19 lipca 2019

Jak radzić sobie z krytyką będąc na diecie niskowęglowodanowej?

Jesteś na diecie niskowęglowodanowej od niedawna, a już wszyscy wokół zaczęli dziwnie na Ciebie patrzeć? Znajomi śmieją się, że zwariowałaś, a rodzina martwi, że coś z Tobą nie tak, pomimo że czujesz się o wiele lepiej niż przed zmianą odżywiania? Świetnie Cię rozumiem, bo miałam tak samo! W dzisiejszej notce podpowiem Ci, jak radzić sobie z krytyką będąc na diecie niskowęglowodanowej oraz jak się zachowywać, aby mieć po prostu święty spokój!

Tylko spokojnie!

Dieta niskowęglowodanowa, mimo pozytywnego wpływu na zdrowie oraz wygląd sylwetki, wciąż budzi wiele kontrowersji (najczęściej wśród tych, którzy najmniej o niej wiedzą). Z tego powodu Ty, zaczynając się tak odżywiać, możesz spodziewać się wielu skrajnych opinii na temat Twojego wyboru. Jeśli jesteś zupełnie „nowa” na diecie (która jest najlepszym sposobem odżywiania na lata), to jest szczególnie ważne, abyś wiedziała, jak się zachować w obliczu ewentualnej fali krytyki.

Krytyka diety niskowęglowodanowej opartej na produktach pochodzenia zwierzęcego nie ma żadnych podstaw naukowych, a Ty musisz wciąż o tym pamiętać, aby niepotrzebnie się nie denerwować i aby się „nie poddać” tylko dlatego, że większość mówi inaczej...

Dużo osób nowych na diecie niskowęglowodanowej ma problem z krytyką i zawsze radzę im to samo: SPOKOJNIE. Oprócz Twojej wielkiej osobistej rewolucji świat się nie zmienił. Wszystko wokół jest nadal takie samo, więc jeśli Ty nie będziesz wszystkim wokół powtarzać o swoim radykalnym przestawieniu, to nikt nie zauważy, że robisz coś, co trzeba z miejsca ocenić i skrytykować. (Za to Twoją piękną metamorfozę zauważy już każdy)!

Jak oszczędzić sobie nerwów? - 6 porad

Każda z nas miała pewnie podobne początki na nowej diecie. Ja na przykład, gdy znajomi dowiedzieli się, że jestem na diecie niskowęglowodanowej, zostałam ogólnie wyśmiana. Byłam na tyle naiwna, że próbowałam tłumaczyć wszystkim wokół, że węglowodany są szkodliwe, powodują otłuszczenie sylwetki, że mięso jest lepsze itd.. Ale to było 7 lat temu, chodziłam jeszcze do szkoły, nie umiałam odpowiadać na różne zaczepki i bardzo przeżywałam każdą krytykę na temat moich „odkryć” (a właściwie nie moich, tylko mojego, świeżo upieczonego, męża ;-)).

Teraz już wiem, że trzeba po prostu robić swoje i nie przejmować się gadaniem innych, a żeby mieć święty spokój, lepiej zawsze przestrzegać poniższych zasad:

1. Nastaw się na to, że nikt Cię nie poprze

Założę się, że prawie każdy, komu mówisz o diecie niskowęglowodanowej, przestrzega Cię przed takim odżywianiem – i wcale mu się nie dziwię. Jeśli bowiem ktoś czerpie wiedzę z telewizji, kolorowych gazet, powierzchownych porad dietetycznych i na własną rękę nie zagłębia się w tematy odżywiania, to ma małe pojęcie o tym, co służy lub nie służy człowiekowi. Większość ludzi powtarza po prostu to, co wszyscy – że warzywa i owoce są lekiem na wszystko, węglowodany są niezbędne, tłuszcze szkodliwe itd..

No więc musisz wiedzieć, że raczej nikt nie będzie popierał Twojego wyboru. Raczej każdy zdziwi się, skrytykuje lub przemilczy to, co mówisz. Lepiej więc od razu nastaw się na to, że opowiadając o swojej nowej diecie, nie poprze Cię nikt, ani jedna osoba. To będzie Twój pierwszy krok do uniknięcia niepotrzebnych dyskusji i/lub ewentualnych kłótni.

To, że większość jest na NIE co do Twojego odżywiania, to nie Twój problem. Jedz to, co Ci służy, ale nie oczekuj, że wszyscy inni Cię zrozumieją – może się nawet okazać, że tylko patrząc w lustro znajdziesz przyjazną Ci duszę

Lepiej też nie nastawiaj się na to, że po jednym Twoim zdaniu o tym, że mięso jest korzystniejsze dla zdrowia od zbóż, ktoś zmieni cały swój światopogląd. Na Twoim miejscu nie opowiadałabym też wszystkim wokół, że nie jesz tych wszystkich „zdrowych” kasz, warzyw i owoców, bo uznają, że zwariowałaś. :D

2. Zachowuj się normalnie, jakby nic się nie zmieniło

Nie musisz opowiadać wszystkim o swoich zmianach. Ja na początku opowiadałam dosłownie wszystkim i nigdy nie kończyło się to dla mnie dobrze. Na większych spotkaniach rodzinnych, jak tylko mówiłam, że nie jem chleba ani makaronu, czy ryżu do zupy, to już było dosłownie po mnie. Jedno zejście rozmowy na temat diety i od razu stawałam się „atrakcją wieczoru”. Po jakimś czasie w końcu zrozumiałam, że każdy robi, co chce i nie można nikomu narzucać swojej woli. Ludzie od lat jedzą węglowodany, a tu nagle przychodzisz i mówisz im jakieś „niestworzone” rzeczy na ten temat...

Pamiętaj, że najważniejsze, abyś to TY dobrze czuła się z tym, co robisz - wtedy reszta na pewno jakoś się ułoży. Jeśli chcesz, aby inni traktowali Cię normalnie, to właśnie tak się zachowuj. Ja na początku diety przez długi czas zachowywałam się niesympatycznie, wręcz arogancko – miałam wrażenie, że jestem najmądrzejsza na świecie i że tylko ja we wszystkim mam rację – kto chciałby mieć do czynienia z kimś takim? Teraz, gdy już się uspokoiłam i zrozumiałam, że nie każdy musi się ze mną zgadzać, wszystko jest prostsze. Wiesz co? Odkąd zachowuję się „normalnie” mam wrażenie, że ludzie też uważają mnie za normalną. A przecież jedyne co się zmieniło to moje nastawienie!

3. Odmawiaj grzecznie

Czujesz się zobowiązana na każdą propozycję dot. jedzenia odpowiedzieć komuś całym zdaniem, że czegoś nie jesz i z jakiego powodu? Przestałaś jeść makaron (i dobrze!), więc musisz każdemu wygłosić wykład na temat jego wad, a potem dziwisz się, że ktoś się z Tobą spiera i oboje tracicie czas? Zamiast takiego scenariusza proponuję poniższą krótką odpowiedź:
- Chcesz spaghetti?
- Nie dziękuję, nie lubię.
Wystarczy, że na spotkaniu rodzinnym/w pracy/ze znajomymi, gdy ktoś Ci zaproponuje coś, czego nie jesz, powiesz po prostu, że tego nie lubisz albo, że lekarz Ci zabronił/masz alergię. Teraz każdy chodzi do lekarza i ma jakieś dziwne zalecenia, więc nic się nie stanie, jeśli tak skłamiesz. Przynajmniej nikt się do Ciebie nie przyczepi i oboje zaoszczędzicie czas.

4. Nie walcz o rację

Nigdy nie dogodzisz całemu światu; zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał z Tobą problem. Są ludzie, którzy zawsze muszą mieć rację i nie wytrzymaliby, gdyby ciągle się z kimś nie spierali. Od takich lepiej trzymaj się z daleka, bo jedyne co mogą Ci zafundować to zszarpane nerwy. Musisz się nauczyć nikomu nic nie tłumaczyć, jeśli widzisz, że ktoś z góry uważa, że „wie lepiej”.

Nie narzucaj nikomu swojej woli, nie rozpowiadaj wszystkim, że to co oni jedzą jest złe, a dadzą Ci spokój. Najważniejsze też, żebyś na siłę nie starała się przekonywać innych co do swoich racji. Możesz jedynie swoim przykładem pokazywać, że warto na serio zainteresować się dietą niskowęglowodanową, ale wybór należy do każdego z nas osobno.
Każdy ma prawo do swojego zdania - Ty też, dlatego szanuj opinie innych, ALE nie pozwól innym kierować Twoim życiem. Możesz jeść, co tylko zechcesz, a każdy z Twojego otoczenia może się z tym zgadzać lub nie. Co z tego, kto ma rację?

5. Zmień temat

Istnieje milion tematów do rozmów, dlatego nie opowiadaj wszystkim o tym, co jesz, a czego nie i dlaczego, a będziesz miała problem z głowy. Ja np. mam znajomych i takich, którzy mnie „popierają” (jakby zdrowe odżywianie było kwestią poparcia...), i takich, którzy nie są przekonani co do mojego odżywiania – jedynym sposobem na bezkonfliktowe życie z nimi jest nierozmawianie o diecie. Tak jak z niektórymi lepiej nie rozmawiać o polityce, tak samo lepiej też czasem zamilknąć w kwestii odżywiania. :D

6. Ciekawskich odeślij do mnie

Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o Twojej diecie, to odeślij go na moją stronę - powiedz, że wszystkiego dobrze nie pamiętasz albo że nie masz czasu i niech sam sobie poczyta. Jeśli ktoś jest naprawdę zainteresowany dietą niskowęglowodanową, to się wysili, wejdzie i poczyta. Jeśli zaś ktoś chce się tylko powymądrzać, to w ten sposób uda Ci się zamknąć mu usta.

Wszystkie notki, które piszę opieram nie tylko na swoim doświadczeniu, ale przede wszystkim na twardych faktach, literaturze takich naukowców jak Gregory Ellis, Wolfgang Lutz, John Yudkin, Kent Rieske, czy Vilhjalmur Stefansson. Jeśli ktoś z Twoich „oponentów” nie kojarzy żadnego z tych nazwisk, to raczej niewiele wie na temat prawidłowej diety niskowęglowodanowej.

Życie nie kręci się tylko wokół jedzenia

Jak radzić sobie z krytyką na diecie niskowęglowodanowej? - po całym wywodzie dołożę jeszcze jedną najprostszą radę – po prostu miej to wszystko gdzieś i rób swoje. Ludzie uwielbiają krytykować z milionów powodów: bo im się nudzi, bo po prostu lubią gadać, bo myślą, że ich opinia wszystkich obchodzi, bo chcą się popisać, wywyższyć, poczuć lepiej, bo łatwiej jest 0ceniać innych niż siebie itd. – w każdym z tych przypadków cel jest jeden: odwrócenie uwagi od swoich złych stron.

Oczywiście, mimo wszystko nastaw się, że wszyscy są Twoimi przyjaciółmi, bo jeśli wkręcisz sobie, że odkąd jesteś na nowej diecie cały świat jest przeciwko Tobie, to z góry będziesz czekała na ataki i sama będziesz nieprzyjemna dla otoczenia. A ani Ty, ani Twoi bliscy na pewno tego nie chcecie. Zresztą, pamiętaj, że życie nie kręci się tylko wokół jedzenia! ;-)

5 lipca 2019

„Ile schudnę na diecie niskowęglowodanowej?” - 4 opcje

Zastanawiasz się, czy przechodząc na dietę niskowęglowodanową, pozbędziesz się raz na zawsze problemów z wagą? Czy sama zmiana odżywiania zapewni Ci wymarzone rezultaty? - Niestety, niekoniecznie, a o tym, ile stracisz na wadze, czy w ogóle stracisz i od czego to zależy, dowiesz się w dzisiejszej notce.

Dieta a bilans kaloryczny – czyli jakiej wagi możesz się spodziewać

Przejście na dietę niskowęglowodanową to najlepsza decyzja, jaką możesz podjąć, aby zacząć podróż po nową sylwetkę. Ograniczając węglowodany i jedząc bardziej wartościowe produkty osiągniesz wiele korzyści, jednak sama zmiana odżywiania nie zawsze pociągnie za sobą wymarzony spadek wagi.

Wielu ludzi przechodząc na dietę niskowęglowodanową zaczyna samoistnie jeść mniej, bo dzięki ograniczaniu węglowodanów energia z pożywienia nie jest automatycznie zamykana w tkance tłuszczowej. Jeśli jednak ktoś je z innych powodów niż tylko prawdziwy głód (np. uwielbia jeść lub objada się z nudów), to sytuacja nie wygląda już tak kolorowo i wtedy aby schudnąć, trzeba się bardziej postarać.

Dieta niskowęglowodanowa powoduje zmniejszenie apetytu u wielu ludzi. Jeśli jednak nie należysz do tych szczęśliwców, będziesz musiała trochę bardziej się postarać, aby ładnie tracić na wadze

Twoja waga zależy od bilansu kalorycznego. Zawsze, gdy jesz więcej niż spalasz (dodatni bilans), przybierasz na wadze, a gdy jesz mniej niż spalasz (ujemny bilans) – tracisz na wadze. Od tej zasady nie ma wyjątków NAWET przechodząc na moją dietę. Dobrze, teraz zależnie od tego, jakim typem jesteś oraz ile masz do zrzucenia, możesz zaklasyfikować do jednej z czterech poniższych grup:

1. Schudniesz tylko trochę (najliczniejsza grupa)

Tak było w moim przypadku; nie miałam za dużo do zrzucenia (zdjęcia przed i po), nie zmniejszył mi się więc drastycznie apetyt. Schudłam ogólnie tylko 3 kg, jednak muszę przyznać, że zauważyłam wielką zmianę w wyglądzie, ponieważ pozbyłam się nadmiaru tkanki tłuszczowej i wody (a to one najczęściej sprawiają, że wygląda się ociężale i ma się „nalaną sylwetkę”).

Dodatkowo, dzięki połączeniu diety z ćwiczeniami nabrałam mięśni i nie wyglądam na wychudzoną. Teraz, aby utrzymać ładną sylwetkę nie mogę spocząć na laurach, regularne ćwiczenia są nieuniknione. Na szczęście, będąc na diecie niskowęglowodanowej mam więcej energii i aktywność fizyczna to dla mnie nie problem, a w zasadzie przyjemność (zobacz, co zazwyczaj ćwiczę).

2. Schudniesz bardzo dużo (mniej liczna grupa)

Do tej grupy należą osoby, które cierpią na dużą nadwagę/otyłość. Jeśli masz do zrzucenia kilkadziesiąt kg, to na diecie niskowęglowodanowej kilogramy naprawdę będą znikać w okamgnieniu. W takiej sytuacji organizm wie, że zagrożone jest jego zdrowie (a może nawet i życie), dlatego łapie się każdej okazji, aby zrzucać nadprogramowy balast.
Najczęściej jednak, gdy tusza nie będzie już zagrażać życiu, spadek wagi zwolni. Raczej nie będziesz jeszcze całkowicie zadowolona z nowej sylwetki, więc dalsza praca (patrz: punkt 1) będzie nieunikniona.

3. Nie schudniesz wcale (niewielka grupa)

Do tej grupy należą osoby, które zmieniając odżywianie zamieniają jedno jedzenie na drugie, ponadto mają albo wagę w normie, albo tak mocno ustabilizowany swój set-point, że ich waga utrzymuje się na stałym poziomie.

Na szczęście, jak pewnie wiesz, waga to nie wszystko: nawet, jeśli na przełomie miesięcy Twoja waga się nie zmieni, na diecie niskowęglowodanowej powinnaś zauważyć zmianę w wyglądzie z powodu zmiany składu ciała (mniej tkanki tłuszczowej i wody, więcej tkanki mięśniowej). Panaceum na resztę zmartwień będzie oczywiście włączenie regularnej aktywności fizycznej.

4. Nie schudniesz, a nawet przybierzesz na wadze (najmniejsza grupa)

Do ostatniej, najmniej szczęśliwej grupy, należą osoby, które lubią po prostu jeść, czymkolwiek by to nie było. Tak np. miał dr Greg Ellis*, który sam przyznał, że jest żarłoczkiem i wie, że nie pomoże mu nic oprócz porządnego wzięcia się za siebie.

Żadna dieta, nawet najlepsza, nie zadziała, jeśli ktoś je wszystko, co tylko widzi (nawet jeśli są to produkty dozwolone na diecie niskowęglowodanowej – jak mięso, jaja, nabiał). Wszystko w nadmiarze powoduje wzrost wagi, nie może być inaczej. Coś przecież musi się dziać z tymi nadprogramowymi porcjami – co? – zamieniają się w nadprogramowe kilogramy.

Czasem chciałybyśmy, aby coś znikało albo pojawiało się na nasze życzenie… przyroda jednak rządzi się swoimi prawami, a Twoja waga nie jest tutaj wyjątkiem!

W każdym przypadku pamiętaj o ruchu

Podsumowując, przechodząc na dietę niskowęglowodanową wielu ludzi zaczyna samoistnie jeść mniej (bo organizm dostaje bardziej wartościowe składniki odżywcze, którymi szybciej się nasyca) i dzięki temu traci na wadze. Niestety, nie wszyscy jemy tylko wtedy, gdy jesteśmy głodni – a wtedy, nawet będąc na najlepszej diecie, można przybrać na wadze. Najprostszą radą w takiej sytuacji jest albo przymusowe jedzenie mniej (co może być trudne i nieprzyjemne) lub, lepiej, zwiększenie aktywności fizycznej.

Pamiętaj, że kluczem do ładnej sylwetki jest zarówno dieta, jak i sport, a kluczem do utraty wagi – ujemny bilans kaloryczny. Te proste zasady wciąż muszą Ci przyświecać, bo inaczej... będziesz wiecznie skazana na przypadek, który nie zawsze jest łaskawy.

* dr G. Ellis, Ultimate Diet Secrets, USA 2002 (ch. 15, p. 290: „Crushing the Criticism Against the Low-Carbohydrate Diet”)

14 czerwca 2019

Czy mięso rzeczywiście jest rakotwórcze? - obalamy mit

Od jakiegoś czasu niemal każdy zaczyna zastanawiać się nad tym, „jak by tu przestać jeść mięso?”. Nie wiadomo, dlaczego i po co dokładnie, ale skoro WIĘKSZOŚĆ tak robi, to pewnie coś w tym musi być.

Zaraz jednak przekonasz się, że nic w tym nie ma, a pomysł niejedzenia mięsa nie ma żadnego głębszego sensu. A czy mięso jest rakotwórcze? - Na to pytanie będzie szczególnie ciekawa odpowiedź!

1. Czy można nie jeść mięsa?

W dzisiejszych czasach teoretycznie można wszystko, można i więc nie jeść mięsa. Jest przecież dużo ludzi, którzy nie jedzą mięsa, a żyją.
A tak całkowicie poważnie… na dłuższą metę bez mięsa ani rusz. Możesz przeczytać setki stron na temat tego, jak komponować posiłki, by bezkarnie zapomnieć o mięsie, ale niestety – składniki, które są zawarte w mięsie i tylko w nim są niezbędne do prawidłowej pracy organizmu.

Oczywiście, przestając jeść wartościowe produkty nie poczujesz z dnia na dzień, że masz niedobory, ale po jakimś czasie (może nawet dopiero po wielu latach) na pewno. Patrząc na statystyki światowe można to łatwo dostrzec: ludzie, coraz bardziej „świadomi”, jedzą coraz mniej produktów pochodzenia zwierzęcego, a jednocześnie coraz częściej cierpią na niedobory: pełnowartościowego białka, żelaza hemowego, wapnia, czy witamin D3 i B12 – których nie znajdziesz w produktach roślinnych. Naprawdę nie wiem, jak można nie widzieć związku pomiędzy ww. niedoborami, a unikaniem mięsa (a także jaj, nabiału) – jedynego źródła tych niezbędnych składników?!

Swoją drogą, zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak wielu wegan lubi przyprawę „Maggi”? - bo jest to mieszanina substancji, które tworzą tzw. smak umami, smak mięsny – szczególnie glutaminian sodu, który naturalnie pochodzi m.in. z mięsa (a dokładniej jednego z aminokwasów – kwasu glutaminowego) i za którym tak tęskno organizmowi pozbawionego tego produktu.

Oczywiście, że można żyć bez mięsa… tak jak można żyć bez nogi albo jednej nerki













Pamiętaj jednak, że mięso mięsu nierówne – czasem możesz go nie lubić, jeśli dopadną Cię różne niesprzyjające warunki.

2. Czy mięso jest rakotwórcze?

Tak, tak, wiem, co chcesz powiedzieć – może i mięso zawiera niezbędne składniki, których nie posiada żaden inny produkt, ale co z tego, skoro „wszyscy wiemy, że jest rakotwórcze?!”. Zacznijmy od tego, że wszyscy „wiemy” wiele rzeczy, nie wiadomo skąd: że Księżyc świeci, Ziemia jest płaska i tak dalej. Tak samo wszyscy wiemy nie wiadomo skąd, że mięso jest złe. Już Ci mówię, skąd to wiemy: znikąd. To nie żart.

Ostatnio na moich studiach kilka razy, różnym wykładowcom na różnych przedmiotach (np. Polityka wyżywienia ludności, czy Trendy w technologii żywności) zdarzyło się wspomnieć, że w rzeczywistości nie ma ŻADNYCH wyników badań potwierdzających, że mięso jest szkodliwe. Aby nie być gołosłowną, za każdym razem podczas zajęć dopytywałam (naprawdę, czasem mam wrażenie, że zachowuję się na zajęciach jak największy kujon na świecie – w kwestii mięsa zadaję tyle pytań, że już chyba niektórzy mają mnie dosyć :D), no więc dopytywałam wykładowców o ten temat.

Jednej pani profesor trzy razy się pytałam, czy zna jakiekolwiek takie wyniki badań, czy są one wzięte znikąd. Nawet ośmieliłam się stwierdzić, że to naprawdę nieodpowiedzialne ze strony WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia (do której należy Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem - IARC), że wyciągają wnioski na podstawie swoich domniemań, a nie FAKTÓW. Przecież potem skutek jest taki, że przeciętna osoba na ulicy bezmyślnie powtarza, że mięso jest złe, choć nawet nie pamięta, gdzie zasłyszała tę informację. Na takiej samej zasadzie można by sobie wymyślić cokolwiek, choćby np. że miś uszatek istniał naprawdę. (Tutaj akurat przesadziłam z atakiem na WHO, więc pani profesor ucięła temat i powiedziała tylko, że nie można obrażać tak wielkiej organizacji).

Najważniejsze, że wypowiedziała te dwa zdania:
Nie znajdę profesora ani naukowca, który powie, że mięso rzeczywiście jest rakotwórcze, bo NIE MA TAKICH DOWODÓW.
Wykazano tylko, iż przetworzone mięso może mieć działanie rakotwórcze, ponieważ zawiera toksyczne azotany i azotyny [DODAWANE do mięsa przez producentów m.in. w celu utrzymania ładnej barwy oraz ochrony przed patogenami chorobotwórczymi].

Oto bardzo ciekawe i ważne zdjęcie z jednego z wykładów:
Jak widzisz, klasyfikacja mięsa jako „prawdopodobnie rakotwórczego” jest tylko domniemaniem, tak samo jak możemy domniemać, że miś uszatek PRAWDOPODOBNIE żył naprawdę

A oto oparte na domniemaniach IARC polskie zalecenia żywieniowe:
Takie poważne zalecenia* biorą się z niepoważnych domniemań poważnych, zdawałoby się, instytutów...


Podsumowując, mamy setki dowodów na to, że mięso jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu i że tylko ono zawiera wiele ważnych składników (żelazo hemowe, wapń, wit. D3, B12 – prawie całe społeczeństwo cierpi na niedobór tych substancji – ciekawe dlaczego?). Nie ma zaś żadnych dowodów, że mięso jest rakotwórcze.

Jeśli więc masz do wyboru jeść coś, co zawiera wszystko, czego potrzebujesz, a nie zawiera niczego szkodliwego, to dlaczego miałabyś tego nie jeść? Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to świadome… umartwianie się.

* Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej dla osób dorosłych opracowana pod kierunkiem prof. dra hab. med. Mirosława Jarosza

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...