9 marca 2018

Węglowodany plus ćwiczenia i suplementy – czyli 3 przykłady, jak psuć i naprawiać swoje efekty

Niedawno skończył się kurs na trenera personalnego, w którym brałam udział. Trwał on sześć weekendów, ale już na drugim zjeździe (na wykładzie dot. suplementacji) został poruszony temat „wspomagaczy” treningowych. Gdy wykładowca zapytał, czy jest na sali ktoś, kto jeszcze nigdy nie próbował żadnych odżywek... zgłosiłam się tylko ja. Trudno ocenić, kto był w tamtym momencie bardziej zdziwiony:
ja - tym, że wszyscy inni biorą,
czy wszyscy inni - tym, że ja nigdy nie brałam! :D

O tym, że nie zażywam żadnych suplementów itp. pewnie już wiesz, bo pisałam o tym w notce o wspomagaczach. Byłam trochę zaskoczona, że wszystkie te dziewczyny „coś biorą”. Mimo to, obserwując przez te 6 tygodni siebie na tle innych, nie odniosłam wrażenia, żebym miała gorsze efekty (a niektórzy nawet mówili, że mam lepsze). Poniżej wrzucam zdjęcie grupowe – najlepiej sama oceń.



Z całego kursu jestem bardzo zadowolona: zajęcia były naprawdę ciekawe i wiele się nauczyłam (cały kurs trwał ok. 40 h teorii i 30 h praktyki). Wszystkie egzaminy zdałam, a mój certyfikat możesz obejrzeć w zakładce „o mnie”.
Ok, przejdźmy do notki.

Trzy przykłady psucia i naprawiania

Dziś przedstawiam najpopularniejsze rodzaje suplementów diety, które zostały omówione podczas kursu, a które mnie – ze względu na inny sposób odżywiania – nie są w ogóle potrzebne i które mogą nie być potrzebne również Tobie.
Mam bowiem wrażenie, że wiele zaleceń dietetycznych opartych jest na zasadzie: „psuć, a potem... naprawiać”. Sama popatrz, jak zachowuje się większość osób - wyobraźmy to sobie na przykładzie fit Marceliny oraz otyłej Oli:

1. Nabieranie i spalanie tkanki tłuszczowej – fit Marcelina

Marcelina bardzo dba o swoją sylwetkę i nie robiłaby nic, co jej szkodzi. Popełnia jednak pewien błąd: robi to, co wszyscy, bo wierzy, że większość nie może się mylić. Zjada duużo węglowodanów (ok. 60% kcal diety), ponieważ „WIE”, że nie może ich ograniczać, bo to „podstawowe źródło energii dla człowieka”.  Te jednak szybko zamieniają się w tkankę tłuszczową, więc Marcelina codziennie długo ćwiczy. Po co? - po to, by pozbyć się... tej tkanki tłuszczowej!

Czasem Marcelina w ciągu dnia bierze jeszcze specyfiki na obniżenie poziomu tkanki tłuszczowej (aby mieć lepsze efekty). Zna się na nich doskonale: johimbina, tyrozyna, imbir, pieprz cayenne, zielona herbata, kawa – wymieni wszystkie jednym tchem.
Gdy nie ma z kolei energii… w trakcie treningu popija napoje izotoniczne (z cukrami), dzięki czemu ma siłę dokończyć ćwiczenia. Co jej jednak z tych ćwiczeń, skoro dostarczyła glukozę i spaliła właśnie ją zamiast tkanki tłuszczowej?

Oczywiście Marcelina robi to wszystko nieświadomie, bo gdyby wiedziała, że jedząc węglowodany sama podkłada sobie kłody pod nogi, to od razu by przestała. Sęk w tym, że nie wie. Gdyby wiedziała, że organizm może o wiele lepiej funkcjonować na innym źródle energii – tłuszczu, wszystko stałoby się dla niej jasne. Pomyślałaby wtedy: „zaraz, zaraz... po co mam jeść tyle węglowodanów (psuć), skoro mogę od razu robić dobrze, tj. jeść produkty, które nie zamieniają się po chwili w tkankę tłuszczową. Dzięki temu ćwicząc zbuduję jeszcze ładniejszą sylwetkę, a nie będę tylko wiecznie naprawiać skutki złego odżywiania!”

2. Podwyższanie i obniżanie poziomu cukru we krwi – otyła Ola

Następna sytuacja dotyczy Oli mającej problem z nadwagą. Ola od lat boryka się z jednym problemem: ma permanentnie za wysoki poziom cukru we krwi. Wierzy w to samo, co Marcelina (że węglowodany są niezbędne do życia), więc jej dzień wygląda następująco: na śniadanie jak zwykle zjada płatki z mlekiem (nie żałuje sobie szczególnie płatków, bo „są zdrowe”) i po takim posiłku mocno skacze jej cukier. Co robi, aby temu zaradzić? - Bierze środki na... obniżenie poziomu cukru we krwi! To nic, że ledwo ją na nie stać – i tak zawsze jakoś zaoszczędzi, by regularnie je kupować, zresztą nie ma wyjścia (tak myśli).
Niestety nie wie, że mogłaby funkcjonować bez nich. Gdybym zapytała ją wprost: „to po cholerę jesz ten cukier, skoro musisz po nim zażywać leki obniżające właśnie poziom cukru?!”, mogłaby się na mnie obrazić.

 „Berberyna, kozieradka, ALA, kurkumina, cynamon, pieprz – do obniżenia poziomu cukru we krwi po posiłku węglowodanowym” - to tak jakby usłyszeć: „woda, elektrolity, aspiryna, kwas bursztynowy, kwas fumarowy – na złagodzenie bólu po wypiciu butelki wódki”

Popatrz, co robi Ola: najpierw zjada węglowodany i podwyższa tym samym poziom cukru we krwi, a potem idzie do apteki, by obniżyć ten poziom lekiem. Jak widzisz, Ola tkwi w błędnym kole, z którego się nie wydostanie dopóki nie zrozumie, że węglowodany – które tak namiętnie zjada - szkodzą jej i wcale nie są niezbędne do życia.

Dlaczego odpowiednio niski poziom cukru we krwi jest taki ważny? - ponieważ chroni Cię przed wieloma chorobami (cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca), ułatwia schudnięcie (bo gdy masz niższy poziom cukru, a tym samym insuliny we krwi, nie czujesz się co chwilę szaleńczo głodna) i daje szereg innych korzyści.

3. Blokowanie przyswajania witamin/minerałów i dostarczanie ich z powrotem – Marcelina i Ola

Ostatnia sytuacja dotyczy niemalże każdego z nas. Większość osób (niezależnie od tego, czy jest aktywna fizycznie - jak Marcelina, czy boryka się z nadwagą - jak Ola) regularnie odwiedza aptekę w celu nabycia suplementów diety (szczególnie wit. B, D, magnezu, żelaza itp.).

Robimy tak: najpierw jemy wysokobłonnikowe zboża, warzywa i owoce, a potem dowiadujemy się, że mamy niedobory witamin i minerałów. Co robimy w związku z tym? - najczęściej dostarczamy je... sztucznie! Niektórym przez myśl by nawet nie przeszło, że można inaczej.

Można zmniejszyć niedobory jedząc odpowiednie produkty (mięso, jaja, nabiał) i unikając tych nieodpowiednich (zboża, warzywa, owoce). Winowajcą w dużej mierze jest bowiem błonnik, który blokuje przyswajanie składników odżywczych z pożywienia (czyli psuje) – potem próbuje się to „naprawić” jedząc jeszcze więcej warzyw, owoców i zbóż „bogatych w witaminy i minerały” – ale to nadal nie pomaga, więc – trzeba brać odpowiednie kapsułki. I tak niestety koło się zamyka.

Błonnik to takie drewienko, które blokuje przyswajanie składników odżywczych z pożywienia

Jeśli nie będziesz psuła, nie będziesz musiała naprawiać

Jak widzisz, wiele powszechnie znanych zaleceń medycznych opartych jest na zasadzie: „psucie – naprawianie”. Pytanie tylko: po co najpierw psuć?

W utrzymaniu ładnej sylwetki najlepiej kierować się zasadą: 50% dieta, 50% sport. Każdy wie, że ruch jest ważny i potrzebny, a dieta – ich jest tysiące i trudno znaleźć najlepszą. Pamiętaj, że dobra dieta to taka, która nie zmusza Cię do naprawiania jej negatywnych skutków różnymi sztucznymi specyfikami. Na przykład ja, dzięki swojej diecie (opartej na produktach pochodzenia zwierzęcego), mam opisane powyżej problemy z głowy:
  1. Ćwicząc, mój organizm wcześniej (niż osób jedzących dużo węglowodanów) zaczyna spalać tkankę tłuszczową, ponieważ dzięki niskiemu poziomowi insuliny we krwi, spalanie to nie jest niczym blokowane; komórki mojego ciała mają pełną swobodę w korzystaniu z zasobów tłuszczu. Dzięki temu mogę mieć niski poziom tkanki tłuszczowej bez żadnych wspomagaczy.Ponadto nie muszę pić izotoników węglowodanowych, aby dostarczyć sobie energię w trakcie treningu, ponieważ mój organizm na bieżąco czerpie energię z innego, lepszego źródła - tłuszczu.Z tego samego powodu nie muszę też brać spalaczy tłuszczu (fat burnerów).
  2. Nie muszę kupować leków obniżających poziom cukru we krwi, ponieważ dzięki diecie niskowęglowodanowej (jem ok. 40-50 g węgl./dzień, Ty na początek wystarczy, że będziesz jadła do 70) mój poziom cukru we krwi jest odpowiednio niski (na czczo mój poziom glukozy we krwi wynosi średnio 80 mg/dL).
  3. Nie muszę zażywać suplementów diety (jak żelazo, fosfor, wit. B, D i in.), bo po pierwsze dostarczam je w wystarczającej ilości wraz z dietą, a po drugie nie jem wysokobłonnikowych zbóż, warzyw i owoców (właściwie nie jem praktycznie żadnych zbóż, warzyw ani owoców, ale Ty wystarczy, że będziesz unikała tych najbardziej wysokobłonnikowych i surowych – zobacz listę zamienników) i dzięki temu błonnik nie utrudnia mi przyswajania tych cennych mikro- i makroelementów z pożywienia.

Spróbuj robić jak ja (sprawdź, jak przejść na moją dietę), a zobaczysz, że Twoje życie będzie o wiele łatwiejsze. Być może zaoszczędzisz przy tym sporo pieniędzy, które wydasz na nowe ubrania - oczywiście w mniejszym rozmiarze! ;-)

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...