13 marca 2020

Odpowiedź nr 5 – Aneta K.

Czas na odpowiedź na maila Anety K.: jak schudnąć, gdy już wcale nie ważysz dużo, dlaczego na początku diety niskowęglowodanowej mogą dokuczać Ci zaparcia (i jak sobie z tym poradzić) oraz czym tak naprawdę jest teoria zakwaszenia organizmu? - Na te i inne pytania znajdziesz odpowiedzi poniżej:

"Cześć Aneta ;-)
dziękuję za wiadomość, cieszę się, że zainteresował Cię mój blog.

Świetnie, że codziennie ćwiczysz, ale powiem Ci, że jeśli chodzi o Twoje odchudzanie, to nie jesteś w zbyt dobrej sytuacji, bo jak by nie patrzeć, Twoja waga już jest prawidłowa i żeby ważyć 50 kg musiałabyś się nieźle namęczyć. (Zresztą, wg BMI, 50 kg przy wzroście 167 cm to niedowaga). Dieta ketogeniczna jest super, jest najlepsza na odchudzanie, ale żeby ważyć naprawdę mało trzeba niezłego samozaparcia i dyscypliny. Keto oczywiście ułatwia całą sprawę (bo, jak pewnie wiesz, najczęściej zmniejsza apetyt: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/02/dlaczego-na-diecie-niskoweglowodanowej.html ), ale w kontroli wagi ciała liczą się kalorie, a one są bezlitosne, szczególnie dla osób, które mają mało zapasów (tak tak, dla Ciebie to zbędny balast, a dla organizmu zapasy!). Wszystko to dokładnie opisuję tutaj: http://www.lekkimkrokiem.pl/2018/09/jak-schudnac-ostatnie-kilka-kg.html 

Ja sama jestem na keto od wielu lat, ale i tak pilnuję, aby się nie objadać, poza tym ćwiczę codziennie cardio ok. godzinę (czyli dwa razy więcej niż Ty) plus raz w tygodniu siłownia i dużo chodzę (na pewno z godzinę dziennie mi wychodzi). Ale nie chodzę głodna, bo po pierwsze, dzięki dobrej diecie wszystko, co zjem jest dostępne dla komórek organizmu (a nie blokowane i upychane w tkankę tłuszczową, jak to jest w przypadku innych diet opartych na węglowodanach), a po drugie, ćwiczenia zmniejszają apetyt). 
Tak czy siak brzmi to trochę strasznie, ale to jest mój styl życia od dawna i go uwielbiam (źle się wręcz czuję, jak czasem nie uda mi się poćwiczyć). 

Wiem, że to trochę nieładnie z mojej strony, że wypisuję Ci takie rzeczy, ale niestety nic nie ma za darmo – wyniki zawsze są adekwatne do starań… Jak chce się mieć wyjątkowo dobre wyniki, to trzeba się wyjątkowo postarać.

Pamiętaj, że nie tylko waga się liczy, a również m.in. wymiary – proporcje ciała: http://www.lekkimkrokiem.pl/2019/01/jak-kontrolowac-swoje-efekty-system.html  Oprócz cardio proponuję Ci spróbować raz w tygodniu ćwiczeń siłowych na wybrane partie ciała, aby wymodelować sylwetkę (ja jestem typem gruszki, więc ćwiczę na górne partie: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/04/najlepsze-cwiczenia-siowe-dla-kobiet-na.html ).

Sposób odżywiania oczywiście też ma wpływ na wygląd sylwetki i tutaj keto znowu jest oczywiście najlepsza, bo tylko na niej ważąc mało można wyglądać na szczupłą, a nie wychudzoną, ponieważ tylko na niej można w zdrowy sposób uzyskać jak najmniejszy poziom tkanki tłuszczowej przy zachowaniu mięśni (a to daje sporą różnicę w wyglądzie, ponieważ kg mięśni ma mniejszą objętość niż kg tłuszczu – porównaj sobie dwie panie ważące tyle samo na obrazku w tej notce: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/06/co-rozni-kobiety-szczupe-od-otyych.html )

Trochę się rozpisałam, a pytałaś o coś innego! No więc tak:

Osoby, które przechodzą na tę dietę i zaczynają jeść mniej błonnika mogą na początku mieć zaparcia, ale jest to tylko kwestia czasu zanim ich organizm się przyzwyczai http://www.lekkimkrokiem.pl/2014/10/jakie-objawy-moga-towarzyszyc-przejsciu.html
Dieta ketogeniczna to najlepszy sposób odżywiania, ale musisz dać sobie czas, aby organizm się do niej przystosował: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/10/ile-trwa-przestawianie-sie-na-diete.html 

Jelita każdego człowieka same z siebie potrafią wykonywać ruchy służące wypróżnianiu, ale jeśli przez całe życie ładowałaś w nie błonnik (który podrażnia jelita, zwiększa objętość pożywienia i dosłownie przepycha je przez jelita) – jelita zatracają te swoje naturalne funkcje. Później, gdy przestajesz jeść błonnik (z warzyw, owoców, zbóż itd.), jelita muszą nauczyć się same pracować i przystosować do mniejszej objętości jedzenia - co oczywiście trwa, ale w końcu się normuje. 
Można powiedzieć, że błonnik uzależnia jelita od siebie. Gdy przestajesz go jeść, na początku jest gorzej. To jednak kwestia czasu, ja też miałam zaparcia pierwsze kilka miesięcy (wspomagałam się senesem, piłam więcej wody). Ty niestety za każdym razem byłaś na diecie za krótko, 4 miesiące to ścisły początek. Być może wtedy, gdy już mogło Ci się polepszyć, akurat wszystko przerywałaś! Takie ciągłe „skakanie” między różnymi sposobami żywienia też na pewno na to za dobrze nie wpłynęło, mogłaś przez to jeszcze bardziej rozregulować swoje jelita i teraz naprawa może zająć niestety jeszcze więcej czasu… 

Co ciekawe, jak sama piszesz, nie unikałaś błonnika na keto, a mimo to miałaś zaparcia. To dopiero dowód, że błonnik i tak Ci przecież nie pomagał, więc nie ma się co bać jego eliminacji. Oczywiście, nie musisz od razu całkowicie z niego rezygnować, ale skoro piszesz, że nie lubisz warzyw, to super! Pamiętaj, że błonnik to więcej złego niż dobrego. Błonnik podrażnia jelita i upośledza ich funkcje, poza tym jest szkodliwy, okrada nas z witamin i minerałów, nie dając w zamian żadnych korzyści: http://www.lekkimkrokiem.pl/2014/12/nie-dla-bonnika.html 
Im szybciej go wyeliminujesz, tym szybciej powinno Ci się wszystko zacząć poprawiać. Zawsze zalecam jednak stopniowe zmiany niż rewolucję, ale decyzja należy do Ciebie.

Jeśli zaś chodzi o teorię "równowagi kwasowo-zasadowej" to jest to obszerny temat, mam w planie napisać o tym osobny artykuł, ale teraz najlepiej skomentuję Ci go cytatem z dr Grega Ellisa (moim zdaniem największego eksperta od odchudzania, diety niskowęglowodanowej i fizjologii człowieka), a mianowicie: "Ta teoria to śmieć": http://body-factory.pl/showthread.php?t=15314

Dietetycy, którzy ostrzegają przed zakwaszeniem nie wiedzą za bardzo o czym mówią, teoria o zakwaszeniu jest tak samo prawdziwa jak o tym, że tłuszcz podnosi poziom cholesterolu. Każdy, kto choć trochę zna się na żywieniu wie, że teoria zakwaszenia organizmu to... tylko teoria.

Jakiś czas temu rozmawiałam o tym na studiach z panią profesor ds. produktów pochodzenia zwierzęcego i powiedziała, że: po pierwsze niskie pH jest nawet korzystniejsze dla organizmu niż wysokie (czyli kwaśne lepsze od zasadowego), bo w wysokim chętniej wytwarzają się patogeny, a po drugie – nawet gdybyśmy chcieli, to nie możemy zmienić swojego pH, tak jak nie możemy zmienić temperatury swojego ciała (i już niewielkie odchylenia powodują śmierć). 
Równowaga kwasowo-zasadowa jest precyzyjnie regulowanym parametrem przez organizm: jak będziesz jadła kwaśne, to organizm będzie odkwaszał, a jak zasadowe – to „odzasadawiał” (a najlepszym dowodem na to jest pH moczu – jak ktoś je kwaśne, to organizm wydala nadmiar kwasu przez mocz, a jak zasadowe – to wydala nadmiar zasad i dzięki temu wszystko jest ok, równowaga jest zachowana).
  
Dietetyk, który mówi o „problemie” zakwaszenia nie odrobił swojego zadania domowego, nie otworzył książki z biochemii, tylko powtarza to, co wszyscy.

„Ostrzeganie” przed zakwaszeniem i temu podobnymi pomysłami pokazuje zresztą ignorancję większości dietetyków, sami się ośmieszają, w ogóle nie zdają sobie sprawy jak funkcjonuje organizm człowieka i w ogóle organizmy żywe. Myślą, że organizm jest jak kawałek drewna: jak wrzucisz kawałek drewna do wody, to będzie mokry, a jak wystawisz na słońce, to będzie suchy. Jak polejesz go kwasem, to będzie kwaśny, a jak zasadą to zasadowy… Kawałek drewna wrzucony do roztworu kwaśnego, owszem staje się kwaśny, a do zasadowego zasadowy, ale żywy organizm tak nie działa. Dietetycy i inni eksperci od zakwaszenia w ogóle nie rozumieją pojęcia homeostazy (równowagi), a właśnie tym się różni żywy organizm od martwego drewna. Żywy organizm utrzymuje swoje stałe parametry bez względu na to, w jakich warunkach się znajduje, w przeciwieństwie do, dajmy na to, kawałka drewna!

Osobiście nie jem warzyw ani owoców z wielu względów (bo już zwyczajnie mi nie smakują, a poza tym zawierają węglowodany, niestrawny drażniący błonnik oraz inne substancje hamujące przyswajanie witamin i składników mineralnych z pożywienia) i od 7 lat czuję się świetnie. 
Skoro sama piszesz, że nie lubisz warzyw, to ich po prostu nie jedz, bo po co? http://www.lekkimkrokiem.pl/2014/10/owoce-i-warzywa-sa-nam-potrzebne.html Ze wszystkich produktów, które istnieją tylko mięso ma wszystkie (!) składniki potrzebne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu: http://www.lekkimkrokiem.pl/2017/04/7-powodow-dla-ktorych-warto-jesc-mieso.html

Brak warzyw to żadne ryzyko, brak mięsa - to jest dopiero ryzyko!

Podsumowując, nie musisz się bać ograniczania błonnika, bo zaparcia to tylko przejściowe problemy na początku diety (oczywiście odpowiedniej jej wersji: http://www.lekkimkrokiem.pl/2018/09/jaka-dieta-niskoweglowodanowa-jest.html ) Najlepiej przejdź na moją dietę, daj sobie czas (więcej niż 4 miesiące), Twój organizm sam to wyreguluje. O zakwaszeniu też lepiej zapomnij. 
To nad czym bym się najbardziej zastanawiała na Twoim miejscu, to Twoja waga. Ważyć 50 kg nie będzie łatwo, ale oczywiście jest to możliwe. Żeby ważyć tyle co ja, musiałabyś robić to, co ja (a nawet więcej, bo ja mam stały bilans kaloryczny, a Ty musisz mieć ujemny, aby chudnąć), czyli dłużej ćwiczyć, wplatać też ruch w codzienne czynności, czyli np. jak ja dużo chodzić oraz też się jakoś za bardzo nie objadać). Na Twoim miejscu zaczęłabym od czegoś prostego jak chodzenie do pracy ( http://www.lekkimkrokiem.pl/2016/09/5-pomysow-na-ruch-gdy-nie-masz-czasu.html ), a potem stopniowo zwiększała czas poświęcony na ćwiczenia (cardio!). Co do jedzenia, to jeśli waga nie będzie spadać, możesz nieco zmniejszać swoje porcje: http://www.lekkimkrokiem.pl/2015/06/liczysz-kalorie-nie-chudniesz.html 

Życzę Ci powodzenia i oczywiście cierpliwości, bo pewnie trochę to zajmie. Najważniejsze jednak, że wiesz co robić (ruch plus dieta ketogeniczna to najlepsze połączenie z możliwych), a reszta zależy już od Twojego samozaparcia.

Mam nadzieję, że trochę pomogłam, a w razie czego oczywiście pisz ;-)

Pozdrawiam,
Justyna Kuźniar-Zamyślewska”

Szukaj

POLECANY POST

Co robić, aby schudnąć? - 12 kroków na cały 2018 rok

Chcesz wziąć się w garść i w końcu zająć się swoją sylwetką, ale nie wiesz co robić i od czego w ogóle zacząć? - Jeśli tak, to mam coś, co ...