24 sierpnia 2018

Czy jesteś jak osoba ze wsi, czy z miasta? - test

Zachęcający tytuł, prawda? Oczywiście, zaraz nie powiem Ci, czy jesteś damą, czy wieśniaczką, ale dowiesz się czegoś znacznie ciekawszego. Otóż jest wiele cech, po których można poznać, jakim typem człowieka jesteś i z jakiej formy pomocy dietetycznej będziesz bardziej zadowolona.
Bycie ze wsi lub z miasta to będą metafory, które ułatwią cały opis (równie dobrze tytuł mógłby brzmieć: Czy jesteś jak osoba A, czy B?). W poniższym teście wcale nie będzie chodzić o to, gdzie mieszkasz, lecz jak widzisz świat. Kto wie, może zaskoczysz wynikami samą siebie!

10 pytań

Odpowiedz sobie na poniższe pytania i zastanów się nad swoim usposobieniem. Uprzedzam, że nie ma dobrych ani złych wyników - od tego, jaka jesteś, będzie tylko zależało, czy to, co Ci proponuję na blogu spełni Twoje oczekiwania, czy niekoniecznie. No to zaczynamy!

1. Wolisz prostotę, czy komplikacje?

Ludzie z miasta nie lubią prostych rzeczy. Nie chcą prostych przepisów, prostych rozwiązań. Zauważyłam, że mój program jest dla niektórych za prosty, za mało w nim urozmaiceń (a raczej komplikacji).
„Jak to?! Przepis, w którym wszystko trzeba wrzucić na patelnię, chwilę poczekać i gotowe? A gdzie ekscytacje związane z wyciąganiem dziesiątek miseczek, odważaniem przypraw co do miligrama, wrzucaniem po 5 g setek dodatków o magicznych właściwościach? Gdzie cała ta radość ze sztuki kulinarnej?!”.
Ludzie z miasta wierzą w magiczne moce trudnych do wymówienia produktów; im trudniejsza nazwa i wyższa cena, tym zapewne lepiej działa. Kupują więc to wszystko, a potem dziwią się, że nic się nie zmienia (oprócz stanu ich konta).

Ludzie ze wsi zaś nie potrzebują takich „uniesień” i udziwnień. Wolą prostotę, bo wiedzą, że wszystko jest proste, życie jest proste. „Dać to, to i to i gotowe. Żadnych niepotrzebnych komplikacji w kuchni i w życiu. Chcesz wygrać – nie poddawaj się i walcz, chcesz schudnąć - nie jedz tyle i rusz się trochę.” - Oto cała ich filozofia, „sekret” osiągania zamierzonych celów.

Ludzie ze wsi widzą prostotę rzeczy, podczas gdy dla ludzi z miasta czasem prosta droga jest za „prostacka” i nawet w niej szukają urozmaiceń

Ludzie ze wsi zrozumieją zdanie: „Moja dieta polega na tym, że jem głównie średnio tłuste mięso, jaja, nabiał, a inne rzeczy tak, aby nie przekroczyć maks. 70 g węglowodanów/dzień”. Dla ludzi z miasta zaś będzie to „za proste”, aby oprzeć na tym cały sens swojego odżywiania.

2. Wolisz jeść mięso, czy rośliny?

Każdy prawdziwy gospodarz wiejski wie, że nic tak nie syci, jak porządny kawałek mięsa. Oczywiście, często je na obiad kotlet schabowy z dodatkiem ziemniaków, ale wie, że gdyby miał instynktownie wybierać, to warzywa nie mają się co równać z mięsem.
Patrząc na skład biochemiczny, rzeczywiście dobrze wybiera, bo mięso (oraz w dalszej kolejności jaja i nabiał) faktycznie zawiera wszystkie potrzebne składniki odżywcze (pełnowartościowe białko i tłuszcz niezbędne do budowy silnego organizmu) oraz witaminy i minerały.
Rośliny zaś (czyli warzywa,  owoce, zboża) to przy produktach pochodzenia zwierzęcego „słabizna”, bo w nich:
  • wszystko jest gorszej jakości, jak np. białko - niepełnowartościowe,
  • do tego gorzej przyswajalne, jak np. żelazo – niehemowe,
  • lub brak jest wcale, jak np. witamina B12 - nie znajdziesz jej w roślinach,
  • a składniki, których w roślinach jest najwięcej są dla człowieka na dłuższą metę szkodliwe, jak np. błonnik i węglowodany

Mimo wszystko, w „nowoczesnym miejskim świecie” coraz więcej osób skłania się ku diecie roślinnej. Bez wahania mówi się, że warzywa i owoce to samo zdrowie. (Dotychczas całe życie też tak myślałam). Pomija się fakt, że, jak przed chwilą udowodniłam, jest całkowicie odwrotnie. Być może osobom z miasta fakty nie przeszkadzają w utrzymywaniu swoich opinii… Jak to powiedział niemiecki filozof, Friedrich Nietzsche:
Fakty nie istnieją, jedynie interpretacje*
Czasem wydaje mi się, że dla ludzi z miasta szczególnie fakty dot. odżywiania nie istnieją – jedynie setki różnych interpretacji (i stąd mamy setki różnych diet).

3. Wolisz ogólne zalecenia, czy sztywne wyliczenia?

Osoby ze wsi na ogół nie lubią zagmatwanych teorii, z których trudno cokolwiek zrozumieć: chcą mieć wszystko jasno, możliwie najkrócej wytłumaczone, tak na CHŁOPSKI ROZUM.

Osoby z miasta zaś często wymagają od swoich mentorów konkretnych liczb. Zazwyczaj nie chcą zrozumieć, co i dlaczego się dzieje, bo uważają, że od tego jest właśnie ich guru (dietetyk/trener personalny). Nie po to mu płacą, by wdawać się w szczegóły jego tajemnych zaleceń. Nie mówię, że to źle (w końcu płacą i wymagają), ale co, jeśli guru będzie miał chwilowo urlop albo pomylą mu się liczby i zamiast 20 min truchtu wpisze Ci 200, albo zamiast 50 g sera żółtego wpisze 500? Padniesz z przemęczenia albo z przejedzenia lub – co gorsza – porzucisz pomysł odchudzania na zawsze.

Osoby ze wsi wiedzą, jak sprawdzać swoje rezultaty (empirycznie, tj. albo efekty są, albo ich nie ma:
  • jeśli efekty są, to wiedzą, że robią dobrze (np. chudną, bo mają ujemny bilans kaloryczny),
  • a jeśli efektów nie ma, to wiedzą, że muszą się bardziej postarać – czyli mniej jeść albo więcej się ruszać).
Osoby z miasta zaś w przypadku niepowodzenia obwiniają „system” i rezygnują. (Właśnie z tego powodu nie daję Ci na blogu sztywnych wyliczeń, „idealnego” jadłospisu, lecz ogólne zalecenia).

4. Wolisz tradycję, czy nowoczesność?

To rozwinięcie poprzedniego punktu. Wolisz sprawdzone sposoby, czy nowinki? Nie mogę się oprzeć, by nie przytoczyć urywka pewnego wiersza:
Niech biegną, pędzą, prześcigają się
Mkną dalej i dalej w te złudne tereny
A ja
Zostaję
Osoby ze wsi wolą tradycję, bo wiedzą, że i tak wszystko wywodzi się od niej. Można wynajdywać różne nowinki, ale one i tak opierają się na tych samych fundamentach nauki. Jak np. budowa domu: można zbudować dom z różnych materiałów i w zależności od tego będzie lepszy lub gorszy, ale zasada jest jedna: trzeba zacząć od fundamentów. Tak samo w odchudzaniu: można stosować różne diety (niskowęglowodanowa vs. wysokowęglowodanowa) i w zależności od tego sylwetka (skład ciała) będzie lepsza lub gorsza, ale żeby w ogóle ZACZĄĆ tracić na wadze, trzeba doprowadzić do ujemnego bilansu kalorycznego – fundamentu chudnięcia).

Osoby z miasta myślą, że nie ma uniwersalnej rady na odchudzanie, myślą, że istnieje jakiś trick i dopóki go nie poznają, na nic zdadzą się jakiekolwiek działania. Są nawet gotowe powiedzieć (jak to ostatnio usłyszałam w pewnym filmie), że... im mniej jedzą, tym bardziej tyją. :D

Tak jak ludzie z miasta wiedzą, że podstawą budynku są fundamenty, tak ludzie ze wsi wiedzą, że podstawą chudnięcia jest ujemny bilans kaloryczny

5. Jesteś realistką, czy marzycielką?

Osoby ze wsi na ogół twardo stąpają po ziemi. Wiedzą, że to, co mają zawdzięczają temu, co zrobiły i ile pracy w coś włożyły.
Osoby z miasta zaś często bujają w obłokach, nie zawsze twierdzą, że tylko ich czyny się liczą. W przypadku niepowodzeń (które zdarzają się dosyć często), nie zawsze obwiniają samych siebie, lecz bardziej geny, środowisko, pogodę itd.. Nie mówią: „Nie mogę schudnąć, bo jestem zbyt leniwa i nie mam silnej woli”, lecz raczej: „Nie mogę schudnąć, bo jestem skazana na otyłość”.

Osoby ze wsi wiedzą, że nie ma czegoś takiego, jak gen otyłości (wystarczy je zapytać o czasy wojny, gdy miliony ludzi więziono w obozach koncentracyjnych i jakoś dosłownie wszyscy byli wychudzeni, nie znalazł się ani jeden człowiek otyły, z tzw. genem otyłości…). Osoba z miasta nawet po usłyszeniu tak smutnego przykładu potrafiłaby mieć jakieś „ale”.


[OK, teraz krótka przerwa (bo zdaję sobie sprawę, że to najdłuższa notka, jaką dotychczas napisałam): zrób 10 pajacyków i wróć do czytania.]



6. Potrafisz poczekać, czy chcesz mieć wszystko na wczoraj?

Ludzie z miasta chcą schudnąć w tydzień, wiedzieć wszystko nie ucząc się wcale, a potem dziwią się (choć czasem nawet i na porządne zdziwienie się nie mają czasu), że po zakończeniu szybkiej diety-cud tyją jeszcze bardziej.

Ludzie ze wsi wykazują się większą cierpliwością, wiedzą, że nie można skosić kilku hektarów zarośniętej łąki w jeden dzień. Wiedzą, że niektóre rzeczy wymagają czasu – jak choćby zmiana nawyków i przyzwyczajeń – a potem nawet przekonują się, że warto było krok po kroku działać i spokojnie czekać na efekty. Ludzie z miasta rzadko doczekują tej chwili, a jeśli już, to najczęściej przez przypadek (tak jak czasem głupiemu przez przypadek zdarzy się powiedzieć coś mądrego).

Ludzie ze wsi wiedzą, że aby coś osiągnąć potrzeba czasu, dlatego wspinają się krok po kroku. Ludzie z miasta zaś chcieliby od razu, bez wysiłku wznieść się ponad niebiosa. Niestety, w taki sposób mogą tylko narobić sobie siniaków

7. Jesteś pokorna, czy może myślisz, że wiesz już wszystko?

Ludzie ze wsi wiedzą, że nic nie wiedzą. Ponadto na temat „zdrowego nowoczesnego” odżywiania nie wiedzą dosłownie nic i całe szczęście, bo dzięki temu wybierają lepiej.
Ludzie z miasta zaś wiedzą wszystko; co dzień czytają nowinki dot. żywienia i przez to stają się pseudoekspertami w tej dziedzinie. Topią się w przedziwnych teoriach (czasem nawet sprzecznych), przez co ich dieta obiektywnie jest coraz gorsza, choć myślą, że lepsza. Lepsza by była, gdyby nie wiedzieli zupełnie nic (ale do tego nie mogą i przede wszystkim NIE CHCĄ dopuścić).

Czasem lepiej nie wiedzieć nic i kierować się instynktem – tak jak zwierzęta. Czy widziałaś kiedyś np. lwa cierpiącego na cukrzycę lub nadciśnienie?

8. Lubisz spokój, czy jesteś online 24/7?

Człowiek ze wsi lubi spokój, lubi być czasem sam. Jest szczęśliwy, gdy może wyciszyć się na łonie natury i nie czuje, że czegoś mu brakuje, gdy nie ma przy sobie telefonu.
Człowiek z miasta zaś wciąż jest podłączony do sieci, do „centrum wydarzeń”. Jego telefon jest włączony 24/7 (nawet w nocy), wiecznie gotowy do wyświetlania nowych powiadomień. W takich warunkach umysł nigdy nie jest w stanie całkowicie się wyciszyć, skupić. Jak więc taki człowiek miałby porządnie coś przyswoić i do tego jeszcze umieć odróżnić fakty od mitów?

„A gdyby tak tylko umieć patrzeć” - No właśnie, będąc 24/7 bombardowaną powiadomieniami z telefonu, raczej nie jest to łatwe...

9. Nie ma Cię na Facebooku i Instagramie, czy nie ma Cię BEZ tych portali?

To przykra prawda, ale po tym można poznać, czy ktoś jest poważny, czy nie. Człowiek ze wsi nie ma potrzeby rozsławiać się na Facebooku, czy Instagramie, a dla człowieka z miasta to ważny punkt każdego dnia.

Ja przyznaję bez bicia, że mam konta na Facebooku i Instagramie, ale na swoją obronę dodam, że prawie nic tam nie robię. Swego czasu zastanawiałam się nad promowaniem tam bloga, ale jednak zrezygnowałam, bo zabrałoby to zbyt wiele czasu. Jeśli mam do wyboru skupić się na pisaniu merytorycznych notek co dwa tygodnie albo na wstawianiu codziennie nowych fotek na Facebooka/Instagram z krótkim opisem, to wybieram to pierwsze. Poza tym nie wyobrażam sobie czytać tam czegoś naprawdę poważnego. Tam wszystko jest na szybko, ludzie czytają (o ile czytają, a nie tylko oglądają) wszystko w biegu, panuje ogólny chaos.

Kiedyś ludzie, aby się czegoś dowiedzieć, czytali książki. Teraz wydaje im się, że wszelką wiedzę zdobędą googlując coś lub rolując Facebooka w przerwie na kawę. Jeśli w końcu tam czegoś (albo kogoś) nie ma, to nie istnieje...

10. Wolisz najpierw coś zaplanować, czy od razu działać?

Ludzie ze wsi wiedzą, że poświęcenie dłuższej chwili na przygotowanie się do działania NIE JEST stratą czasu. Ludzie z miasta zaś chcą od razu robić, czasem na oślep, byleby tylko już zacząć, „bo wtedy szybciej skończą”.

Tak, jak w bajce o drwalu**: dostajesz nieco tępą siekierę i masz za zadanie wyrąbać drzewo. Co robisz? Zaczynasz rąbać tępą siekierą, czy jesteś w stanie poświęcić pierwsze kilka godzin na samo ostrzenie, bo wiesz, że później dzięki temu praca pójdzie jak z płatka?

Ja właśnie zachęcam Cię najpierw do nauczenia się, w czym tkwi sekret ładnej sylwetki, a dopiero potem do działania. Dzięki temu w dłuższej perspektywie czasu naprawdę Ci się to opłaci.

Interpretacja wyników

Jak już pisałam, nie ma dobrych ani złych wyników. Wynik pokazuje tylko, jakim typem człowieka jesteś i, w przypadku tematyki mojego bloga, z jakiej formy pomocy dietetycznej byłabyś bardziej zadowolona.

Jeśli bliżej Ci do osoby ze wsi (wszystkie pierwsze cechy w pytaniach), to będziesz preferowała moje porady, a jeśli z miasta – lepiej odwiedź dowolnego dietetyka w swojej okolicy, bo zaoferuje Ci coś, czego ja nie chcę Ci dawać. (Prawdopodobnie rozpisze Ci najnowszą dietę i da sztywne zalecenia na dwa tygodnie, po których stwierdzisz, że jednak nie chcesz się odchudzać i że widocznie coś z Tobą nie tak… (albo, kto wie, może pięknie schudniesz i będziesz zadowolona – życzę Ci tego!)).

Jeśli jeszcze się wahasz, czy wolisz mnie, czy innego dietetyka, to odpowiedz sobie na dodatkowe pytanie:

(11.) Przeczytałaś tę notkę, czy tylko ją „przejrzałaś”?

Oo i tu Cię mam! Jeśli nawet nie chciało Ci się czytać tej notki, to chyba musimy się „rozstać” - tak będzie lepiej dla Ciebie i dla mnie. Dlaczego? Bo tematy, które na nim opisuję są niezbędne do stosowania mojego programu bez niepotrzebnych potknięć.
Czasem opisuję tu rzeczy, o których nie dowiesz się z innych (głównie polskich) stron (a wierz mi, przegrzebałam ich wiele!). Jeśli więc błędnie założysz, że piszę to, co wszyscy – nigdy tak naprawdę nie poznasz sposobu, który Ci proponuję: zrobisz coś inaczej, a potem (o zgrozo!), będziesz obwiniała o niepowodzenie właśnie mnie. Jest bowiem np. wiele diet niskowęglowodanowych (tzw. keto), ale większość z nich nie jest korzystna na dłuższą metę.

Ale o tym, jakie kryteria powinna spełniać właściwa dieta niskowęglowodanowa, już w następnej notce.

* https://pl.wikiquote.org/wiki/Friedrich_Nietzsche
** Bajka o drwalu: https://coaching4smart.wordpress.com/2012/03/02/bajka-o-drwalu/



Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...