12 maj 2016

Dlaczego niektórzy mogą jeść do woli i nie tyć?!

Znasz osobę, która bez przerwy je a mimo to jest chuda? Z kolei twoja waga wzrasta gdy tylko zjesz jedno ciasteczko? Zastanawiasz się jaka może być przyczyna takiej sytuacji? Dlaczego to takie niesprawiedliwe że ty musisz uważać na każdą kalorię którą wkładasz do ust, a twoja koleżanka może do woli objadać się pysznościami i nie tyć? Myślisz, że jej organizm przeczy zasadom fizyki? Albo że z twoim jest coś nie tak i że masz „skłonności do tycia”? Zaraz rozwieję wszystkie twoje wątpliwości.


Bilans kaloryczny – najważniejszy

Jak wiesz, ujemny bilans kaloryczny jest kluczem do utraty wagi. Jeśli będziesz jadła więcej niż spalała, na pewno nie stracisz na wadze. I odważę się powiedzieć że nie ma żadnego człowieka na Ziemi, który nie podlegałby tej zasadzie.

Jeśli ktoś „je do woli” a mimo to nie przybiera na wadze – to tylko dlatego, że w jakiś sposób udaje mu się nie przekraczać bilansu kalorycznego


Ludzie, którzy jedzą ile chcą i nie tyją

Niemal każda z nas zna kogoś kto ewidentnie „ciągle je” a mimo to jest chudy. Tak jakby jego organizm był oporny na przyjmowane kalorie.

Miałam takiego kolegę w liceum, który ciągle coś jadł – na każdej przerwie i na wielu lekcjach (za co ciągle dostawał uwagi :D). A jak wyglądał – chudziutki, do tego niewysoki, niepozorny. Jakby nic nie jadł.
Podobnie było z inną koleżanką, której dziewczyny wręcz nienawidziły za to, że ciągle coś podjadała a miała taką drobną sylwetkę. Ta dziewczyna była tak chuda, że można by ją objąć w talii niemal dwiema dłońmi. A podobno nic nie ćwiczyła itd.

Jak to możliwe że są ludzie, którzy ciągle jedzą, nie ćwiczą a mimo to nie mają problemów z nadwagą? Są trzy możliwości:

1. albo to tylko pozornie

Czasem ktoś rzeczywiście ciągle coś podjada i jest chudy – ale skąd wiesz czy je tak samo dużo, gdy go nie widzisz? Niektórzy ludzie nie jedzą normalnych posiłków, tylko są przyzwyczajeni do ciągłego podjadania. Wystarczy, że zje jabłko i na jakiś czas nie jest głodny. Za chwilę znów coś podje, coś skubnie i tak cały dzień. Wiecznie coś przeżuwa, dlatego jemu też się wydaje że to dużo. A tak naprawdę – je na tyle mało że nie przekracza swojego bilansu kalorycznego i tylko dlatego nie przybiera na wadze.

2. albo naprawdę dużo jedzą, ale też dużo spalają

No dobra, może ktoś rzeczywiście bardzo dużo je, ale też ciągle jest w ruchu? Nie mówię o zaplanowanych ćwiczeniach, ale o tym że ciągle się rusza; dużo chodzi, ma męczącą pracę/dużo obowiązków w domu/dorabia po szkole i ledwo ze wszystkim wyrabia? Wtedy nic dziwnego że nie ma problemów z wagą – rusza się na tyle dużo, że spala wszystko co zjada. Bo nie jest powiedziane, że tylko ćwicząc możesz utrzymać dobrą formę – liczy się to, że w ogóle spalasz kalorie:

Liczy się to ile w sumie spalasz kalorii. Nieważne w jaki sposób – ważne że je spalasz

3. albo mają problem ze złym wchłanianiem

I wreszcie trzecia możliwość, gdy już naprawdę osoba ewidentnie dużo je, nie rusza się a jest chuda, nawet wychudzona. Wtedy prawdopodobnie cierpi na zaburzenia wchłaniania (ma złe, upośledzone wchłanianie). Oznacza to że jej jelita nie pracują prawidłowo; nie są w stanie przyswajać substancji odżywczych z pożywienia.

Bo tutaj jest ogromna różnica, którą warto zapamiętać:
Ciągle piszę, że na bilans kaloryczny składają się kalorie zjadane vs. spalane. Jednak nie jest to dobrze uściślone, bo tak naprawdę dla organizmu nie liczą się kalorie ZJADANE (wkładane do ust) a WCHŁANIANE, czyli te które organizm przyswaja z pożywienia.
I jeśli osoba ma nadszarpane zdrowie, to rzeczywiście może jeść do woli i nie tyć. Ale nie ma tu nic do pozazdroszczenia. To tak jakby było wiadro z dziurą w spodzie – możesz wlewać wodę godzinami, ale wiadro nigdy się nie zapełni. Woda będzie się tylko przelewać, coś w niej będzie ale ciągle niewiele – dlatego ktoś może na okrągło jeść, ale większość tylko przez niego „przechodzi”.

(Niedawno też pisałam o preparatach odchudzających które mogą m.in. powodować właśnie taki efekt.)

Tylko pozornie jest czego zazdrościć

Jak widzisz, tylko pozornie istnieją sytuacje gdy ktoś może jeść do woli i nie tyć. Tylko pozornie jest czego zazdrościć – bo albo ktoś jest w ciągłym biegu i spala w ciągu dnia na tyle dużo aby nie przybierać na wadze, albo niestety ma problemy zdrowotne.

Nie ma czego zazdrościć, można jedynie wyciągnąć wnioski – stara dobra prawda ciągle jest w obiegu że nic nie ma za darmo. I znów pozostaje tylko radzić, że trzeba się wziąć do roboty. Wszystko jest w twoich rękach. To co robisz dzisiaj, może nie będzie miało swoich skutków jutro, ale za jakiś czas na pewno...

Wolisz być chuda czy szczupła?

Zwróciłaś uwagę, że wszędzie powyżej używałam słowa „chuda”, a nie „szczupła”?
Jest to duża różnica – większość z nas nie chce być chudzielcem a mieć ładne kształty czyli być szczupłą. Aby to osiągnąć trzeba nie tylko uważać na to ILE jesz, ale też CO jesz. Od tego zależy skład ciała czyli przede wszystkim poziom tkanki tłuszczowej.
Dlatego jeśli chcesz uzyskać jak najlepsze efekty to odpowiedzią jest tylko:

dieta niskowęglowodanowa + aktywność fizyczna

Takie połączenie reguluje apetyt oraz zapewnia maksymalne spalanie tkanki tłuszczowej. Jest to najłatwiejszy sposób na uzyskanie wymarzonych kształtów oraz najcelniejsza odpowiedź na to, jak jeść do woli i nie tyć!