13 paź 2016

Czy dieta niskowęglowodanowa jest nudna?

Odpowiedź brzmi: oczywiście, że nie. Ale czytaj dalej, bo chcę uświadomić Ci dlaczego. Tym razem pokusiłam się o napisanie notki bardziej motywacyjnej niż merytorycznej, ale myślę, że jeśli jesteś na diecie niskowęglowodanowej od niedawna (lub dopiero zamierzasz na nią przejść), to bardzo przyda Ci się ten wpis.

Pizza, lody albo chociaż sok? - nie, dziękuję

Zacznijmy od początku. Otóż niedawno przyjechał do mnie mój brat, z którym nie widziałam się kilka lat. Właściwie to 6 lat, czyli bardzo dużo – to znaczy, że „nie znał” mnie jeszcze na diecie niskowęglowodanowej. Słyszał czasem przez telefon, że nie jem pieczywa czy owoców, ale nie widział tego jeszcze „na żywo”. I, gdy przyjechał, chyba był bardzo zdziwiony. Najpierw po krótkim czasie stwierdził, że ja prawie nic nie jem, bo na każde jego pytanie, czy coś chcę – odpowiadam: nie, dziękuję. Wyglądało to mniej więcej tak: Na mieście pyta, czy chcę pizzę – nie, dziękuję. Lody włoskie? - nie, dziękuję. Sok? - nie, dziękuję, nie lubię. No to chociaż hamburgera? - nie, dziękuję, nie opłaca się kupować całego hamburgera, skoro bułki i tak nie zjem. Hmmm chociaż jednego pieroga z obiadu? - nie, dziękuję. Świeże precle, jeszcze ciepłe? - nie, dziękuję. Itd...
Mój brat musiał być naprawdę przerażony. :D Nie jem praktycznie nic z tego, czym on się zajada. W końcu stwierdził, że chyba nie mam za dużo radości z tego „swojego” jedzenia; że jem tylko te swoje omlety (jem je zwykle na śniadanie). A ja na to: Ty też jesz ciągle to samo, np. wczoraj jadłeś kanapkę z szynką i dzisiaj znowu, nawet dwa razy. I w tym momencie nasza rozmowa się skończyła, zmieniliśmy temat, bo niepotrzebnie byśmy się spierali. Ja jestem szczęśliwa z tym co jem, i on chyba też. Jakby się przyjrzeć, to oboje jemy „monotonnie” - co chwilę coś innego, ale w obrębie „swoich” produktów.

No dobrze, przejdźmy do sedna sprawy. Jestem ciekawa, czy Tobie też ktoś kiedyś zarzucił, że Twoja dieta [niskowęglowodanowa] jest nudna, że prawie nic nie możesz jeść itd.? Zastanówmy się, dlaczego tak jest. Dlaczego ludzie odżywiający się „standardowo” uważają, że dieta niskowęglowodanowa jest nudna?

Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia

Od razu mówię, że przepisów na dania niskowęglowodanowe jest bardzo dużo. Ja przedstawiam Ci te najbardziej praktyczne i mało pracochłonne. Jeśli jednak byłabyś naprawdę znudzona – miałabyś ogromne pole do popisu; mogłabyś znaleźć setki nowych wyrafinowanych przepisów.
No więc w czym rzecz? - Odpowiedź jest prostsza niż myślisz: po prostu na początku trudno jest odmawiać sobie tego, co jadłaś od zawsze, ale z biegiem czasu się przyzwyczajasz i już Ci tego nie brakuje. Jednak inni z boku zawsze widzą to inaczej – niemal Tobie „współczują”, że jesteś na diecie niskowęglowodanowej (zresztą już samo słowo „dieta” brzmi dla niektórych jak wyrok :D).

Każdy je to, do czego jest przyzwyczajony. Powtarzam to już chyba trzeci raz, ale naprawdę jestem tym zafascynowana – że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ja jeszcze 3 lata temu patrzyłam na bułki maślanym wzrokiem i walczyłam ze sobą, żeby nie skubnąć chociaż kawałka. A teraz najlepsze jest to, że naprawdę NIE mam na nie ochoty. Nie czuję, żebym coś traciła odmawiając sobie gorącego, tyle co wyciągniętego z pieca precla. Nie mam problemu z tym, że wszyscy wokół zajadają się słodkimi bułeczkami, a ja nie. Naprawdę kiedyś nie wyobrażałam sobie, że będzie to takie łatwe. Teraz jest to dla mnie zwyczajnie bardzo łatwe… a przecież niczym nie różnię się od innych.

Zakupy na diecie niskowęglowodanowej są tak samo ekscytujące, jak na innych dietach ;-D

Dieta niskowęglowodanowa to nie dieta ZEROwęglowodanowa

Zauważyłam, że jedyne z czego trudno byłoby mi zrezygnować to czekolada. Najlepsze jest jednak to, że wcale nie muszę z niej rezygnować! Dieta niskowęglowodanowa to nie dieta ZEROwęglowodanowa, więc mogę sobie zjeść małe co nieco (przykładowy jadłospis) bez odstępstw od zasad.

Niemal każdy z nas je monotonnie

Jakby tak przyjrzeć się temu, co każdy z nas zjada w ciągu dnia - to każdy je monotonnie i przeważnie „obraca się” wokół tych samych produktów. Tylko wydaje się, że jest inaczej, bo nigdy nie zwracamy uwagi na to, co powszechne – a powszechne jest np. to, że ludzie jedzą dziennie tony pieczywa, wręcz do wszystkiego: rano do jajecznicy - bułeczka, do pracy - kanapki na wynos, do zupy/bigosu/mięsa - chleb na przegryzkę, na kolację - kanapki na słodko/słono/z najróżniejszymi dodatkami… - czy to dopiero nie jest monotonność? - na okrągło jeden produkt w różnych odsłonach.

A mówią, że ja jem monotonnie, bo „ciągle tylko mięso czy jajka” – a ja to dopiero mogę zaszaleć z urozmaiceniami! Nie dość, że jest ogromna ilość samych typów mięs (wołowina, wieprzowina, drób, cielęcina, dziczyzna itd.), to jeszcze możemy rozłożyć je na poszczególne części (karkówka, rozbratel, filet, schab, boczek, polędwica i in.) i sam sposób przygotowania (gotowane, smażone, grillowane, pieczone, duszone, na zimno). Na razie wymieniłam samo mięso, a przecież na dietę niskowęglowodanową składają się jeszcze jajka, rozmaite sery itp. itd. Kto mi teraz powie, że to mało i że codziennie muszę jeść to samo?! (Choć i tak jem przeważnie to samo, ale to dlatego, że po prostu lubię i nic mi nie brakuje.)

Pierwotnie Twój organizm nie potrzebuje tak wielu urozmaiceń, ale to nie znaczy, że Twoja lodówka musi być czarno-biała

Najważniejsza różnica

Różnica między tymi sposobami odżywiania polega na tym, że dieta niskowęglowodanowa jest zdrowsza i bardziej naturalna dla naszego organizmu. Wyobraź sobie naszych pradawnych przodków: wydaje Ci się, że oni codziennie jedli co innego? Oni to dopiero mieli „nudę” - mieli tylko mięso. Tak samo zwierzęta – przez całe życie jedzą to samo i jakoś nie „narzekają”, i niczego im nie brakuje. Poza tym, czy widziałaś kiedyś otyłego lwa albo tygrysa chorego na cukrzycę/miażdżycę itd.? Tylko człowiek ciągle szuka urozmaiceń, a potem dziwi się, że jego organizm za tym nie nadąża.

Z czego wynika brak?

Brak (czyli w tym przypadku ciągła ochota na to, czego postanowiłaś już nie jeść) wynika z dwóch rzeczy: po pierwsze z tego, że najpierw miałaś „więcej/lepiej”, a teraz musisz przyzwyczaić się do wyrzeczeń (co za okropny scenariusz...). A po drugie z ogromnej dostępności jedzenia; na co dzień czy chcesz czy nie, masz styczność z setkami produktów, którym musisz się oprzeć. Można więc powiedzieć, że im bardziej jesteś oderwana od „nowoczesnego” życia, tym lepiej dla Ciebie – z mniejszą ilością nęcących rzeczy musisz się zmierzyć. Ale nie wiem, czy to zaleta – przecież wszystko ostatecznie i tak jest w naszej głowie. To od Ciebie zależy, czy się nie poddasz, czy może niestety będziesz wkładała do ust wszystko, co się tylko „nawinie”. Specjalnie przesadzam... ;-)
Ostatecznie to od Ciebie zależy, co znajdzie się na Twoim talerzu, ale pamiętaj, że na początku musisz być twarda – a potem będzie łatwiej, bo sama uświadomisz sobie, że zwyczajnie nie masz już na coś ochoty.

Na „nudnej diecie niskowęglowodanowej” nie można kupić nawet lemoniady podczas zwiedzania? - Jasne, że można, wystarczy zamówić bez dodatku cukru!

Aha, skoro już jestem przy nudzie… spotkałam się z opiniami, że w ogóle życie na diecie niskowęglowodanowej jest „takie nudne i poprawne”. Kiedyś jeden czytelnik (tak, mężczyzna – dobrze, że nie zraziło go moje pisanie skupione na płci przeciwnej:)) napisał, że przeszedł na dietę niskowęglowodanową, ale jest mu ciężko, bo musi wybierać: „albo zdrowie, ale i nuda, albo gorsze odżywianie, ale i zabawa”. Jak dla mnie to bzdury. Nuda jest pojęciem względnym. Jeśli jakąkolwiek „zabawę” utożsamiasz z jedzeniem, to rzeczywiście mogłoby być nudno. Zresztą, co to za życie, w którym największą przyjemnością byłoby jedzenie... Pomijając wszystko, to powiem Ci, że ja naprawdę nie narzekam, a poza tym łatwo jest połączyć jedzenie niskowęglowodanowe z zabawą!

Musisz przekonać się sama

Podsumowując: jedzenie na diecie niskowęglowodanowej nie jest monotonne, choć z boku mogłoby się tak wydawać. Jeśli dopiero zamierzasz zacząć się tak odżywiać, to dobrze, że trafiłaś na ten wpis. Teraz będziesz już wiedziała, że nic nie stoi na przeszkodzie, abyś przeszła na dietę niskowęglowodanową. Jedynie Twoje ewentualne, nieuzasadnione uprzedzenia.

Wracając na koniec do mojego brata: on co jakiś czas mi coś proponował, a ja odmawiałam. Wydawać by się mogło, że ja bardzo mało jem. Jednak nic bardziej mylnego! (ale to już temat na osobną notkę). Uświadomiłam sobie wtedy ważną rzecz: że ja nie tyle nie mam ochoty i nie tęsknię za tymi wszystkimi „pysznościami”, ale też po prostu, że nie jestem tak często głodna (jak kiedyś) – a po co mam jeść, skoro nie jestem głodna? Przecież człowiek powinien jeść tylko wtedy, gdy jest głodny. Jemy po to, aby zaspokoić głód. Na co dzień jednak się o tym zapomina, bo jedzenie zaczęło uczestniczyć w niemal wszystkich wydarzeniach życiowych.
Na diecie niskowęglowodanowej nie jesteś co chwilę głodna. Organizm sam pokazuje Ci, co jest dla niego najlepsze. Ale do tego wszystkiego musisz dojść sama. Sama się przekonać.