28 grudnia 2018

Jak wreszcie schudnąć? - wersja ostateczna

Kolejny rok dobiega końca, a Ty nadal masz wrażenie, że nie dałaś z siebie wszystkiego i że stać Cię na więcej? Planowałaś wielkie zmiany, a jednak wciąż stoisz w miejscu? Miało być inaczej?
Jeśli jesteś trochę zawiedziona swoimi wyczynami w tym roku, stosowałaś się do moich zaleceń, a mimo to czujesz, że nie do końca osiągnęłaś swoje cele, to dziś przedstawię Ci wersję ostateczną – ostatni możliwy sposób, który pomoże Ci stracić nadprogramowe kilogramy w nadchodzącym 2019 roku. Jeśli go zastosujesz, to już nie ma możliwości, żeby Ci się nie udało!

Jeśli dotychczas uważałaś, że coś z Tobą nie tak, bo próbowałaś już wszystkiego… to spróbuj jeszcze tego ostatniego sposobu poniżej… jeśli on nie zadziała, to już naprawdę się poddaję!

Dlaczego dotychczas Ci się nie udało?

Zacznijmy od przyczyn Twojego stanu. Jak wiemy, najpierw jest przyczyna, a potem skutek. Skutkiem jest Twoja zbyt duża waga, niezadowolenie z siebie, brak sił itd.. A przyczyną? Przyczyn może być wiele: może chciałaś za szybko, może się przeceniłaś i założyłaś sobie zbyt nierealne cele, może zwyczajnie nie chciało Ci się stosować do zasad, a może byłaś sumienna, ale i tak to co robiłaś nie dało zadowalających rezultatów.

Podobnych powodów może być mnóstwo, ale i tak wszystko sprowadza się do tego, że albo za dużo jadłaś, albo za mało się ruszałaś. Hmm mimo niepowodzeń mam nadzieję, że nie siedzisz teraz owinięta kocem i nie opłakujesz swojego stanu pudełkiem czekoladek?!

Twoja droga wyglądała następująco...

Kiedyś byłaś na diecie typowo roślinnej; nie mogłaś oprzeć się bułkom, ciasteczkom, do tego jadłaś kasze, warzywa, owoce i oczywiście unikałaś mięsa, bo, jak Ci od dziecka wpajano, „jest niezdrowe”. Lubiłaś jeść, właściwie uwielbiałaś, mogłabyś jeść na okrągło, nie potrafiłaś wytrzymać bez ciągłego przeżuwania (zupełnie jak zwierzęta roślinożerne :D). Już wtedy wiedziałaś, że „coś z Tobą nie tak” i że nadwaga to słowo, od którego chyba nigdy się nie uwolnisz.

Pewnego dnia powiedziałaś dość i postanowiłaś przegrzebać cały Internet w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, wszystkie o podobnej treści: „Dlaczego właśnie ja?” i tak oto trafiłaś na mojego bloga. Poczytałaś trochę o produktach roślinnych i dowiedziałaś się, że nie mają one za dużo wartościowych składników (ani pełnowartościowego białka ani dobrego tłuszczu) i może to właśnie dlatego Twój organizm ciągle wołał o więcej, ciągle było mu mało i mało, a Ty wciąż nie dawałaś mu tego, co potrzebował i stąd miałaś wieczną ochotę na jedzenie. Następnie poczytałaś trochę o głównym składniku roślin - węglowodanach - i dowiedziałaś się, że dotychczas odżywiałaś się dokładnie tak, jak nie powinnaś.
Zrozumiałaś, że być może to przez dietę opartą na pieczywie, kaszach, owocach i słodyczach z roku na rok stawałaś się coraz bardziej gruba i leniwa…

Po jakimś czasie zdecydowałaś się przejść na moją wersję diety niskowęglowodanowej i już na dzień dobry zaczęłaś zaspokajać największe „żądze” swojego organizmu: w końcu zaczęłaś dostarczać mu niezbędne białko i tłuszcze (zwierzęce), co samo w sobie pomogło Ci przestać odczuwać niedosyt. Następnie po czasie Twój żołądek uległ odpowiedniemu zmniejszeniu, bo przestałaś go rozpychać błonnikiem i wszystko powoli zaczęło się normować.
Dzięki diecie ubogiej w węglowodany ustabilizowały Ci się również poziomy glukozy i insuliny we krwi i dzięki temu to, co zjadałaś, było efektywnie wykorzystywane przez Twój organizm (a nie szybko blokowane w tkance tłuszczowej). Odczułaś też przypływ energii, postanowiłaś regularnie ćwiczyć i zaczęło się robić naprawdę pięknie.

Już widziałaś się w obcisłej sukience o rozmiarze S i na samą myśl o zazdrosnych spojrzeniach koleżanek z pracy byłaś w siódmym niebie. Przez jakiś czas było dobrze, waga i wymiary ładnie spadały, aż tu nagle... stanęły na dobre. Zostało Ci do zrzucenia ostatnie 5-10 kg i co? I nic, coś stanęło.
Wiedziałaś, że to pewnie przez to, że „im bliżej mety tym trudniej” i że to sygnał, że Twój organizm za wszelką cenę nie chce oddać tych ostatnich nadprogramowych kilogramów, do których jest przyzwyczajony. Jednak i tak Cię to nie pocieszało, bo nie byłaś w stanie dawać z siebie jeszcze więcej.
Przez to wpadłaś w panikę i zaczęłaś sobie solidnie podjadać. W konsekwencji waga nieco wzrosła, a Ty, zdenerwowana tym wszystkim w końcu stwierdziłaś, że coś z Tobą nie tak i że chyba jednak uwielbiasz jeść. „Za karę”, że źle Ci idzie zaczęłaś się objadać czym popadnie i tak oto w krótkim czasie wróciłaś do punktu wyjścia. Jeśli tak to mniej więcej u Ciebie wyglądało, to znak, że sama dieta niskowęglowodanowa to dla Ciebie za mało – jeśli jesteś zdesperowana, to mam dla Ciebie ostatnią deskę ratunku.

Istnieje tylko jeden produkt, który Cię uratuje

Produkt ten uchroni Cię przed:
  • szaleńczym podjadaniem;
  • niedoborem makro- i mikroskładników;
  • brakiem sił;
  • złym nastrojem, który często idzie w parze z bardzo niskokalorycznymi dietami.
Co to za produkt? - Oczywiście… MIĘSO! Jest to jedyny bezpieczny produkt żywnościowy, który pomoże Ci schudnąć bez depresji i szaleńczych głodówek. Jedząc mięso i fizycznie, i psychicznie się podbudujesz, a ponadto zaspokoisz głód możliwie najmniejszą ilością kalorii, dzięki czemu łatwiej będzie Ci uzyskać ujemny bilans kaloryczny, a w konsekwencji tracić na wadze.

Mięso jest jedynym produktem, który nie działa jak narkotyk (praktycznie każdy inny produkt sprawia, że chcesz jeść więcej nie ze względu na prawdziwy głód, tylko z innych powodów). Gdy robiłam eksperymenty jedzenia tylko mięsa przez kilka tygodni zawsze czułam to wyraźnie: nic tak nie syci, nie daje energii i nie zadowala jak mięso! Ponadto jedząc mięso schudniesz ładnie, tj. bardziej z tkanki tłuszczowej niż mięśniowej, jak to jest w przypadku innych diet.

Jeśli masz już dosyć swojego kręcenia się w kółko i jesteś gotowa na wszystko, to zacznij jeść tylko mięso – dzięki temu wreszcie schudniesz i udowodnisz sobie, że nie jesteś skazana na otyłość!

Jeśli jesteś jedną z tych osób, które po prostu lubią jeść, to dodatkowo dieta oparta na węglowodanach może być dla Ciebie katastrofalna w skutkach (węglowodany zwiększają apetyt). Wtedy naprawdę JEDYNYM ratunkiem jest trzymanie się bezpiecznych potraw, czyli takich, które nie zawierają węglowodanów, a są nimi tylko - krótko mówiąc – potrawy z MIĘSA. Oczywiście, jest to ostateczna opcja, choć nie tak trudna, jak mogłoby się wydawać! :D

Jak się do tego zabrać?

Najlepiej przemyśl sobie wszystko na spokojnie, poczytaj dokładnie notki, które dziś podlinkowałam (szczególnie tę o zaletach mięsa) i zastanów się, na czym Ci najbardziej zależy i co jest dla Ciebie ważniejsze: ładna sylwetka i swoboda ducha, czy wygoda i brak zasad? Dieta 100% mięsna powinna Ci w końcu pomóc rozwiązać swoje problemy z wagą, ale musisz być pewna, że jesteś na to gotowa. Musisz też dobrze wiedzieć, po co to robisz; tylko wtedy będziesz w stanie wytrwać w swoich postanowieniach.

Gdy już będziesz psychicznie gotowa na zmiany, to wtedy pozbądź się z domu wszystkich kuszących smakołyków (właściwie w ogóle nie powinnaś ich mieć), a następnie usiądź z czystą kartką i zrób sobie listę rodzajów mięsa, które lubisz. Zaplanuj posiłki na najbliższe kilka dni: np. na śniadanie pieczone udka (najlepiej upieczone wieczorem poprzedniego dnia – wtedy rano wystarczy je tylko odgrzać), na obiad karkówka, na kolację np. śledź, następnego dnia pieczeń, duszone piersi kurczaka, tatar z ligawy itd. – tak mniej więcej, żebyś zawsze miała coś w zanadrzu. Przez pierwsze dni jedz do syta, ale jeśli zobaczysz po tygodniu, że waga nie za bardzo spada, to trochę zmniejszaj porcje.

Możesz jeść wszystkie rodzaje mięsa (w tym podroby): od wołowiny, wieprzowiny, baraniny, po drób, ryby i owoce morza. Możesz przyprawiać je sobie jak chcesz – solą, pieprzem, ziołami itd. (chociaż bez przypraw byłoby najlepiej, ponieważ one też wzmagają apetyt). Możesz przygotowywać je na wiele sposobów (gotowanie, smażenie, pieczenie, na surowo), ale pamiętaj, aby nie przesadzać z obróbką termiczną.
Jeśli chodzi o picie, to na pierwszym miejscu zawsze stawiaj wodę, ale nie musisz rezygnować z herbaty, kawy, czy ziółek (ale bez cukru ani mleka). Oznajmij też domownikom, że od dziś właśnie tak się odżywiasz i żeby ani się ważyli zmuszać Cię do jedzenia czegoś innego!

Jak się do tego przyzwyczaić?

Najważniejsza odpowiedź brzmi: krok po kroku. Tak samo jak krok po kroku przez całe życie uzależniałaś się od milionów smaków, tak teraz krok po kroku będziesz musiała się od nich odzwyczajać i przyzwyczaić się do mięsa. Dobra wiadomość jest taka, że mięso jest pożywieniem, które nasi przodkowie jedli przez ostatnie 2 mln lat*, więc Twój organizm jest do niego w pełni przystosowany i tylko po cichu czeka, aż w końcu nakarmisz go tym wartościowym produktem!

Na początek daj sobie miesiąc, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden. Pod względem fizycznym i biochemicznym potrzebujesz ok. 3-4 miesięcy**, by przyzwyczaić się do jedzenia tylko mięsa. Aby zaś w pełni przyzwyczaić się psychicznie i sprawić, by stało się to Twoim nowym stylem życia, od którego nie będziesz chciała już odejść, będziesz musiała poczekać nieco dłużej, na pewno ponad pół roku. Jeśli jednak do tej pory odchudzałaś się przez całe życie i nadal Ci się nie udało, to co to dla Ciebie pół roku?

I tak nie masz innego wyjścia; możesz albo nadal kręcić się w kółko, albo dokonać czegoś, co na razie wydaje Ci się nieosiągalne!

Dołóż do tego ruch

Na koniec pomyśl sobie jeszcze o naszych dalekich przodkach. Przed powstaniem rolnictwa (10 tys. lat temu) człowiek potrafił wstawać rano, biegać całymi dniami, zjadać na każdy posiłek mięso upolowanej zwierzyny i być wolnym od jakichkolwiek chorób, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Jeśli Tobie też marzy się taki stan „wiecznego nasycenia” i energii, to… rób tak jak oni! Jak widzisz, już ludzie pierwotni wiedzieli, co robić, aby mieć silne sylwetki i być pełni sił: połączyli dwie, z pozoru najprostsze rzeczy: ruch + najlepszą z możliwych diet, tj. mięsną. Czyli nie dość, że jedli tylko wartościowe produkty, to jeszcze dużo się ruszali.

Co ciekawe, ruch plus dobra dieta mają działanie synergiczne – obie te rzeczy napędzają się nawzajem, więc im lepiej będziesz robiła jedną z nich, tym lepiej będzie wychodzić Ci ta druga.

Ostateczna recepta na ładne i stabilne schudnięcie? - Zacznij od diety opartej tylko na mięsie, a do tego dołącz regularną aktywność fizyczną: aerobik, taniec, rower, bieganie, długie spacery – to wszystko ma znaczenie!

No więc… wchodzisz w to?

Niedługo Sylwester, więc daj sobie jeszcze kilka dni luzu, zastanów się nad wszystkim na spokojnie… a następnie wkrocz w nowy rok z nową siłą do zmian, które już na pewno krok po kroku pomogą Ci schudnąć. Za rok możemy zobaczyć się w całkiem nowej odsłonie, do dzieła!

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99so
** Adventures in Diet by Vilhjalmur Stefansson - Part 1

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...