17 stycznia 2020

Odpowiedź nr 3 – Ania

Dziś publikuję odpowiedź na maila Ani: jak odzyskać zdrowy apetyt i wiarę w siebie, czy samo ograniczanie węglowodanów wystarczy, aby schudnąć oraz co się stanie, jeśli porzucisz dietę niskowęglowodanową? - Na te i inne pytania znajdziesz odpowiedzi poniżej:

"Cześć Ania,
dziękuję za wiadomość, cieszę się, że zainteresował Cię mój blog.
Bardzo mi przykro, że się tak źle czujesz, postaram się jakoś Ci pomóc. 

Stres potrafi być czasem rzeczywiście morderczy; jedni reagują na niego objadaniem, a inni wręcz nie mogą nic przełknąć. Szczerze mówiąc ja też jak się czasem zdenerwuję, lubię sobie coś podjeść, ale właśnie kwestia tego ile i jak często się to dzieje. Takie zajadanie stresu działa jak kula śnieżna: im więcej przybywa nam kg, tym bardziej jesteśmy zdołowane i tym bardziej chcemy to „zajeść”...

Słodycze (i ogólnie wszystko, co zawiera duże ilości węglowodanów: http://www.lekkimkrokiem.pl/2014/12/dlaczego-cukry-sa-takie-ze.html) działają zresztą jak narkotyk i trudno z nimi skończyć, tak samo jak trudno jest rzucić palenie, czy rozstać się z innymi używkami. Najważniejsze jednak, że wiesz w czym tkwi problem i chcesz coś z tym zrobić!

Cieszę się, że trafiłaś na mojego bloga, bo dieta niskowęglowodanowa jest najlepszym sposobem na uregulowanie apetytu i odzyskanie „normalnego” stosunku do jedzenia (oczywiście nie z dnia na dzień, ale i tak jedynym naprawdę skutecznym). 
Tylko ona działa w zgodzie z biochemią organizmu, nie powoduje skoków glukozy i insuliny oraz pozwala wykorzystać efektywnie to, co się zjadło, zamiast blokować większość w tkance tłuszczowej: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/02/dlaczego-na-diecie-niskoweglowodanowej.html Nie da się tego osiągnąć jedząc „zdrowe” owsianki, warzywa i owoce.

Jeśli chodzi o Twoje pierwsze pytanie, to samo przejście na moją dietę nie zawsze gwarantuje schudnięcie: http://www.lekkimkrokiem.pl/2019/07/ile-schudne-na-diecie.html Nasza waga zależy od bilansu kalorycznego, czyli stosunku między kaloriami zjadanymi, a spalanymi. W kontekście mojej diety wszystko zależy więc od tego, czy przechodząc na nią zaczniesz „samoistnie” jeść mniej (u większości osób tak się dzieje, ale nie mogę Ci powiedzieć, że u Ciebie też na 100% tak będzie). 
Co prawda na początku sprawa jest ułatwiona, bo ograniczając węglowodany pozbywamy się nadmiaru wody z organizmu (na początku stracisz więc na pewno z 1-2 kg), ale w dłuższej perspektywie czasu będziesz musiała myśleć o bilansie http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/04/jak-wyglada-proces-chudniecia-na-diecie.html 

Niestety, nie da się być szczupłą codziennie objadając się za wszystkie czasy – i nieważne, czy są to tony słodyczy, bułek, czy właśnie nawet potraw niskowęglowodanowych. Kalorie zawarte w jedzeniu to energia, a z nadmiarem energii organizm musi coś robić – kumuluje go i stąd biorą się wszystkie nasze nadprogramowe kilogramy (chyba, że ten nadmiar energii spożytkujemy (spalimy), czyli będziemy się dużo ruszać).

No właśnie – ruch. Dieta niskowęglowodanowa najlepiej „działa” w połączeniu z regularną aktywnością fizyczną (w Twoim przypadku na razie polecam tylko i wyłącznie ćwiczenia aerobowe: http://www.lekkimkrokiem.pl/2016/09/4-parametry-ktorymi-mozesz-sterowac.html ). Te dwie rzeczy razem najlepiej zmniejszają apetyt, poprawiają nastrój i dodają sił http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/08/trzy-rzeczy-ktore-acza-sport-i-diete.html

Piszesz, że nie chcesz ćwiczyć z innymi – to żaden problem! Możesz po prostu ruszać się dużo w domu: ćwiczyć na macie (zobacz, co ja ćwiczę: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/04/co-cwicze-czyli-wszystko-o-mojej.html ), kupić sobie bieżnię, czy orbitrek, tańczyć itd.. Poza tym wszelkie obowiązki domowe, jak odkurzanie, mycie podłogi, okien, też wymagają spalenia trochę kalorii, więc staraj się je wykonywać jak najczęściej. 

Jeśli chodzi o powrót do starych nawyków (rozumiem, że powrót do większych ilości węglowodanów?), to on niestety może spowodować przyrost masy ciała. Może się tak stać z dwóch powodów: po pierwsze węglowodany zatrzymują wodę w organizmie (na początek więc poczujesz się spuchnięta), a po drugie, jak już pisałam, zwiększają apetyt, więc prawdopodobnie zaczęłabyś wtedy znów więcej jeść (i pewnie się mniej ruszać z przejedzenia), więc przybranie na wadze byłoby nieuniknione. Piszę „prawdopodobnie” ponieważ jeśli jakimś cudem nie jadłabyś za dużo i nadal się ruszała, to oczywiście nie przytyjesz. 
Aby tracić na wadze, trzeba wywołać w swoim organizmie ujemny bilans kaloryczny i zawsze o tym pamiętaj – różne sposoby są tylko po to, aby ten ujemny bilans wywołać.

Aha, no i najważniejsze – skoro o wadze decyduje bilans kaloryczny, to pewnie się zastanawiasz, po co Ci jeszcze dieta niskowęglowodanowa i dlaczego tak stawiam ją na piedestał? - bo tylko na niej można mieć w zdrowy sposób (!) mniej tkanki tłuszczowej (http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/05/jak-to-mozliwe-ze-mam-94-tkanki.html), czyli po prostu lepiej wyglądać przy takiej samej wadze: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/04/skad-ciaa-czyli-co-to-znaczy-tyc.html 

Podsumowując, jeśli chcesz wrócić do swojej wcześniejszej wagi, unormować apetyt i być bardziej zadowolona z siebie, to ze wszystkich możliwych diet tylko niskowęglowodanowa (ale oczywiście odpowiednia, oparta na produktach pochodzenia zwierzęcego: http://www.lekkimkrokiem.pl/2018/09/jaka-dieta-niskoweglowodanowa-jest.html) pozwoli Ci to osiągnąć w możliwie najłatwiejszy sposób (najlepiej oczywiście połącz dietę z ruchem). 

Powrót do starych nawyków na pewno w mniejszym lub większym stopniu zepsuje Ci efekty, więc po co Ci to… Teraz najlepiej przejdź na moją dietę: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/11/jak-przejsc-na-diete-niskoweglowodanowa.html i choć trochę zwiększ aktywność fizyczną. Wiem, że może Ci być trudno, szczególnie teraz, ale jak będziesz wszystko ładnie robić, to z biegiem czasu uda Ci się schudnąć. 

Pamiętaj też, że nie musisz chodzić do klubu fitness, żeby spalać kalorie. Możesz je spalać niepostrzeżenie w domowym zaciszu, a wyjść z niego dopiero, gdy Twoja waga z powrotem się unormuje. Znajomi znów będą patrzeć na Ciebie z niedowierzaniem, tym razem pozytywnym (czego z całego serca Ci życzę)! ;-)

Aha, co do zapłaty – nie musisz mi płacić za porady, bo to nie jest celem tego bloga. Piszę go dla Ciebie i podobnych dziewczyn, które chcą być zadowolone z siebie i swojej sylwetki. Ja dzięki zmianie odżywiania odniosłam tyle korzyści (http://www.lekkimkrokiem.pl/2018/11/6-lat-na-diecie-niskoweglowodanowej.html), że byłabym samolubem, gdybym nie dzieliła się tym z innymi! Oczywiście, być może wiele odpowiedzi na Twoje pytania jest już na stronie, a jeśli nie – śmiało pisz, postaram się pomóc.

Pozdrawiam,
Justyna”

3 stycznia 2020

Mail nr 3 - Ania

Witajcie w nowym roku! Mam nadzieję, że jesteście pełne sił do zmian (jako że mamy styczeń, zapraszam do wciąż aktualnej notki: Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały rok) lub pełne uśmiechu przywitałyście ten rok już lżejsze o wszystkie nadprogramowe kilogramy. Ja wciąż pracuję nad nową odsłoną bloga, a dziś, zgodnie z planem, wrzucam kolejnego maila od czytelniczki.

Wiadomość od Ani (opublikowana za zgodą autorki), która ma jeden poważny problem – zaczęła zajadać stres i w związku z tym w krótkim czasie sporo przytyła oraz straciła wiarę w siebie. Poniżej treść wiadomości (zachowana oryginalna pisownia), a w następnej notce moja odpowiedź:

„Cześć Justyna
piszę do Ciebie, bo czytam Twój blog i bardzo mi się podoba to co robisz.
Ja mam pewien problem i mam nadzieję, że mi pomożesz. Ponad rok temu zaczęłam poważnie tyć i źle się czuć się sama ze sobą. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nigdy wcześniej nie miałam problemów z jedzeniem aż nagle dopadło mnie kompulsywne objadanie (czy jak to zwą) i w rok przybyło mnie prawie 20 kg więcej. 

Kiedyś nie lubiłam słodyczy teraz zajadam nimi stres, a im więcej ich jem tym gorzej się czuję i nie chcę wychodzić z domu. Znajomi zauważyli, że dzieje się ze mną coś złego a ja tłumaczę się tym, że mam problemy hormonalne i z tąd moje przytycie. Tak naprawdę byłam niedawno u lekarza, ale powiedział, że wyniki mam dobre i panikuję, więc więcej do niego nie pójdę. Tobie jakoś intuicyjnie ufam chce zacząć jeść jak Ty, ale mam kilka pytań, które mnie męczą:

co jeśli przejdę na Twoją dietę, a nie schudnę?

Czy powrót do starych nawyków spowoduje jeszcze większy przyrost masy ciała? Boję się, że Twój sposób na mnie nie zadziała bez urazy (Ty się dużo ruszasz, a ja wstydzę się pokazywać ludziom, najgorsze jak zobaczy mnie stary znajomy i widzę jego minę niedowierzanie, że tak przytyłam) i że to mnie załamie jeszcze bardziej...

Nie chcę Zabierać ci dużo czasu , może rozważysz kwestię płacenia za maile (pytań może pojawić się więcej)??

Pozdrawiam,
Ania”

20 grudnia 2019

Odpowiedź nr 2 – Kamila S.

Dziś publikuję odpowiedź na maila Kamili S.: co oznacza złe samopoczucie na początku diety niskowęglowodanowej, jakie mogą być inne nieprzyjemne objawy i ile może trwać całe przestawianie się organizmu; ponadto od czego bezwzględnie zależy nasza waga oraz co jest najlepszym źródłem energii dla człowieka – na te i podobne pytania znajdziesz odpowiedzi poniżej:

„Hej Kamila,
dziękuję za wiadomość, cieszę się, że zainteresował Cię mój blog.

Widzę, że już niejedno przeszłaś, podziwiam Twoją determinację! Nie martw się – Twoje złe samopoczucie na początku diety to normalny objaw przestawiania się organizmu, też tak miałam. Zawroty głowy, skurcze w nogach, zaparcia, ból brzucha itp. - na początku to normalne: http://www.lekkimkrokiem.pl/2014/10/jakie-objawy-moga-towarzyszyc-przejsciu.html

Taka zmiana odżywiania to w końcu ogromna rewolucja dla organizmu, potrzebuje on nieco czasu na przystosowanie się do nowych warunków. Zresztą, to tak jak zawsze z człowiekiem – gdy zaczyna coś nowego (dajmy na to nową pracę), potrzebuje czasu, aby się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Organizm też – musi się przyzwyczaić do nowego odżywiania, choćby do nowego źródła energii. Na diecie niskowęglowodanowej zamieniasz gorsze źródło energii (węglowodany) na lepsze (tłuszcze zwierzęce). (Widzisz, nawet zmiana na lepsze wymaga przyzwyczajenia!) Organizm posiada bowiem inne enzymy do trawienia węglowodanów, a inne do trawienia tłuszczów. Teraz musi więc pozbyć się nadmiaru enzymów węglowodanowych, a wytworzyć większą ilość tłuszczowych - a to niestety wymaga czasu i wysiłku. 

Co więcej, można powiedzieć, że zamiana enzymów (adaptacja enzymatyczna) to wierzchołek góry lodowej zmian, które Cię czekają. O wszystkich innych (m.in. zmniejszenie się żołądka, zmiana smaku, psychiczne przestawienie się itd.) przeczytasz tutaj: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/10/ile-trwa-przestawianie-sie-na-diete.html

Zresztą, im gwałtowniejsza zmiana, tym bardziej nieprzyjemnych i ostrych objawów możesz się spodziewać. Najlepiej więc zmieniać swoje nawyki stopniowo, bo w przeciwnym razie organizm może doznać wręcz szoku. Wyobraź sobie: jesz sobie przez całe życie, dajmy na to, ok. 300 g węgli na dzień, do tego unikasz tłuszczu, nie jesz mięsa, a tu nagle bach! i z dnia na dzień diametralnie zmieniasz swoje odżywianie. Takie gwałtowne zmiany nigdy nie są dobre, dlatego lepiej zawsze kierować się zasadą małych kroków, stopniowego dochodzenia do wielkich zmian. Pewnie się ze mną zgodzisz, że warto o tym pamiętać ogólnie, nie tylko w kwestii odżywiania. ;-)

Mam nadzieję, że czytałaś notkę o tym, jak przejść na dietę niskowęglowodanową? http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/11/jak-przejsc-na-diete-niskoweglowodanowa.html  Piszę tam o dwóch sposobach: szybkie lub stopniowe przejście, choć najczęściej - jeśli ktoś przeszedł tak wiele diet, co Ty - zalecam ten drugi sposób...

Piszesz, że przeszłaś na moją dietę tydzień temu – 7 dni to niestety zdecydowanie za mało, aby Twój organizm mógł się w pełni przestawić. (Zresztą, szybko licząc 1 tydzień to 0,3% całego Twojego życia! Przez resztę czasu odżywiałaś się inaczej, więc teraz musisz być cierpliwa). Przestawianie się na dietę niskowęglowodanową może trwać różnie – czasem miesiąc, czasem dwa, a czasem nawet ponad rok… to wszystko zależy od Twojego stanu wyjściowego: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/11/samoleczenie-czyli-dlaczego.html
Dobra wiadomość jest jednak taka, że im dłużej będziesz się tak odżywiać, tym powinno być coraz lepiej. Przeczytaj jaką ja mam długą listę korzyści: http://www.lekkimkrokiem.pl/2018/11/6-lat-na-diecie-niskoweglowodanowej.html

Idźmy dalej – waga. Kwestia utraty na wadze jest na szczęście o wiele mniej skomplikowana niż adaptacja organizmu do odżywiania niskowęglowodanowego. Podstawą kontroli wagi jest tylko jedna jedyna rzecz - a mianowicie bilans kaloryczny (czyli różnica między kaloriami zjadanymi, a spalanymi). Aby tracić na wadze, musisz wytworzyć w swoim organizmie ujemny bilans kaloryczny, czyli po prostu niedobór kalorii. Możesz tego dokonać na dwa sposoby: albo mniej jedząc, albo więcej się ruszając. 
Zawsze polecam na początek zwiększenie aktywności fizycznej, ponieważ łatwiej jest „wytrzymać” godzinkę dziennie ruchu niż 24/7 głodzenia się. Poza tym dzięki regularnej aktywności fizycznej można osiągnąć ładniejszą sylwetkę niż się głodząc: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/02/lepiej-mniej-jesc-czy-wiecej-sie-ruszac.html

Masz rację – na blogu mówię, aby liczyć tylko węgle, a białko i tłuszcz (zwierzęce!) jeść na smak. Piszesz, że w Twoim przypadku to nie działa… no właśnie, co to znaczy „działa/nie działa”? - Piszesz, że przez ostatnie lata na zmianę trochę chudłaś i trochę tyłaś – zastanawiałaś, się kiedyś, dlaczego tak się działo? - Bo czasem miałaś ujemny bilans kaloryczny (chudłaś), a czasem dodatni (tyłaś)! Nie ma innej możliwości – każdy sposób (dieta, czy „magiczne” preparaty odchudzające) DZIAŁA tylko wtedy, gdy w jakiś sposób spowoduje ujemny bilans kaloryczny. Dieta niskowęglowodanowa najczęściej zmniejsza apetyt i daje szereg innych korzyści (http://www.lekkimkrokiem.pl/2016/06/5-korzysci-ktore-odniesiesz-na-diecie.html ), ale sama w sobie nie gwarantuje utraty na wadze: http://www.lekkimkrokiem.pl/2019/07/ile-schudne-na-diecie.html 
Piszesz, że jesz jak ja, ale tu chodzi o STOSUNEK [między kaloriami zjadanymi, a spalanymi], więc musisz też patrzeć, ile spalasz – też tak dużo jak ja? http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/04/co-cwicze-czyli-wszystko-o-mojej.html

Przy kaloryczności 1500 na dzień na pewno będziesz tracić na wadze, bo tyle mniej więcej wynosi Twoja Podstawowa Przemiana Materii (PPM): http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/02/jak-obliczyc-swoje-dzienne.html (czyli tyle kalorii Twój organizm potrzebuje dziennie, aby utrzymać się przy życiu).
Ogólnie nie zalecam tak restrykcyjnej diety, bo szybko się okaże, że umierasz z głodu, zaczniesz jeść co popadnie i efekt jo-jo murowany: http://www.lekkimkrokiem.pl/2016/03/dlaczego-efekt-jo-jo-po-szybkiej.html
Jeśli jednak tyle kcal Ci odpowiada i nie będziesz głodna (bo np. może się okazać, że źle liczysz kalorie – prawie każdy je źle liczy - i że tak naprawdę jesz ich trochę więcej), to OK. Pamiętaj, aby po prostu obserwować siebie i na tej podstawie podejmować decyzje, co robić: dopóki waga będzie spadać, a Ty będziesz zadowolona (czytaj: niegłodna), to znaczy, że wszystko robisz dobrze. Gdy zaś waga stanie, pamiętaj dlaczego – BILANS. Wtedy, aby nadal chudnąć, będziesz musiała podnosić sobie poprzeczkę (zmniejszać porcje/zwiększać aktywność fizyczną:  http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/06/liczysz-kalorie-nie-chudniesz.html).
Aha, przeczytaj też, jak, oprócz ważenia się, kontrolować swoje efekty: http://www.lekkimkrokiem.pl/2019/01/jak-kontrolowac-swoje-efekty-system.html

Jeśli chodzi o owoce, to ogólnie nie polecam ich jeść, ponieważ zawierają fruktozę – cukier prosty, który po zjedzeniu zamienia się w organizmie w tkankę tłuszczową jeszcze szybciej niż inne cukry. Warto o tym pamiętać, choć jeśli jesteś na diecie niskowęglowodanowej od niedawna, to nie musisz od razu całkowicie rezygnować z owoców – i tak ważniejsze jest, aby jeść mało węglowodanów (do maks. 70 g/dzień), a z czego konkretnie, to już Twoja sprawa. 
Tak tak, węglowodany liczymy ze wszystkiego, czyli z warzyw też!

Co do lepszej pracy mózgu na low carb, to wiem, o co Ci chodzi – pewnie czytałaś o ciałach ketonowych. Ciała ketonowe (czyli rodzaj kwasów tłuszczowych: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/10/wielki-mit-na-temat-cia-ketonowych.html ) są najlepszym z możliwych źródłem energii dla człowieka, w tym dla mózgu. Tylko na diecie bardzo niskowęglowodanowej (zwanej też ketogeniczną, poniżej 50 g węgl./dzień), mózg może czerpać energię z ketonów, stąd właśnie lepszy nastrój i „jasność umysłu”. U Ciebie obecnie jest odwrotnie, ale z zupełnie innego powodu – bo jesteś na tej diecie dopiero tydzień i Twój organizm póki co jest przyzwyczajony do węglowodanów, nie potrafi jeszcze czerpać energii z ketonów (wręcz je wydala). Ale nie martw się, pewnie tydzień-dwa i będziesz czuła pierwsze zmiany. ;-)

Podsumowując, Twoje złe samopoczucie na początku diety to normalny objaw przestawiania się organizmu (jeden z wielu, jaki może Cię czekać), więc nie musisz się martwić. Co do odchudzania, to pamiętaj, że tyje się od nadmiaru kalorii, które mogą pochodzić z jakiegokolwiek makroskładnika, więc jeśli jesz na smak białko i tłuszcz (zwierzęce!), ograniczasz węgle, a nie tracisz na wadze, to spróbuj się więcej ruszać (nie muszą to być od razu zaplanowane ćwiczenia, możesz zacząć od zwiększenia spontanicznej aktywności fizycznej: http://www.lekkimkrokiem.pl/2016/09/5-pomysow-na-ruch-gdy-nie-masz-czasu.html czyli więcej chodzić, zrezygnować z windy itp..) 
Dieta niskowęglowodanowa oparta na produktach pochodzenia zwierzęcego (głównie mięsie: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/04/7-powodow-dla-ktorych-warto-jesc-mieso.html ) to najlepszy sposób odżywiania (daje najlepsze efekty, dla ciała i umysłu), ale sama „działa” (w kwestii utraty na wadze) i tak POD bilansem kalorycznym.
Węglowodany jedz w czym chcesz, bo ważniejsze jest ich ogólne ograniczanie (do maks. 70 g/dzień).

Widzisz, na razie nie jest u Ciebie za dobrze, ale najważniejsze, że idziesz w dobrym kierunku. Nieprzyjemne objawy w końcu miną, jak będziesz pamiętać o zasadzie bilansu, to będziesz tracić na wadze i stopniowo wszystko powinno się normować.
Życzę powodzenia i przede wszystkim wytrwałości, bo ona na początku jest najważniejsza! ;-)

Mam nadzieję, że trochę pomogłam, a w razie czego oczywiście pisz ;-)

Pozdrawiam serdecznie,
Justyna”

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...