29 czerwca 2018

Moje najgorsze wyniki analizy składu ciała

Pamiętasz, jak niedawno pisałam Ci o eksperymencie, który na sobie przeprowadziłam? Postanowiłam wtedy przybrać na wadze, żeby zobaczyć, jak rozłożą mi się te dodatkowe kilogramy. W ciągu kilku miesięcy przytyłam 5 kg, ale efekt końcowy nie był zadowalający, więc zaraz po napisaniu tamtej notki zabrałam się za siebie. Właśnie jestem w trakcie wracania do wcześniejszej wagi (z czego niedługo zdam Ci relację), a teraz pokażę Ci coś ciekawego – moje najgorsze wyniki analizy składu ciała, jakie miałam odkąd stosuję swój program.

Otóż jakiś czas temu na zajęciach z dietetyki nasza pani profesor przyniosła profesjonalną wagę do badania składu ciała. Był to jeden z lepszych analizatorów, na jakim do tej pory się badałam (taki porządny kosztuje ponad 10 tys. zł – tańsze sprzęty zaś często działają na zasadzie statystyk, tj. pokazują Ci wyniki, jakie „powinnaś” mieć przy swojej wadze, płci i wzroście).
Waga ta dała mi pełny obraz mojej sylwetki: masę kości, tkanki mięśniowej, tłuszczowej i – co najlepsze – informacje nt. rozmieszczenia tych tkanek w poszczególnych partiach ciała.

Porządne vs. byle jakie stosowanie się do zasad

Niektórzy się śmieją, że ja tylko: „ćwiczę, ograniczam węglowodany i jem mięso”. Może rzeczywiście tak robię – w końcu chcę, żeby wszystko było idealnie i żeby mieć wyniki najlepsze, na jakie mnie stać. Jednak, jak już pisałam, w czasie tego eksperymentu robiłam wszystko byle jak: odżywiałam się niby dobrze, a jednak pozwalałam sobie na większe ilości węglowodanów, czasem się objadałam, dodatkowo zaczęłam dużo jeść wieczorami, więcej jeździłam autobusami zamiast chodzić i nie ćwiczyłam porządnie (jak można zresztą porządnie ćwiczyć, gdy ledwo się ruszasz z przejedzenia :D). Wszystko to sprawiło, że bez problemu wytworzyłam w swoim organizmie mocno dodatni bilans kaloryczny i w efekcie przybrałam na wadze.
Oprócz tego, że przytyłam, czułam się rozleniwiona i nieco depresyjnie nastawiona do życia. Przyznam więc szczerze, że niechętnie stawałam na tej wadze, bo spodziewałam się, że wyniki będą beznadziejne. Jednak, gdy zobaczyłam liczby, byłam nawet miło zaskoczona.

Analiza składu ciała – moje wyniki

Cały wydruk możesz zobaczyć tutaj, a poniżej pokażę Ci najważniejsze dane:


Waga – 53 kg

53 kg - tak, tak, wtedy miesiąc po eksperymencie udało mi się zrzucić dopiero 1 kg, stąd jeszcze waga, jak na mnie, dosyć duża.

Masa kości – 3,26 kg (!)

Kurczę, okazało się, że mam „grube kości”! Czasem niektórzy skarżą się, że mają nadwagę właśnie przez swoje grube kości, a tu proszę – z tego co widziałam, to moje kości są o prawie 1 kg cięższe od kości koleżanki, która waży ode mnie... 10 kg więcej!

Wysokie wyniki masy kostnej są dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiele osób zarzuca mi, że z powodu niejedzenia zbóż, warzyw itd. powinnam mieć problemy z mineralizacją kości – jak jednak widzisz, może to właśnie DZIĘKI temu moje kości są mocne (i oczywiście z powodu jedzenia mięsa bogatego w pełnowartościowe białko i tłuszcz, które są niezbędne dla budowy i odbudowy tkanek). Nie dość więc, że bezczelnie nie jem tego, co „trzeba”, to jeszcze bezczelnie mam zdrowe (i „grube”) kości!

Poziom tkanki tłuszczowej – 11,5% (6,1 kg)



11,5% tkanki tłuszczowej, czyli o 2 punkty procentowe więcej niż miałam wcześniej. Przy moim chwilowym rozleniwieniu i tak jest to dobry wynik (przeciętnie kobiety wysportowane, które na okrągło ćwiczą, ale jednocześnie odżywiają się węglowodanami, mają i tak wyższy poziom tkanki tłuszczowej niż ja teraz – nawet 15-16% i więcej).
Od razu przypominam, że tak niski poziom tkanki tłuszczowej bez ryzyka problemów hormonalnych itp. można mieć jedynie dzięki diecie bogatej w tłuszcz (hmm jakby to powiedzieć: albo będziesz miała potrzebny tłuszcz na sobie – w postaci tkanki tłuszczowej – albo na talerzu :D).

Rozmieszczenie mięśni i tkanki tłuszczowej w ciele



O, teraz najciekawsze, czyli rozmieszczenie mięśni i tkanki tłuszczowej w ciele. Na zajęciach byłam jedyną osobą płci żeńskiej, która miała podwyższoną masę mięśni przy obniżonej ilości tkanki tłuszczowej. Zazwyczaj bowiem kobiety mają odwrotnie: większość osób jest tzw. „skinny fat”, czyli pomimo wagi w normie ma za mało mięśni, a jednocześnie za dużo tkanki tłuszczowej (przypuszczam, że głównym powodem takiego stanu jest odżywianie wysokowęglowodanowe i/lub zbyt mała ilość ruchu).

Co do samego rozmieszczenia tkanek, to procentowo mięśni mam nieco więcej w rękach niż w nogach. Dlaczego? - bo górne partie ciała ćwiczę siłowo, a dolnych nie. Moja sylwetka to typ gruszki – mam większe obwody w biodrach niż w klatce piersiowej – dlatego siłowo (raz-dwa w tygodniu) ćwiczę tylko górne partie, by zwiększając w nich masę mięśniową nieco poprawić proporcje ciała. Na co dzień zaś ćwiczę głównie aerobowo, by ogólnie spalać tkankę tłuszczową (ogólnie, bo punktowo – czyli tam gdzie dokładnie chcemy, np. w nogach - stracić się jej nie da). Jest to jedyny nieinwazyjny sposób, by pokombinować trochę przy proporcjach swojego ciała.

Lepiej się NIE rozleniwiać, ale...

Podsumowując, moje najgorsze wyniki analizy składu ciała i tak są prawdopodobnie dużo lepsze niż gdybym odżywiała się inaczej (pewnie nawet i ćwicząc). Oczywiście, nigdy nie warto spoczywać na laurach (bo prędzej, czy później musi się to źle skończyć), ALE, jak widzisz, lepiej czasem rozleniwić się na mojej diecie (opartej na produktach pochodzenia zwierzęcego) niż innej (roślinnej, wysokowęglowodanowej)… bo jak to mówią: pieniądze szczęścia nie dają, ALE lepiej płakać w mercedesie niż w maluchu.

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...