę do przejechania ;-)). Plan był prosty: przez kilka dni poszaleć i niczym się nie przejmować, na kilka dni zapomnieć o wszystkim. Był to całkiem spontaniczny wyjazd; nie miałyśmy nawet zarezerwowanego noclegu (i co za tym idzie – nie miałyśmy kuchni).

Dla kogoś, kto „je wszystko”, kwestia jedzenia poza domem to nie problem – zawsze znajdzie JAKIEŚ miejsce do zjedzenia, może więc podróżować do woli stołując się choćby w fast-foodach. Ale co jeśli odżywiasz się zdrowo, niskowęglowodanowo? Na pozór wydaje się, że może być trudno; jednak nic bardziej mylnego! Zaraz się dowiesz, jak beztrosko cieszyć się wakacjami, a jednocześnie nie odstąpić od diety niskowęglowodanowej.

Wszystko zależy od tego, dokąd jedziesz

Podzieliłam notkę na trzy części, ze względu na miejsce, do którego się wybierasz. Zależnie bowiem od tego, czy jedziesz do dużego czy małego miasta, masz różne możliwości jedzenia.

1. Jeśli masz w pobliżu galerię handlową

Najwygodniej w czasie podróży jest zjeść na mieście, gotowe danie. Większość restauracji/barów serwuje jednak potrawy pełne węglowodanów; wszystko jest albo w panierce, albo z bułką, albo z ziemniakami.
Na szczęście, jakiś czas temu odkryłam idealne miejsce dla siebie. Otóż w niemal każdej większej galerii handlowej jest samoobsługowa restauracja z jedzeniem na wagę. To ona podbiła moje serce. Możesz w niej nałożyć sobie na talerz tylko to, co Ci pasuje. Ja wybieram ulubione rodzaje mięsa i do tego odrobina sosu czy ketchupu. Jak dla mnie, jest to posiłek idealny w czasie podróży: bardzo odżywczy, syty i praktycznie bez węglowodanów. Do tego niedrogi (100 g kosztuje około 3 zł) i możemy oszczędzić czas, bo potrawy są od razu gotowe do zjedzenia. Istnieje również możliwość kupienia na wynos.

Moje śniadanie w restauracji z jedzeniem na wagę: pulpet (choć już więcej bym go nie kupiła), pyszna grillowana karkówka, kurczak polany ketchupem oraz ser feta. Razem: 370 g, 11 zł (ze zniżką studencką)

Będąc w Warszawie, zjadłam śniadanie ze zdjęcia powyżej oraz podobny obiad. Najlepsze było to, że wieczorem mogłam zjeść nawet całą tabliczkę czekolady (z orzechami), a węglowodanów i tak wyszło mi ok. 50 g. Super! Takim sposobem byłam zadowolona podwójnie, bo i niczego mi nie brakowało, i nie odstąpiłam od diety.

2. Jeśli masz w pobliżu tylko sklep spożywczy

Wbrew pozorom, w sklepie spożywczym jest dużo produktów, z których możesz skomponować posiłek bez żadnego przygotowywania. I wcale nie muszą być to rzeczy mało odżywcze. Ja np. w trakcie jednodniowego pobytu nad morzem ani nie miałam dostępu do kuchni, ani nie znalazłam żadnej restauracji z jedzeniem na wagę. „Co ja mam zjeść na śniadanie?!” - nie miałam pojęcia. Nie miałam ochoty na żadne zamawiane danie, z którego połowę musiałabym wyrzucić. Nie znoszę zresztą marnowania jedzenia.
W końcu kupiłam w sklepie cienkie kabanosy (ok. 15 dag) oraz świeżą pełną śmietanę (ale miałam swoją łyżeczkę – bardzo się przydaje na takie wyjazdy).


Na obiad znów zjadłam pyszne kabanosy oraz kulę mozarelli (otwarta kluczami i gryziona jak kanapkę :D). Wygląda na mało, ale najadłam się bardzo.
Każde inne produkty pochodzenia zwierzęcego, które możesz bez problemu otworzyć i zjeść bez przygotowywania też będą dobre. Na deser możesz zjeść mały smakołyk, oczywiście licząc węglowodany. Pamiętaj też, żeby zawsze mieć przy sobie butelkę wody!

3. Jeśli nie masz w pobliżu żadnego sklepu

Jeśli jedziesz do miejsca, w którym na pewno nie ma sklepów (np. na biwak), to po prostu zrób mądre zakupy wcześniej. Tutaj nie sprawdzą się produkty, które trzeba przechowywać w lodówce (chyba, że będziesz miała przenośną). Za to wszelkiego rodzaju konserwy, suszone mięso czy orzechy (na przekąskę) będą jak najbardziej w porządku.
Nie szkodzi, że jedzenie będzie gorszej jakości niż to przygotowane w domu – lepsze takie niż wszystkie inne wysokowęglowodanowe potrawy… i oczywiście lepsze niż rezygnowanie z wyjazdu!

Uwaga! Jeśli jedziesz na wakacje zorganizowane, z pełnym wyżywieniem, to po prostu wybieraj te produkty, które są najbardziej odżywcze (dwie pierwsze grupy). Jeśli coś zawiera węglowodany, to nie szkodzi – staraj się tylko nie przekroczyć 70 g węgl./dzień.

Wybieraj świadomie

Myślą przewodnią tej notki jest to, abyś wybierała świadomie. Niestety, większość ogólnie dostępnych rzeczy jest niezdrowa. Praktycznie wszystko, co oferują do zjedzenia „na szybko” jest naładowane węglowodanami, więc musisz być czujna. Niełatwo od tego uciec. Nie chcę Ci jednak powiedzieć, że nie można od tego uciec.

Stosowanie diety niskowęglowodanowej jest tak naprawdę łatwe w każdym miejscu. Trzeba tylko trochę samozaparcia i chęci. Najtrudniejsze jest się przyzwyczaić i pamiętać, że to Twój świadomy wybór, to Ty decydujesz.

W ogóle zauważyłam, że wszystko jest kwestią nastawienia. Nie wiem, czy pamiętasz jak pisałam kiedyś, że na początku stosowania diety niskowęglowodanowej myślałam, że nie mogę nigdzie pojechać, bo nie wiadomo, co jeść. A teraz jestem już tak przyzwyczajona, że kwestia jedzenia to dla mnie nie problem – zawsze sobie „poradzę”. Zostaje więc tylko zastanowić się, dokąd wyruszyć następnym razem? ;-)

22.07.2016

3 orzeźwiające napoje na lato bez węglowodanów

Lato to czas, w którym bez wątpienia chce nam się więcej pić. Najlepszym napojem jest oczywiście woda, jednak w czasie ogromnych upałów mamy ochotę na coś bardziej orzeźwiającego. Na myśl przychodzą oranżada, sok lub inny słodki płyn. Niestety, wszystkie te napoje mają dużo węglowodanów, więc lepiej o nich zapomnieć. Przykładowa szklanka soku czy coli zawiera aż 25 g węglowodanów! Po co za jednym razem wypijać taką ilość węglowodanów? Osobiście wolę swoją dzienną dawkę (maks. 70 g węgl./dzień, choć ja najczęściej nie przekraczam 50 g) wykorzystać w czymś bardziej cieszącym.

Na letnie upały przygotowuję sobie własne, super orzeźwiające napoje. Są całkiem szybkie w wykonaniu i, jak dla mnie, o niebo lepsze w smaku niż jakiekolwiek „gotowe” ze sklepu. Zaletą jest też to, że praktycznie nie zawierają węglowodanów.

* Miętowe kostki lodu


Zanim zaczniesz przygotowywać napoje, upewnij się czy masz kostki lodu. Jeśli nie, to świetnie, bo możesz przygotować miętowe kostki lodu. W tym celu zaparz miętę, a gdy wystygnie, wlej do form na kostki lodu. To doskonały dodatek do lemoniady czy mrożonej herbaty.

1. Lemoniada


  • woda gazowana/niegazowana
  • sok z cytryny
  • kostki lodu
Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki i od razu ciesz się smakiem orzeźwiającej lemoniady. Możesz pić do woli.

2. Herbata mrożona


  • herbata
  • sok z cytryny
  • kostki lodu
Wystarczy, że zaparzysz herbatę, poczekasz aż wystygnie, a następnie dodasz sok z wyciśniętej cytryny. Podawaj z kostkami lodu.

3. Kawa mrożona

Po lewej: kawa, której składniki zostały wymieszane łyżeczką, a po prawej: wstrząśnięte za pomocą shakera
  • kawa sypana/rozpuszczalna
  • 50 ml mleka (na jedną porcję)
  • kostki lodu
Zaparz swoją ulubioną kawę i poczekaj aż wystygnie. Następnie dodaj mleko oraz kostki lodu i wymieszaj. Pychota!
Możesz też użyć shakera, by lepiej wymieszać składniki i uzyskać lekką pianę. W smaku jednak nie ma dużej różnicy, dlatego ja preferuję ten pierwszy, szybszy sposób. ;-)