25 stycznia 2019

Jak to możliwe, że tyle jem, a jestem szczupła?

Zastanawiasz się, czy można dużo jeść i nie mieć przy tym problemów z wagą? Jeśli nie lubisz chodzić wiecznie głodna, ale jednocześnie chcesz być szczupła, to… nie, nie, może nie kupuj „magicznych tabletek na odchudzanie”, ale czytaj dalej, bo zaraz zdradzę Ci swój sekret na połączenie tych dwóch, pozornie niemożliwych do pogodzenia, rzeczy!

Niektórzy bardzo się dziwią i czasem pytają mnie, czy ja w ogóle coś jem, bo jestem taka szczupła. Z kolei ci, którzy znają mnie bliżej, są zdziwieni czymś zupełnie innym: że ja TYLE jem, a MIMO TO jestem szczupła. :D
Jakby się tak zastanowić, to czasem jem nawet więcej niż mój narzeczony (a jest naprawdę dobrze zbudowany)! Nieraz jestem nieźle zdziwiona, jak mówi, że jadł jakiś tam mały obiad (np. stek), gdy tymczasem ja zdążyłam już zjeść kalorycznie dwa razy więcej! Mimo to nie mam problemów z wagą. Jak to możliwe? Już spieszę z odpowiedzią!

Czy mam lepszy metabolizm od Ciebie?

Czasem różne osoby (przeważnie te mające problem z nadwagą) mówią, że jestem taka szczupła, bo jestem bardziej umięśniona (pewnie w myśl błędnej teorii, że mając więcej mięśni spalamy więcej kalorii), a poza tym mam „lepszy” metabolizm, mogę więcej jeść, a i tak nie przytyję. Z kolei one to: „inny przypadek, one są zazwyczaj poszkodowane, bo mają WRODZONE problemy z metabolizmem i nawet, jeśli jedzą mniej ode mnie, to i tak tyją”.

Czasem niektórzy mówią tak do mnie z wyraźnym wyrzutem, jakbym była jakaś „wybrana”, miała szczęście, że taka się urodziłam. Jednak nic z tych rzeczy! Nic nie ma za darmo i ja też, żeby utrzymać ładną sylwetkę muszę trzymać się zasad! (A jeśli jeszcze nie czytałaś, to zobacz, jak jakiś czas temu sama spoczęłam na laurach i w rezultacie przytyłam kilka kg. Przeczytaj też jak potem musiałam porządnie wziąć się za siebie, by wrócić do wcześniejszej wagi).

Nie ma czegoś takiego jak lepszy lub gorszy (szybszy lub wolniejszy) metabolizm. To, ile kalorii spala nasz organizm na podstawowe funkcje życiowe zależy od ściśle określonych parametrów, takich jak płeć, wiek, waga, wzrost i nie da się tego „zepsuć” lub „naprawić”. Oznacza to, że dwie panie w tym samym wieku, o tym samym wzroście i o tej samej wadze mają taki sam metabolizm! Nie daj więc sobie wmówić, że coś z Tobą nie tak, bo w kontekście metabolizmu na pewno wszystko z Tobą w porządku; tak jak Ty nie masz gorszego metabolizmu, tak ja nie mam lepszego.

No więc dlaczego ja mogę dużo jeść i mieć wagę w normie, a ktoś inny nie? Bo ja po prostu… więcej się ruszam (a poza tym stosuję dietę, która mi to ułatwia)! Oto rozwiązanie całej zagadki.

Ile jem, a ile spalam?

Większość pań, aby utrzymać niską wagę nie je więcej niż 1800-2000 kcal/dzień, do tego spożywa dużo produktów bogatych w błonnik – warzyw, owoców (aby zapchać, oszukać żołądek) oraz unika jak ognia tłuszczu, a co za tym idzie produktów zwierzęcych, tj. mięsa, jajek, nabiału. Jakoś im to wychodzi, choć z tego co zauważyłam, większość z nich i tak nie jest do końca zadowolona ze swojej sylwetki (wciąż męczą je uporczywe boczki, sterczący brzuch lub obwisłe tu i ówdzie ciało).

Ja z kolei jem zupełnie odwrotnie: unikam jak ognia produktów roślinnych, a zajadam się głównie zwierzęcymi (zobacz mój przykładowy jadłospis). W sumie wychodzi mi, że jem ok. 2300 kcal dziennie. Skoro moja waga jest stała, to znaczy, że muszę tyle samo spalać! Jak udaje mi się tyle spalać? - Codziennie ćwiczę ok. 40-50 min (w tym dwa razy w tygodniu chodzę na godzinną zumbę), więcej chodzę zamiast się wozić, a poza tym nie zapominam o spontanicznej aktywności fizycznej.

Dwie zasady, których przestrzegam

Właściwie to nigdy nie czuję się szaleńczo głodna (a uwierz mi, że kiedyś potrafiłam się tak czuć). Nie mam też praktycznie problemu, że coś bym zjadła (czując głód), ale nie mogę (czytaj: muszę sobie odmówić, żeby nie przytyć). Wyjaśnieniem tej wymarzonej dla każdego sytuacji są dwie kwestie:
  1. Dobra dieta
    Odkąd jestem na swojej wersji diety niskowęglowodanowej po jedzeniu zawsze czuję się najedzona, nie czuję niedosytu lub głodu chwilę po posiłku (co jest zazwyczaj zmorą osób odżywiających się głównie produktami roślinnymi).
  2. Regularny ruch
    Odkąd regularnie ćwiczę mam jeszcze lepiej uregulowany apetyt, a co najważniejsze – dzięki temu spalam wystarczającą ilość kalorii i nie przekraczam bilansu kalorycznego (spalam tyle, co jem, dlatego moja waga jest stała).
Z tego wszystkiego wynika, że odpowiedź na pytanie z tytułu można zawrzeć w jednym zdaniu:
Dużo jem, ale jednocześnie dużo się ruszam (ćwiczę, dużo chodzę itd.) i dlatego nie mam problemów z wagą. W kontrolowaniu wagi ciała nie ma więc żadnej magii, zawsze musi być jakieś racjonalne wyjaśnienie (niestety lub „stety”) - a jest nim przestrzeganie bilansu kalorycznego.

* Proszę, tylko nie wpadnij w to nieporozumienie

Jeśli po przeczytaniu tytułu notki pomyślałaś, że odpowiedź na pytanie będzie brzmiała: „nie mam problemów z wagą, bo ograniczam węglowodany”, to uwaga, nic bardziej mylnego! Wiemy, że węglowodany zwiększają apetyt, ALE ostatecznie nie decydują o wadze.

Zauważyłam, że wiele osób, które polecają ograniczanie węglowodanów wpadają w taką właśnie pułapkę: otóż fascynując się dietą niskowęglowodanową (która niewątpliwie ułatwia schudnięcie) zapominają, że w kontroli wagi ciała i tak najważniejszy jest bilans kaloryczny. Oczywiście, węglowodany są szkodliwe, zwiększają apetyt, powodują odkładanie się nadmiernych ilości tkanki tłuszczowej oraz zatrzymywanie się wody w organizmie, ALE to ile ważysz i tak zawsze zależy tylko i wyłącznie od bilansu kalorycznego. Nigdy nie możesz o tym zapominać.

To nie węglowodany decydują o wadze, tylko bilans kaloryczny (ograniczanie węglowodanów jest jednak bardzo ważne, bo zmniejsza apetyt i dodaje energii, czyli pomaga odpowiedni bilans utrzymać. NIEograniczanie węglowodanów zaś… jest najprostszą drogą do czegoś zupełnie odwrotnego)!

Dieta + ruch – działanie synergiczne

Skoro już wiemy od czego zależy nasza waga, zastanówmy się, czego jeszcze chcemy. Najczęściej naszym celem jest przecież nie tylko waga w normie, ale też ładnie zarysowane mięśnie, jędrne ciało, czyli to na co się składa sformułowanie „szczupła sylwetka”. Naprawdę ładną, kształtną sylwetkę trudno jest osiągnąć samą dietą lub samymi ćwiczeniami, ponieważ:
  • sama dieta spowoduje co najwyżej, że będziesz chudsza, ale nie poprawisz nią proporcji ciała (to możesz zrobić tylko za pomocą ćwiczeń siłowych);
  • same ćwiczenia bez dobrej diety (bogatej w składniki odżywcze potrzebne do odbudowy i regeneracji) spowodują, że po jakimś czasie poczujesz się wycieńczona i odpuścisz nie docierając jeszcze do mety.

Podsumowaniem więc moich wywodów znów będzie polecenie Ci dobrej diety w połączeniu z regularnym ruchem. Ciekawą kwestią jest fakt, iż dieta niskowęglowodanowa ma wiele wspólnego z aktywnością fizyczną, a razem działają synergicznie. Oznacza to, jak ostatnio pisałam, że zalety płynące z diety niskowęglowodanowej łączą się z zaletami aktywności fizycznej: im lepiej robisz jedno, tym lepiej (i łatwiej) wychodzi Ci drugie (to tak jakby 2+2=5).

Na diecie niskowęglowodanowej będziesz zdrowo najedzona i będziesz miała więcej energii do ćwiczeń, a z kolei ćwicząc - będziesz miała większe skłonności do wybierania wartościowego, prozdrowotnego jedzenia. Polecam Ci stworzenie właśnie takiego systemu w kształtowaniu sylwetki, a na pewno w końcu osiągniesz zamierzone rezultaty i już więcej nie powiesz, że inni mają lepiej od Ciebie!

Jeśli chcesz tak jak ja jeść do syta, to musisz też jednocześnie dużo się ruszać (i najlepiej przejść na moją dietę)!


PS Jeśli to, co mówię u Ciebie nie działa, to najprawdopodobniej... jeszcze za mało się ruszasz! Nie musisz być szczera ze mną ani z nikim innym, ale bądź przynajmniej szczera ze sobą i przyznaj: naprawdę aż tak dużo się ruszasz, czy tylko tak dużo o tym mówisz?! :D

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...