30 wrz 2014

Dzień, w którym przeszłam na dietę niskowęglowodanową

Jak to się u mnie zaczęło?

O diecie niskowęglowodanowej dowiedziałam się od mojego chlopaka, który odżywia się tak od ponad 10 lat. Zaciekawiły mnie korzyści, o których mi opowiadał, ale najpierw nie chciało mi się odrywać od swoich przyzwyczajeń.

Pamiętam, że pół roku czytałam książkę Jana Kwaśniewskiego "Żywienie Optymalne", ale wciąż nie mogłam się przemóc, aby zrezygnować na stałe z niemalże wszystkiego, co dotychczas jadłam. 

"Kanapki, drożdżówki, płatki śniadaniowe, makaron, pierogi - jak BEZ tego żyć?!" Teraz nie wiem, jak można Z tym żyć! 

Naprawdę, smakuje nam to co jemy, a nie jemy to, co nam smakuje. Nawyki żywieniowe wyrabiamy sobie od małego, a później trudno wyobrazić sobie inne odżywianie. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Na dietę niskowęglowodanową przeszłam z dnia na dzień. Moje przestawienie było szybkie i drastyczne.

Początek: dieta optymalna Kwaśniewskiego

Start: 20 sierpnia 2012, co zjadłam:
  • Na śniadanie jajecznica na boczku.
  • Na obiad kiełbasa smażona z cebulką, do tego 2 placki serowe Kwaśniewskiego (robi się dużą porcję i przechowywane w lodówce starczają na tydzień, jako zamiennik pieczywa)
  • Na kolację pół tabliczki gorzkiej czekolady.
Dzień udany, miałam dużo energii i byłam bardzo zadowolona z pysznego jedzonka.

Następnego dnia rano... kompletna załamka. Obudziłam się z dreszczami. Przez pół dnia miałam gorączkę, wymiotowałam i mdlałam. Nie byłam w stanie nic przełknąć. Było mi słabo. Leżałam. Później przyszła mi wielka ochota na czekoladę. Ledwo żywa poszłam do sklepu jak po zbawienie. Zjadłam całą tabliczkę (taką z orzechami, 44g węglowodanów) i po jakimś czasie już było lepiej. Wszystko mi jakby odeszło i wcale nie musiałam odwoływać wieczornego spotkania z koleżanką.
Podsumowując, tego dnia (21 sierpnia) zjadłam praktycznie tylko tą tabliczkę czekolady, a po paru godzinach jedną parówkę z boczkiem. Głodna nie byłam wcale. Kolejnego dnia już wszystko było w porządku i miałam normalny apetyt. Zaczęło się moje nowe odżywianie:))

Po roku...

Na diecie Kwaśniewskiego byłam rok. Po tym czasie miałam chwilę załamki, coś mi nie pasowało, miałam trochę dość tylu jajek (jadłam ok. 8 szt. na dzień) i tyle tłuszczu...

...miesiąc błądzenia

Po tym roku na miesiąc odstąpiłam od diety, co w skutkach było nieciekawe: wzdęty brzuch, jakieś dwa kilo więcej, co chwilę podjadanie, o wiele mniej energii na ćwiczenia, niewyspanie i ogólnie chaos. Węglowodany na pewno nie są dobre, ale miałam dosyć tłuszczu, więc przerzuciłam się na nie i jak widzicie szybko było widać zgubne efekty. 

Nowe założenia

A przecież jest jeszcze białko - po tym miesiącu nowym założeniem było:
- nadal ograniczanie węglowodanów do 50-100g na dobę
- mniej tłuszczu więcej białka, jak proporcje Kwaśniewskiego B:T to 1:2,5-3,5 tak ja przerzuciłam się na B:T = 1:1,5-2 (czyli po prostu mniej jajek a więcej mięska)
źródło
- otwarcie sie na innych specjalistów w tej dziedzinie, nie tylko dr Kwaśniewski, ale dr Lutz czy dr Greg Ellis. Ten ostatni jest najmniej popularny w Polsce, a może pochwalić się nie tylko wykształceniem wyższym doktoranckim, ale też jest najlepiej z wymienionych tu panów zbudowany. A to chyba ma znaczenie, czy nasz ekspert nie jest chucherkiem i czy własną postawą pokazuje, że dieta DZIAŁA.

Do dziś...

I od tego czasu jest już w porządku, nie warto zamykać sie na jednego guru, bo każdy może mieć w jakimś stopniu rację, ale nie w 100%!