5 kwietnia 2019

Czy chcesz, żebym ułożyła Ci idealny trening? - 7 powodów, dla których nie warto

„Wykonuj 5 serii po 15 powtórzeń, 5 razy w tygodniu” - założę się, że słyszałaś coś podobnego, jeśli kiedykolwiek byłaś u trenera personalnego z prośbą o pomoc w uzyskaniu ładnej sylwetki. Tak, „5 serii po 15 powtórzeń i spróbuj zrobić o jedno powtórzenie więcej albo mniej, to cały trening pójdzie na marne!” - założę się, że nad tym choć raz też się zastanawiałaś.

Pewnie już wiesz, że kluczem do uzyskania szczupłej sylwetki jest połączenie dobrej diety z regularną aktywnością fizyczną. O tym, dlaczego nie ma sensu układać sztywnego jadłospisu pisałam jakiś czas temu (koniecznie przeczytaj). A dlaczego lepiej nie czekać na rozpiskę ćwiczeń? - o tym w dzisiejszej notce.

Na czym polega praca trenera personalnego?

Jak zapewne wiesz, jestem trenerem personalnym. Praca trenera najczęściej kojarzy się z trzema zadaniami:
  1. po pierwsze, ma pomóc Ci osiągnąć Twoje cele (przybranie/utrata na wadze, uzyskanie ładnych kształtów, wyrobienie siły, wytrzymałości itd.);
  2. po drugie, niestety, kojarzy się z ułożeniem planu treningowego, którego masz bezwzględnie przestrzegać;
  3. po trzecie, ma Cię motywować do działania, gdy Ty nie masz już sił.
Jak pierwszy punkt jest obowiązkowy, tak dwa kolejne niekoniecznie. Czy trener może pomóc Ci osiągnąć cele bez układania planów treningowych? Co to w ogóle za trener, który nie układa?! Mam nadzieję, że zaraz przekonam Cię, że najlepszy z możliwych!

Widziałaś kiedyś trenera, który nie układa sztywnych planów treningowych? - jeśli nie, to może właśnie dlatego nadal żaden nie pomógł Ci osiągnąć Twoich celów!

Jak wygląda typowe spotkanie z trenerem?

Szykujesz się na siłownię z nadzieją, że ten nowy trener w końcu ułoży Ci plan idealny, dzięki któremu raz na zawsze schudniesz… Już tyle razy próbowałaś, więc może jednak tym razem się uda… No więc wchodzisz na siłownię, widzisz młodego umięśnionego mężczyznę z dumnym napisem: „TRENER” na koszulce i już wiesz, że trafiłaś w dobre ręce. Trener jest znakomicie przygotowany: wie jak z Tobą rozmawiać, jest miły, na wstępie gratuluje Ci, że przyszłaś i jesteś gotowa na zmiany i oczywiście zapewnia, że wszystko się uda, słowem: zapowiada się świetnie.

Zaczyna od szybkiego rozeznania, wykonuje pomiary, zadaje Ci podstawowe pytania o zdrowie, nawyki, preferencje itd., być może robi Ci kilka szybkich testów sprawnościowych, po czym wie już wszystko na Twój temat i za kilka dni ma dla Ciebie gotową rozpiskę ćwiczeń na najbliższe tygodnie. Ty jesteś zachwycona, zmotywowana i pełna sił do działania. Przychodzisz regularnie na treningi, nie żałujesz żadnej wydanej złotówki i wszystko jest pięknie do czasu, aż nie zaczynasz być zmęczona całym tym „przedsięwzięciem”. Musisz jeździć na drugi koniec miasta, aby ćwiczyć i z czasem zaczyna Cię to męczyć.

W końcu rezygnujesz i stwierdzasz, że nie masz siły/czasu/pieniędzy/motywacji do działań. Przeklinasz trenera (za jego „idealne ciało”) i masz gdzieś to, że nie uda Ci się uzyskać ładnej sylwetki do lata. Wszystko masz gdzieś, więc w rezultacie zamiast na trening kierujesz się do cukierni. W końcu zasłużyłaś na małą osłodę po tych wszystkich siódmych potach, które wylałaś i za te nerwy, które zszarpałaś wiecznie stojąc w korkach. No cóż, widocznie Tobie nie było pisane być „fit dziewczyną” - myślisz zagryzając ze smutkiem kolejnego pączka.

7 rzeczy, o których nie mówi Ci Twój trener

Ty właśnie zrezygnowałaś z treningów, bo nie wyrabiałaś/nie starczyło Ci czasu/siły/motywacji/pieniędzy, a tymczasem wyobraź sobie, że… Twój trener prawdopodobnie nie robi większości tych rzeczy, które Tobie samej zalecał! Czyli czego? - tego wszystkiego poniżej i właśnie dlatego ma takie dobre wyniki (o ile ma), a Ty nie!

1. Chudnie się od niedoboru kalorii, a nie od jakiegoś konkretnego planu treningowego

Każdy szanujący się trener wie, że, gdy jest „na redukcji” (chce stracić na wadze), musi wytworzyć w swoim organizmie niedobór kalorii. Jak tego dokonuje? - Albo zjada mniej niż spala, albo spala więcej niż zjada. Nie myśli o żadnej magicznej pastylce albo innym „cudownym” sposobie, tylko zwyczajnie bierze się za siebie.
Każdy trener wie, że nie ma innej drogi. Czasem tylko wciska Ci kit, że jest inaczej, bo Ty właśnie za takie magiczne porady i treningi mu płacisz! (a nie za jakąś prostą prawdę, że wystarczy przestrzegać zasad bilansu kalorycznego aby tracić na wadze).

Żeby więc rozpiska treningów miała sens, to trener musiałby dać Ci również gotowy jadłospis. Tak też często się dzieje, ale jak przypomnę sobie, ile zjazdów na kursie było poświęconych dietetyce i jakie to były informacje… to nie radziłabym Ci polegać na takim jadłospisie. Zresztą, większość trenerów przyznaje się, że korzysta z tzw, „gotowców”, bo zwyczajnie nie ma zielonego pojęcia o odżywianiu (i nie ma się co temu dziwić, bo trener i dietetyk to dwa odmienne i trudne zawody).

2. Po ekstremalnych planach treningowych możesz zdołować się jeszcze bardziej

Czasem, jak pierwszy raz wchodzisz na siłownię, to masz tyle energii do zmian, że chciałabyś wszystko zrobić od razu: jak najwięcej ćwiczeń, jak najszybciej, jak najmocniej, żeby tylko już wyglądać jak te wszystkie szczupłe dziewczyny wokół. Taka ekscytacja szybko mija, więc jeśli tylko na niej oprzesz swoją decyzję o zmianach, to możesz niestety szybko odbić się od ściany…

3. Jeśli czegoś nie rozumiesz, szybko spadnie Ci motywacja

Zastanów się, kiedy jesteś bardziej zmotywowana: gdy wiesz, PO CO coś robisz, czy tylko wiesz, że MASZ robić? - np. ktoś mówi Ci, że masz jechać jutro 12 godzin pociągiem na drugi koniec Polski. - Po co niby? A potem mówi: „będzie tam koncert zespołu, o którym zawsze marzyłaś!” - „Aha, ok, to jadę!”

Gdy wiemy po co coś robimy, nie potrzebujemy pustej motywacji. W przeciwnym razie nawet najpiękniejsze słowa zagrzewające do walki typu: „nie poddawaj się, dawaj z siebie wszystko, jeszcze trochę, dasz radę!” na nic się zdadzą, jeśli Ty straciłaś zapał do zmian. Tak samo PO CO wykonywać te poszczególne ćwiczenia? - Bez wiedzy na ten temat możesz co najwyżej stwierdzić po jakimś czasie, że skakanie, bieganie, czy fikołki, to wygłupy, które są może i dobre dla dzieci, ale na pewno nie dla Ciebie - poważnej kobiety.

Po co więc tyle chodzisz, biegasz, jeździsz na rowerze, skaczesz na ćwiczeniach aerobiku, tańczysz? - przede wszystkim, żeby schudnąć (i jeszcze poprawić sobie humor itd.). Po co robisz tyle brzuszków, wymachów nóg, ćwiczeń z ciężarkami? - żeby wzmocnić mięśnie, wymodelować sylwetkę. - No widzisz, to może jednak te wszystkie „wygibasy” mają sens?!

4. Zaplanowanie aktywności fizycznej jest tak samo „trudne” jak zaplanowanie poranka

Głównym zadaniem trenera personalnego jest ułożenie Ci planu treningowego. Jak dla mnie jest to prawie tak samo żmudne i niepotrzebne jak ułożenie Ci np. rozpiski poranka.

Tylko wyobraź sobie, że ktoś układa Ci Twój plan porannych czynności, minuta po minucie, bo sama nie wiedziałabyś, co masz ze sobą począć: czy rano masz wstać i ubrać najpierw skarpetki, czy spodnie, a może najpierw koszulkę? I co potem, masz najpierw przygotować śniadanie, czy pościelić łóżko, a może najpierw umyć włosy? A może jednak najpierw nastawić wodę w czajniku, potem pościelić łóżko, a dopiero potem wziąć prysznic, zaczesać włosy, zrobić makijaż i przygotować śniadanie? - widzisz, nawet z błahych prostych czynności można zrobić problem, jeśli się nie rozumie, że najważniejsze to wszystko zrobić; a jak konkretnie i w jakiej kolejności, to już Twoja sprawa.

5. Nikt nie dopasuje do Ciebie ćwiczeń idealnie

Masz zaczynać rozgrzewkę od 100 pajacyków, bo trener mówi, że po pierwsze to dobre ćwiczenie na rozgrzanie całego ciała, a po drugie jest łatwe i przyjemne? - A co, jeśli Ty należysz do mniejszości, która nie znosi pajacyków, a poza tym bolą Cię po nich barki? - Odważysz się powiedzieć to trenerowi, czy jakoś szybko TO odbębnisz, aby nie robić afery, bo w końcu nic złego Ci się nie dzieje? - Będąc swoją własną trenerką mogłabyś mieć w nosie upodobania trenera i mogłabyś robić to, co sprawia Ci największą przyjemność – bez niepotrzebnego tłumaczenia się i bez ryzyka nawet najdziwniejszej kontuzji.

6. W trakcie wyjazdu też można ćwiczyć (bez maty i sprzętu)

Planujesz dwutygodniowy urlop, więc na ten czas, chcąc nie chcąc, musisz zrezygnować ze spotkań z trenerem/z rozpiski ćwiczeń, bo przecież nie weźmiesz na wakacje sprzętu do ćwiczeń... No i kolejna wymówka na słodkie leniuchowanie gotowa.

Dlaczego to takie niesprawiedliwe, że Twój trener jakoś może ćwiczyć na wakacjach, a Ty nie? Jeśli obserwujesz jakąś znaną trenerkę fitness, to zapewne zwróciłaś uwagę, co robi na wakacjach: pływa, biega, jeździ na rowerze, zwiedza itd.. No dobrze, a gdzie treningi? Czy po wakacjach trenerka wraca cięższa o kilka kilogramów? - Nie? - A wiesz, dlaczego? - Bo, w przeciwieństwie do swoich podopiecznych, wie, że te wszystkie czynności na wakacjach może zaliczyć do „treningów”.

W kontroli wagi ciała najważniejsza jest bowiem suma ruchu na dzień – Twoje ciało nie szufladkuje ćwiczeń na sali jako „zaliczonych”, a przyjemnego wakacyjnego ruchu na świeżym powietrzu jako „niezaliczonych” do treningu. RUCH TO RUCH, więc nie daj sobie wmówić, że musisz zrobić tylko te konkretne ćwiczenia z rozpiski i pod żadnym pozorem inne, bo inaczej nie schudniesz!

Trenerzy „WIEDZĄ” i specjalnie wplatają w wakacyjny odpoczynek różne aktywności. Ty „NIE WIESZ” i myślisz, że godzina przyjemnego ruchu na świeżym powietrzu i godzina leżenia plackiem na plaży nie robi różnicy Twojej sylwetce, bo w końcu „co to za trening bez specjalistycznego sprzętu”, czyż nie?

7. Jesteś klientką do końca życia

No i na koniec zejdźmy do rzeczy materialnych, czyli ceny. Za trening z trenerem musisz każdorazowo płacić i to czasem całkiem sporo. Godzina treningu z trenerem kosztuje średnio 60-80 zł. Jeśli zawsze będziesz chciała polegać na swoim trenerze i jego sztywnej rozpisce, to tak naprawdę jesteś klientką do końca życia.

Zastanawiałaś się kiedyś, za co tyle płacisz? Przecież podobną stawkę ma dobry korepetytor z rozszerzonej chemii, biochemii, czy fizyki, który sama przyznasz, że tłumaczy czasem niezwykle skomplikowane rzeczy! Może dlatego trener personalny, żeby nie być gorszym, też chce sprawiać wrażenie, że tłumaczy Ci trudne i niepojęte zagadnienia… Prawda jest więc taka, że całe to układanie treningów co do najdrobniejszych szczegółów służy tylko uzasadnieniu wysokich kwot, jakie bierze od Ciebie trener.

Ty, jako nic niewiedząca ignorantka masz myśleć, że Twój trener jest wyjątkowym specjalistą, zna sekrety i tajemnice, które Tobie nie są dane, a do tego jeszcze tygodniami główkował nad Twoim unikalnym planem... W takim razie nic dziwnego, że jest taki drogi!

Zamiast chodzić za trenerem, zostań swoją własną instruktorką

Wiesz dlaczego trenerzy (choć nie wszyscy) tak dobrze wyglądają? - Bo są swoimi własnymi trenerami: znają najlepiej swoje ciała i upodobania, „nie wstydzą się siebie” (mogą sobie samym wszystko powiedzieć :D) i dzięki temu idealnie dopasowują ćwiczenia do swoich potrzeb, czasu i umiejętności. A Tobie trener może pomóc, ale nigdy nie dopasuje do Ciebie wszystkiego tak, jak sama mogłabyś to zrobić. W końcu nie musisz mówić obcej osobie o wszystkich swoich słabościach, czyż nie?

Dlatego najlepiej sama dowiedz się, o co w tym wszystkich chodzi; a uwierz mi, że jest to łatwiejsze niż myślisz (o ile nie masz skłonności do utrudniania sobie życia… ;-)). Oczywiście, nie każę Ci zostać certyfikowanym trenerem, ALE zamiast tego skorzystaj z moich prostych sprawdzonych rad (których udzielam wszystkim swoim podopiecznym):
  1. Jeśli chcesz schudnąć – pamiętaj, że kluczem do utraty wagi jest ujemny bilans kaloryczny (a ten można uzyskać albo mniej jedząc, albo więcej się ruszając) – najlepsze ćwiczenia na ten etap to typowe cardio (długie spacery, maszerowanie, aerobik, bieganie, taniec itd.)
  2. Jeśli chcesz ładniej schudnąć (bardziej z tkanki tłuszczowej niż z mięśniowej), obok ćwiczeń cardio pamiętaj też o dobrej diecie – najlepiej niskowęglowodanowej opartej na produktach pochodzenia zwierzęcego (głównie mięso, potem jaja, nabiał).
  3. Jeśli jesteś już blisko swojej idealnej wagi i chcesz mieć ładne proporcje ciała – włącz ćwiczenia siłowe na określone partie ciała (na górne, jeśli jesteś typem gruszki lub na dolne, jeśli jesteś typem jabłka – i nie odwrotnie!).
Oto cała filozofia, za którą niektórzy płacą krocie, a wciąż są daleko od swojej wymarzonej sylwetki. Dlaczego? - bo płacą za tajemną wiedzę, której nie znają, a nie znają jej, bo taka w rzeczywistości nie istnieje. Wszyscy inni (a jest ich najmniej), którzy osiągnęli swoje cele, zrobili to dlatego, że „odkryli” najprostszą prawdę: najważniejsza jest konsekwencja i cierpliwe dążenie do celu, a nie rewolucja, która przynosi tylko zamęt i niepotrzebne rozczarowania.

Zastanawiasz się, czy dasz radę to sama ogarnąć? Jasne, że dasz, tylko musisz zrozumieć, że to nie jest takie trudne, poza tym włożyć trochę pracy na początek, aby nauczyć się podstaw. Wszystko to z czasem będzie dla Ciebie coraz łatwiejsze, aż w końcu sama zobaczysz, że codzienne żywienie i ćwiczenia staną się dla Ciebie tak samo łatwe jak codzienny poranek!

A jakby co, to zawsze możesz do mnie napisać, w końcu po to tu jestem! ;-)

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...